Po co komu juniorzy?

Oszczędź sobie czasu i doczytaj tylko do końca akapitu. Masz coś do powiedzenia w swoim klubie futbolu amerykańskiego? A może zamierzasz rozpocząć lub wskrzesić program juniorski w swoim mieście? Daj sobie spokój z prowadzeniem drużyny juniorskiej. Nie warto.

Czytasz jednak dalej? Całkowicie ciebie rozumiem. Skoro potrzebujesz argumentów, z chęcią spróbuję ciebie przekonać do mojego zdania.

1) Juniorów trzeba zrekrutować. Oczywiście zawsze możesz zaczekać, aż twoi obecni zawodnicy przyprowadzą swoje dzieci na trening, ale z pięciolatków trudno będzie ci zbudować zespół skazany na sukces. Zastanówmy się w takim razie, gdzie dzieciaków do gry szukać. No pewnie, w szkołach! Dzieciaki chodzą do szkół! Obawiam się jednak, że samo zaniesienie ulotek czy plakatów nie da zbyt wiele. Ulotek różnych drużyn sportowych jest już w szkołach cały wachlarz, a w najlepszym wypadku twoje plakaty po trzech dniach zostaną przykryte przez szermierkę, kajakarstwo górskie albo inne fikołki, których trenerzy mają ten sam problem co ty – potrzebują ludzi do treningu.
No to może zorganizować pokaz w szkole? Od razu ci powiem, że pokazywanie tłuczenia się kaskami po głowach zrobi tobie więcej krzywdy niż pożytku. Lepiej żebyś dał piłkę do ręki. Żebyś dał założyć flagi. Żebyś… Aaa, przepraszam, o futbolu flagowym wiesz tyle, że gdzieś tam grają Wombaty. Smutna konstatacja – w większości szkół nauczyciele wf wiedzą, co to jest tag rugby, często mają też do tego sprzęt. Gdy zaczynasz opowiadać o futbolu flagowym – to tak, jakbyś wykładał fizykę kwantową w przedszkolu. Mówiłem tobie, daj sobie spokój.

2) Już na samym początku pożegnaj się z urlopem wypoczynkowym w pracy. Jak pójdziesz do jednej szkoły, to nie wystarczy. Jak pójdziesz samemu do szkoły, to tak jakbyś nie poszedł. Jak chcesz pójść do takiej ilości szkół, która w istotny sposób zwiększy twoje szanse na zrekrutowanie wystarczającej liczby osób do twojej drużyny juniorskiej, to lepiej od razu weź dwa tygodnie urlopu i weź się za to metodycznie, szkoła po szkole, dzień po dniu. Żona chce zrobić remont mieszkania? Dziewczyna chciałaby pojechać do Egiptu na wakacje? Ich niedoczekanie – ty będziesz kolędował w tym czasie od szkoły do szkoły, od pokazu do pokazu, tylko coraz bardziej się frustrując brakiem satysfakcjonujących efektów. Chcesz odpocząć po pracy, szanujesz każdy dzień wolnego? Nie bierz się za drużynę juniorską. Mówiłem tobie, daj sobie spokój.

3) Na każde pięć osób chociaż odrobinę zainteresowanych tym, co masz do przekazania, przypadnie jedna, która przyjdzie potem na trening. Po pierwszym nie pojawi się na drugim. Napiszesz do niej wiadomość. Dowiesz się, że ma zakwasy, jutro jest kartkówka z historii, jednak się znudziło, a w ogóle to mama kiedyś słyszała, że w młynie jest brutalnie i ma zakaz chodzenia na ragby. Zakładam jednak, że nie znudziło ci się jeszcze słuchać w kółko tych samych wymówek i cały czas nie chcesz posłuchać dobrej rady, by z tym dać sobie spokój, i w końcu zgromadzisz grupę kilkunastu chłopaków, którzy od czasu do czasu pojawią się na treningu. Oczywiście nie wszyscy na raz.

4) Będziesz potrzebował boiska. Pół biedy, jak masz jakiegoś zaprzyjaźnionego animatora na Orliku, a w twoim mieście można zrobić sobie rezerwację na to samo boisko więcej niż raz w tygodniu w godzinach chociaż odrobinę oddalonych od północy. Zazwyczaj skończysz albo z jakąś wylęgarnią komarów, która ostatnie zabiegi greenkeeperskie przechodziła za Króla Ćwieczka, albo z boiskiem dzielonym z Superwypasioną Szkółką Piłki Nożnej dla Dzieci Niespełnionych Rodziców, albo z wynajmem boiska w godzinach tak bardzo wieczornych, że twoi adepci będą przyjaciółmi z kierowcami nocnych autobusów już po jakimś miesiącu, góra dwóch. Jakiekolwiek rozwiązanie przypadnie tobie, i tak okaże się, że ten utalentowany chłopak, w którym pokładałeś nadzieję na to, że pociągnie twój program juniorski, będzie i tak musiał opuszczać treningi w połowie, bo nie będzie miał jak dojechać z powrotem do swojego podmiejskiego domu. Z kolei pięciu innym akurat nigdy nie będą pasowały autobusy, i albo będą wiecznie spóźnieni, albo nie będą przyjeżdżać wcale (bo autobus uciekł, a aplikacja JakDojadę wymaga ukończenia dwóch doktoratów). Jeśli jeszcze ciebie nie przekonałem, że warto sobie dać z tym jednak spokój…

5) …to pozwól, że uświadomię ciebie, że wraz z tymi dzieciakami, które nieopatrznie podjąłeś się prowadzić ku sportowej chwale, dostajesz w pakiecie ich rodziców. Pół biedy, jeżeli trafi ci się wojskowy, który w futbolowym drylu odnajdzie miłą swojemu sercu dyscyplinę, lub pasjonat, który dwadzieścia lat pracował w Stanach, był na jednym meczu NFL i „jaki to wspaniały sport, a jakie to emocje”. Zazwyczaj jednak będziesz musiał lawirować pomiędzy potrzebą utrzymywania poprawnych relacji ze swoimi podopiecznymi a tym, że jedna decyzja niezadowolonego rodzica może ciebie pozbawić z takim trudem zrekrutowanego zawodnika. Jeżeli olejesz ten punkt (a wiem, że ciebie korci), to prędzej czy później dowiesz się, że twój podstawowy biegacz nie jedzie na mecz, bo ma szlaban za słabe oceny. I nawet nie będziesz wiedział, z kim na ten temat negocjować. Czy rozwiązaniem jest to, by w takim razie dopuścić rodziców bliżej życia zespołu? Oczywiście, ale wtedy bądź przygotowany na to, że dużą część treningu poświęcisz nie na zajmowanie się młodzieżą, tylko na rozmowy z nimi. Po co ci to potrzebne, zupełnie nie wiem. Daj sobie spokój.

6) Choćbyś dzielił się przez pół, nie ogarniesz wszystkiego sam. Warto by było zebrać wokół siebie sztab ludzi, którzy pomogą ci w szkoleniu młodych zawodników. Zaczynając od najprostszego, jak się zdaje, wyboru: dobry, wyróżniający się zawodnik drużyny seniorskiej, nie zawsze będzie dobrym trenerem młodzieży. Zabraknie mu pewnie cierpliwości. Masz importów w swojej drużynie? To świetnie, ale w wielu przypadkach nie będą się garnąć do zajęć z młodzieżą, jeżeli albo im dodatkowo nie zapłacisz, albo nie zmusisz (ale wtedy przyjdą na takie zajęcia by się ponudzić, posiedzieć gdzieś z boku z telefonem w ręku i robić żałosne miny do tego, że nie mogą trzaskać na pleju w Maddena). Zresztą, nawet jak zbierzesz polski sztab, to i tak trenerzy będą przychodzić w kratkę, każdemu co chwilę będzie coś wypadało, a po jakimś czasie się znudzi. Ty tymczasem zostaniesz ze zgrają młodych gladiatorów z rozbudzonymi ambicjami, których nie będzie miał kto poprowadzić. Aha, znajdź sobie do sztabu jakiegoś korepetytora z matematyki. Serio, przyda się szybciej niż myślisz. No chyba, że dasz sobie już na tym etapie spokój.

7) Prawie bym zapomniał, że warto by było tych juniorów ubrać w jakiś sprzęt. Zanim będą mieli swój własny, minie dwa albo i trzy lata, a w tym czasie czeka ciebie nieustanna gehenna dopasowywania wysłużonych kasków, ciągłego naprawiania mocowań i bezustannego szukania zgniłego kompromisu pomiędzy bezpieczeństwem tych młodych ludzi a skrzeczącą rzeczywistością twojego kantorka. Zrób sobie też zapas ochraniaczy na zęby (giną na każdym treningu!) i zapoznaj się z procedurami działalności biura rzeczy znalezionych (podpowiedź: koszulka – kanapka, rękawiczki – kanapka z napojem, kask – poniżej zestawu z Maca nie schodź; w ten sposób może na trenowaniu juniorów nie zarobisz, ale przynajmniej na pewno nie zginiesz z głodu). Nie warto, daj sobie spokój.

Mógłbym się tak pastwić nad tematem jeszcze długo, bo jakże wdzięcznym do tego tematem jest na przykład wpojenie zasad gry, nauka playbooka, nauczenie elementów taktyki, zbudowanie ze zgrai indywidualności zespołu, poradzenie sobie z setkami małych rzeczy, które dla ciebie, dorosłego człowieka, będą naturalne, a które dla piętnastolatka są problemami nie do przeskoczenia. Pozwól więc, że ci przypomnę. Nie warto. Ale to już powiedziałem tobie na początku.

„Mimo wszystko perspektywa zaszczepienia futbolowego bakcyla wśród młodzieży nie jest taka straszna. Tylko jak to w każdym sporcie bywa, potrzebne są sprzyjające warunki oraz…. fundusze, ale to temat na inną rozmowę.”

autor: Stanisław Pawlak

Comments (2)

  1. Donn Gaebelein

    dobre dobre

  2. Andżellika

    Stachu jak mogłeś? 😛
    Ja Ci powiem po co… Dla satysfakcji! Dla tej radości, którą widać w oczach tych dzieciaków! Dla ich entuzjazmu! Dla frajdy jaką niesie za sobą obserwacja jak się zmieniają…przychodzą dzieciuchy, potem mężnieją, poważnieją…dla wpływu na kształtowanie się ich charakterów. Nie da się tego ująć w jednym zdaniu. Dla tworzenia drużyny-rodziny! Niezależnie od tego jaką potem wybiorą ścieżkę – można im dać coś z czego będą czerpać. Tak, tak…idealistyczne podejście. Być może. Lepiej żebym nie rozwijała myśli 😉

Leave a Reply