Falcons oddalają się od krajowej elity, Lowlanders potwierdzili finałowe aspiracje

Ubiegłoroczne starcie Tychy Falcons z Lowlanders Białystok było niezwykle wyrównane i zakończyło się minimalnym zwycięstwem „Sokołów” 20:17. Już w zupełnie innych rozgrywkach, „Ludzie z Nizin” wzięli srogi rewanż na tyszanach, gromiąc ich na śląskiej ziemi 37:12.

Gospodarze sobotniego starcia rozpaczliwie poszukują zwycięstwa, przełamującego ich fatalną serię. Mecz z Lowlanders rozpoczął się dla nich obiecująco, byli oni coraz bliżej pola punktowego przyjezdnych, lecz nie udało się wyjść na prowadzenie, między innymi dzięki świetnej postawie Zacharego Blaira, autora sacka na rozgrywającym Falcons. Białostoczanie wykorzystali słabość gospodarzy w ataku jeszcze w pierwszej kwarcie. 34-jardowe podanie Ryana Kasdorfa złapał w polu punktowym Bartłomiej Trubaj, który po chwili jeszcze podwyższył za jedno „oczko”. Podopieczni Johna Douglasa Harpera nie potrafili pójść za ciosem i powiększyć swojej przewagi. W pierwszej kwarcie również całkowicie nie udał im się punt. Po błędzie przy snapie Tomasz Muśko próbował jeszcze ratować sytuację, lecz błyskawicznie dopadł do niego Marcin Osumek, powalając go na murawę. Piłka znalazła się jeszcze na chwilę w rękach Krzysztofa Czaplejewicza, lecz i nim „zaopiekowała się” defensywa gospodarzy. W drugiej kwarcie błędu nie ustrzegł się atak „Ludzi z Nizin”. Kasdorf podał do Tomasza Zubryckiego, a ten upadając na murawę wypuścił piłkę z rąk. Najszybciej dopadł do niej Olaf Sygiet i Falcons wrócili do ofensywy już na połowie przeciwnika. Wówczas wreszcie „Sokoły” pokazały, dlaczego wielu zalicza ich do ścisłej czołówki w naszym kraju. Terrence Shambry posłał 40-jardowe podanie, które w „redzone” złapał Zbigniew Szrejber. Po chwili spektakularną serię ofensywną zakończył przyłożeniem Arkadiusz Kanicki – jeden z najaktywniejszych graczy formacji ataku tyszan. Próba podwyższenia za jeden punkt nie udała się z powodu złego snapa i Krzysztof Richter nie miał okazji, by kopnąć na bramkę, więc gospodarze nadal przegrywali, jednak już tylko minimalnie. Jeszcze przed przerwą interception udało się zanotować Marcinowi Osumkowi, który wyłapał dalekie podanie Kasdorfa. W defensywie Lowlanders nadal błyszczał natomiast Zachary Blair, któremu na niewiele ponad minutę przed końcem drugiej kwarty udało się zaliczyć kolejny sack na Shambrym. Amerykanin swoją postawą absolutnie zasłużył sobie na wywalczenie dwóch punktów. Falcons chcieli wykonać punt, lecz Blair błyskawicznie znalazł się przy Krzysztofie Richterze i zablokował piłkę w taki sposób, że ta poleciała aż za pole punktowe gospodarzy, dzięki czemu zespół z Białegostoku po pierwszej połowie prowadził 9:6.

Po przerwie swoje wysokie umiejętności potwierdził najnowszy nabytek Falcons, linebacker Luis Rosado, który skutecznie uprzykrzał życie Mikołajowi Pawlaczykowi. Jego starania na niewiele się jednak zdały, gdyż mimo przejścia gospodarzy do ataku, ponownie błysnął Zachary Blair, który spowodował fumble Łukasza Szelongiewicza i futbolówka znalazła się w rękach Marcina Kaima., co rozpoczęło koncert skutecznej gry Lowlanders w ofensywie. Już po kilku minutach po 27-jardowej akcji podaniowej z premierowego przyłożenia cieszył się pozyskany przed tym sezonem z Warsaw Dukes Konrad Mariański. Bartłomiej Trubaj po raz drugi skutecznie podwyższył kopnięciem. Nie minęło wiele czasu, a białostoczanie dopisali na swoje konto kolejne punkty. Tym razem błąd popełnił Zbigniew Szrejber, który nie złapał piłki, a podbił ją tak niefortunnie, że zdołał ją złapać jeszcze Wojciech Pacewicz, który po przebiegnięciu 34 jardów wywalczył touchdown. Trzecia kwarta była fatalna w wykonaniu drużyny ze Śląska. Próba akcji biegowej Arkadiusza Kanickiego zakończyła się potężnym atakiem defensorów gości, co wymusiło fumble i futbolówka ostatecznie znalazła się w rękach Mateusza Dziobana. Na początku ostatniej kwarty swoje pierwsze przyłożenie dla Lowlanders zdobył po kilkujardowym biegu Ryan Kasdorf, a Bartłomiej Trubaj był bezbłędny przy podwyższeniach. Falcons byli już pogodzeni z porażką, lecz próbowali jeszcze zmniejszyć jej rozmiary. Zadanie było bardzo trudne, ponieważ defensywa z Podlasia jest jedną z najlepszych w Polsce, co udowodnił Daniel Tarnawski, powalając Terrence’a Shambry’ego. Ponadto, „Ludzie z Nizin” zdołali zadać przeciwnikom jeszcze jeden cios w postaci przyłożenia utalentowanego Tomasza Muśki. Za jeden punkt podwyższył nie kto inny jak Bartłomiej Trubaj. Minęło kilka minut, a Tarnawski zaliczył jeszcze jeden sack na amerykańskim rozgrywającym gospodarzy. Falcons w samej końcówce dopięli jednak swego i udało im się dopisać do swojego dorobku 6 punktów. Tym razem po klikunastojardowej akcji podaniowej w endzone zameldował się Grzegorz Dominik. Próba podwyższenia za dwa punkty nie dała oczekiwanego efektu, ponieważ Shambry’ego „do parteru” przed posłaniem podania sprowadził… Tarnawski, wobec czego mecz zakończył się wynikiem 12:37.

Tyszan czeka teraz „bye week”, a za dwa tygodnie, 29 kwietnia rozegrają oni wyjazdowy mecz z Silesia Rebels. Lowlanders także mają weekend przerwy, po którym podejmą na własnym stadionie AZS UWM Olsztyn Lakers.

Po pierwszych trzech meczach widać, że jesteśmy w stanie podjąć walkę z każdym, ale kiedy zaczynamy przegrywać, to już nie potrafimy się podnieść i walczymy wtedy sami ze sobą, zamiast z przeciwnikiem. Dopóki tego nie przeskoczymy, to ciężko nam będzie osiągnąć sukces. Sama gra idzie dobrze, tylko mamy problemy z wykończeniem. Niezłapane piłki, z których wychodzi pick six dla przeciwników, około 30-jardowe biegi z wypuszczeniem piłki przed endzonem rywala. Drużyny, z którymi przyszło się nam mierzyć do tej pory, niestety wykorzystywały to okrutnie. Skupienie, wykończenie, współpraca. Jeśli poprawimy te trzy czynniki, to Falcons są w stanie powalczyć nawet z mistrzem Polski – powiedział Grzegorz Dominik, autor drugiego przyłożenia przeciwko Lowlanders.

autor: Mariusz Kańkowski foto: Michał Klimek

Leave a Reply