Do trzech razy sztuka

W sobotę o godz. 13:00 na Stadionie Futbolowym w Zielonej Górze zostanie rozegrany mecz o mistrzostwo LFA2, będące równoznaczne z awansem do LFA1. Wataha podejmie Towers Opole.

Najlepsze drugoligowe ofensywy zmierzą się w bieżących rozgrywkach już po raz trzeci. Zarówno Wataha, jak i Towers rywalizowali w grupie zachodniej, a następnie w półfinałach poradzili sobie z najlepszymi ekipami dywizji wschodniej. Wataha bardzo pewnie pokonała Green Ducks Radom aż 50:0. Po raz pierwszy w bieżących rozgrywkach udało jej się zachować „czyste konto”, a do tego, właściwą dla dominacji „regułę litości”, uruchomiła już w pierwszej połowie. Nieco więcej problemów w swoim półfinale mieli Towers, którzy mierzyli się na wyjeździe ze zwycięzcami wschodu, Tytanami Lublin. Starcie zapowiadane jako mecz najlepszej obrony z najskuteczniejszym atakiem zakończyło się wygraną ofensywy. Choć przez całe rozgrywki Tytani tracili zaledwie nieco ponad 10 punktów w meczu, to Wieże zdołały przebić ten rezultat niemal czterokrotnie. To jasny dowód, że ich obecność w finale nie jest przypadkowa.

Nie zwracamy większej uwagi na rekordy punktowe, które często mogą zamazywać obraz meczu. Zawsze będzie coś do poprawy, a jedynym celem jest zdominowanie przeciwnika na boisku. Gdy po końcowym gwizdku tablica wyników potwierdza naszą przewagę, to pozostaje się cieszyć i wracać do jeszcze cięższej pracy. Jeżeli już mówimy o liczbach, to zdecydowanie ciekawsze dla nas są wyniki jardowe po stronie ofensywy. Dopiero te informacje ukazują prawdziwą siłę i możliwości naszego ataku biegowego. Tegoroczne wyniki naszych biegaczy są naprawdę imponujące, jednak tworzą oni uzupełniający się kolektyw. Drużyna jest skupiona i gotowa na ostatni sprawdzian. Wyniki pozwalają nam czuć się pewnie, ale na pewno nie usypiają naszej czujności. Analizujemy wszystkie możliwe scenariusze i przygotowujemy się na walkę od pierwszej do ostatniej minuty. Po naszym przeciwniku spodziewamy się twardszego oporu niż w poprzednim meczu. Być może w ostatnim starciu troszeczkę kalkulowali, kiedy zauważyli, że odrobienie straty w małych punktach może być poza ich zasięgiem i postanowili oszczędzać siły na półfinał. W starciu finałowym nie ma co na to liczyć i należy się spodziewać, że dopóki nie zabrzmi ostatni gwizdek sprawa zwycięstwa będzie sprawą otwartą. Mocną stroną naszego przeciwnika jest wykorzystywanie błędów w szeregach defensywnych swoich oponentów. Nie każda drużyna jest w stanie wykorzystywać złe ustawienie w kryciu, czy trzymaniu contain z takim powodzeniem i regularnością jak Towers. Elementem, dzięki któremu udawało się nam w poprzednich meczach z Opolem narzucać nasze warunki, jest przewaga na linii wznowienia. Nasza linia ofensywna jest zdecydowanie bardziej zdyscyplinowana i zdeterminowana w swoich działaniach. Zdobywanie pierwszych dwóch, czy trzech jardów nie jest dla nas większym problemem, a przy naszym stylu gry to prawie wszystko czego potrzebujemy – Mateusz Tomaszewski, Wataha Zielona Góra.

Obydwie ekipy zdobywają wspólnie średnio ponad 80 punktów w meczu. Ich poprzednie starcia zawsze dostarczały wielu efektownych zagrań. Wataha zdołała zwyciężyć dwukrotnie. W Opolu 42:30, a na własnym terenie 60:20. Przewaga w przygotowaniu fizycznym niewątpliwie znajduje się po stronie Zielonej Góry. Reprezentanci Opola odpowiadają częściej wykorzystywaną i skuteczniejszą grą podaniową. Trener Tim Bishop zapowiada, że ma pomysł na zatrzymanie ataku biegowego Watahy. Od idei do jej realizacji jest oczywiście długa droga, ale Wieże będą miały w finale nieco ułatwione zadanie. Na boisku nie pojawi się Matt Pineda, który doznał kontuzji w półfinałowym starciu z Green Ducks. To jasny znak, że więcej obowiązków na swoje barki będą musieli wziąć: Krystian Wójcik, Aurelian Amrogowicz oraz Miłosz Krysik. Wataha jest przekonana, że osłabienie personalne nie wpłynie negatywnie na jakość ich ataku. Zamierzają dopełnić formalności i w pewnym stylu zapewnić sobie awans na najwyższy poziom rozgrywkowy w kraju.

Mecz z Tytanami był pierwszym spotkaniem o taką stawkę dla większości naszych zawodników, jednak w jego trakcie nie było tego widać i przez większość spotkania byliśmy w stanie grać swój futbol. Ekipa z Lublina to twarda drużyna, więc jesteśmy trochę poobijani. Końcowe zwycięstwo w półfinale i perspektywa gry w LFA1 utrzymuje morale drużyny na bardzo wysokim poziomie. Dzięki dobrze zorganizowanemu wyjazdowi mieliśmy sporo czasu na odpoczynek i regenerację, a także przygotowanie mentalne przed półfinałem. Jeśli awansujemy do LFA1, to takich wyjazdów będzie na pewno dużo więcej. Jako drużyna będziemy wiedzieli co nas czeka i jak się dobrze przygotowywać. Pomimo dwóch porażek z Watahą dalej uważamy, że wygrana w finale jest w naszym zasięgu. Jedziemy na mecz praktycznie w pełnym składzie i bez większych kontuzji. Nastawiamy się na twardy i zacięty bój, bo nasz przeciwnik to bardzo dobrze przygotowana taktycznie i fizycznie drużyna. Coach Bishop ma pełne zaufanie zawodników, w trakcie sezonu już nie raz udowadniał, że jego koncept na grę sprawdza się, a w razie problemów jest w stanie korygować ustawienie i zagrywki na bieżąco. Jeśli więc Wataha szykuje na nas coś specjalnego, to powinniśmy być w stanie szybko na to odpowiedzieć – Daniel Pyć, Towers Opole.

autor: Dawid Biały

Leave a Reply