Podsumowanie ostatniego dnia turnieju finałowego

W dniu rocznicy 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu rozegrane zostały mecze wyłaniające poszczególnych medalistów. O 3. miejsce walczyli Angels Toruń i Lowlanders Białystok, a w finale zmierzyli się ze sobą Panthers Wrocław i Bielawa Owls.

Mecz o 3. miejsce

Angels Toruń - Lowlanders Białystok

Po zakończonym półfinale widać było, jak bardzo zdenerwowani byli gracze Lowlanders Białystok. Drużyna praktycznie od razu po końcowym gwizdku udała się do swojej szatni, gdzie na pewno nie obyło się bez ostrych słów i różnych technik motywacji. Wszystko po to, by pokazać klasę w meczu o medal.

Tuż po pierwszym gwizdku było jasne, że w tym meczu, drużyna z Torunia będzie musiała wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, by osiągnąć korzystny wynik. Wykopaną futbolówkę złapał Noel Graf i pobiegł z nią w pole punktowe Angels. Niestety, z powodu holdingu po stronie Lowlanders akcja ta została cofnięta. Białostoczanie chcieli jak najszybciej dopisać do swojego dorobku jakieś punkty i już w następnej akcji ta sztuka im się udała. Po 83-jardowym biegu Huberta Malinowskiego, mieliśmy 6:0 dla „ludzi z nizin”. Angels nie cieszyli się długo z gry formacją ofensywną. Już w pierwszej próbie doszło do przechwytu, którego autorem był David Węgrzynowski. Jego bieg pozwolił graczom Lowlanders na dopisanie kolejnych sześciu oczek do swojego dorobku. Jedynym zmartwieniem Tomasza Żukowskiego na tym etapie gry, mogły być jedynie niekompletne podwyższenia.

Torunianie mieli bardzo duże problemy przy wyprowadzaniu swoich akcji ofensywnych. Niedokładność przy kontrolowaniu futbolówki okazała się ich największym problemem. Błędy te, konsekwentnie wykorzystywali gracze Lowlanders, którzy po pierwszej kwarcie mieli na swoim koncie 28 „oczek”. W drugiej kwarcie żółto-czarni nie zwalniali tempa. Świetnym odbiorem po 32-jardowej akcji podaniowej popisał się Marcin Wojtulewicz, a chwilę później do listy punktujących dopisał się Noel Graf. Białostoczanie jeszcze przed przerwą aktywowali regułę litości i schodzili do szatni przy wyniku 42:0

Druga połowa była dużo lepsza w wykonaniu graczy z Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Grali dokładniej, popisywali się skutecznymi akcjami biegowymi, a nawet zdobyli swoje honorowe przyłożenie. Jego autorem był Piotr Brzosek. Lowlanders praktycznie przez dwie ostatnie kwarty, cały czas grali w formacji defensywnej. Reguła litości, która spowodowała, że czas się nie zatrzymywał, bardzo ograniczyła manewry taktyczne graczom z Podlasia. Ostatecznie udało im się zdobyć jeszcze jedno przyłożenie.

Mecz zakończył się wynikiem 48:6 dla Lowlanders i to oni opuścili Stadion Olimpijski z pucharem za 3. Miejsce.

Druga połowa meczu była dla nas nieco dziwna. Od powrotu na boisko po regulaminowej przerwie, leciał mercy rule. Postanowiliśmy, że będziemy rotować zawodnikami w formacji defensywnej. Na boisku pojawiali się więc zawodnicy młodsi, którzy nie pograli za bardzo w sezonie. Co do naszej ofensywy – ona praktycznie nie miała piłki. Przeprowadziliśmy zaledwie dwie serie w ataku. Chłopaki chcieli jeszcze powalczyć, bo jest to ostatni mecz w sezonie, ale po prostu nie otrzymaliśmy dostatecznie dużo czasu, by wykazać się w drugiej połowie meczu. Trzecie miejsce jest dla nas nagrodą pocieszenia. Liczyliśmy na coś więcej. Wczorajszy mecz poszedł nam bardzo słabo. Chłopaki popełniali wszystkie możliwe błędy, jakie da się popełnić grając w futbol. Zagrali podobnie, jak podczas przegranego meczu z Angels w sezonie regularnym. Sekcję juniorską tworzymy z myślą o tym, żeby wprowadzać tych młodych zawodników do pierwszego składu. Bardzo żałujemy, że jeszcze kilka lat temu, nie mieliśmy środków na stworzenie tej sekcji. Dziś połowa składu to szesnastolatkowie. Reszta to osoby, które w następnym sezonie przejdą na futbol seniorski. Teraz musimy bardzo mocno skupić się na rekrutacjach i zachęcić młode osoby do uprawiania futbolu. – Komentował po meczu o 3. miejsce trener Lowlanders Białystok – Tomasz Żukowski

Finał JLFA

Panthers Wrocław vs. OWLS Bielawa

ecz zapowiadany jako starcie dwóch ofensyw. Z jednej strony Owls – drużyna, która zdobywa średnio 40 punktów na mecz. Po drugiej strony barykady – Panthers, którzy pod skrzydłami trenera Jakuba Samela, gładko wygrali swoją grupę, a także pokonali w meczu półfinałowym Lowlanders Białystok.

Tuż po rozpoczęciu spotkania widać było, że goście z Bielawy chcą wykorzystać swój potencjał ofensywny i dzięki temu jak najszybciej zdobyć punkty. Bardzo skutecznymi biegami popisywał się Dawid Brzozowski, przesuwając linię Bielawy. Ofensywna seria mogła zostać szybko zaprzepaszczona, lecz rozgrywający – Tomasz Dymkowski zachował zimną krew i przytomnie nakrył futbolówkę, chroniąc tym samym swoją drużynę przed fumble. Chwilę później został tym, który jako pierwszy wpisał się na listę punktujących. Swoim solowym biegiem, zdobył sześć oczek. Skuteczne podwyższenie za jeden punkt ustaliło wynik na 7:0 dla Bielawy już po niespełna dwóch minutach meczu. Dwie minuty później skuteczną akcją popisali się bracia Dymkowski. W akcji typu rewers Tomasz Dymkowski przekazał piłkę do swojego brata – Krzysztofa, a ten bezproblemowo wbiegł w pole punktowe. Goście z Bielawy zdecydowali po tym przyłożeniu decydowali się na podwyższenie za dwa, lecz takie rozwiązanie okazało się nieskuteczne. Tuż przed końcem pierwszej kwarty, znów solowym biegiem popisał się Tomasz Dymkowski. Na tablicy wyników widniał wynik 19:0 dla Owls, a skuteczne podwyższenie za dwa, mocno skomplikowało plany Panthers na ten mecz.

W drugiej kwarcie gracze Panthers próbowali odrabiać straty i skupiali się głównie na akcjach biegowych. Dobra defensywa Owls skutecznie powstrzymywała ich zapędy. Nie pomagały również wypuszczenia piłek, które były zmorą Panthers w tym spotkaniu. Kibice z Wrocławia po tym meczu na długo zapamiętają imię i nazwisko młodego quaterbacka z Bielawy – Tomasza Dymkowskiego. Jego solowy bieg, po raz kolejny okazał się skuteczny. Po gwizdku kończącym pierwszą połowę, na tablicy wyników mieliśmy wynik 27:0.

W odpowiedzi na bardzo skuteczne akcje rozgrywającego gości, gracze Panthers w drugiej części meczu zaczęli stosować silny pressing. Co chwilę widzieliśmy blitze i ostre wejścia defensywy. Taka gra mogła wlać nadzieje w serca miejscowych kibiców, lecz do pełni szczęścia zabrakło skuteczności w ataku. Podania Panthers były niekompletne, a ryzyko (które w pewnych momentach podejmowali), nie opłaciło się. Wyprowadzanie akcji w trzecich oraz czwartych kwartach, było wodą na młyn dla Bielawy. Na pięć i pół minuty przed końcem trzeciej kwarty Panterom udało się zdobyć pierwszy touchdown w tym spotkaniu. Podanie z okolic 17. Jarda okazało się kompletne. Próba podwyższenia za dwa również okazała się skuteczna i Wrocławianie mogli cieszyć się z ośmiu oczek.

W czwartej kwarcie Pantery postawiły wszystko na jedną kartę. Widzieliśmy wiele dalekich podań oraz gry w czwartych próbach. Na niekorzyść Panthers, po raz kolejny przypomnieli o sobie bracia Dymkowscy. Ich wspólna akcja podaniowa z okolic 18. Jarda dopisała kolejne punkty na korzyść zawodników Bielawy.

Mecz zakończył się wynikiem 33:8 dla Sów z Bielawy. Obronili oni tym samym juniorskie mistrzostwo Polski.

Wczoraj kilkukrotnie oglądaliśmy mecz półfinałowy naszych rywali. Mieliśmy rozrysowane ich wszystkie zagrywki. Jestem przekonany, że Panthers zrobili dokładnie tak samo. To naprawdę był ciężki mecz, lecz to, co pokazali chłopaki, było mistrzowskie. Myślę, że jak najbardziej zasłużyliśmy sobie na to zwycięstwo. Ciężka praca, treningi, wylany pot i krew zostawiona na boisko – to wszystko dzisiaj dało taki efekt. Pochodzimy z małego miasteczka, ale mamy ogromny potencjał. Zarówno zawodnicy, jak i trenerzy. Każdy wkłada w to dużo pracy robi super robotę. Największą trudnością było dla nas rozgryzienie defensywy Panthers, bo widzieliśmy, że jest ona solidna i ciężko się naprzeciw niej gra. Zdobyliśmy dziś 33 punkty, więc uważam, że udało nam się znaleźć na nich sposób.Komentował po meczu WR Owls – Oskar Wypych

autor & foto: Kamil Ptaszkiewicz

Leave a Reply