Polski test w półfinale

W sobotę o godz. 16:00 na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu odbędzie się drugi półfinał Ligi Futbolu Amerykańskiego. Panthers zmierzą się z Tychy Falcons.

Panthers Wrocław pewnym krokiem przeszli sezon zasadniczy w Lidze Futbolu Amerykańskiego. Zaliczyli komplet ośmiu zwycięstw, a w trzech meczach nie pozwolili rywalom na wywalczenie nawet jednego punktu. Ich atak również nie próżnował. Ofensywna średnia na poziomie ponad 46 punktów zdobytych w każdym starciu, w połączeniu ze szczelną obroną sprawia, że statystycznie Pantery zawsze uruchamiały „mercy rule”. Perfekcyjna regularna część rozgrywek zakończyła się jednak niespodziewanym zwrotem akcji, który mocno skomplikował wrocławskie aspiracje do trzeciego mistrzostwa z rzędu. Z zespołem pożegnali się amerykańscy zawodnicy: Tim Morovick oraz Desmond Cooper. To oznacza, że w playoffs Pantery będą musiały radzić sobie grając w 100% krajowym składem. O ile osłabienie formacji obrony nie jest bardzo dotkliwe, o tyle w ataku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Wyjazdowy mecz towarzyski w Holandii z Amsterdam Crusaders potwierdził to dobitnie. Wrocławianie nie mieli żadnych problemów z zatrzymywaniem przeciwnika, ale konstruowanie długich, konsekwentnych serii ofensywnych przychodziło im z wielkim trudem. Finalnie zwyciężyli 9:6, jednak atak prowadzony przez Jana Wawrzyniaka był zdecydowanie mniej skuteczny niż ten z Morovickiem za sterem. Na podkreślenie zasługuje fakt, że Pantery zwyciężyły pomimo osłabienia na kluczowej pozycji. Pokonały rywala z najwyższej półki, są w rytmie meczowym i w starciu z Falcons na pewno nie zamierzają przerywać trwającej już ponad dwa lata passy tryumfów nad polskimi klubami. Są głodne, zmotywowane i mają coś do udowodnienia. Półfinał ma być dla nich idealną rozgrzewką przed Polish Bowl.

To, jak radziliśmy sobie w sezonie zasadniczym nie ma najmniejszego znaczenia. Faza playoff jest jak nowy sezon. Każdy zaczyna od z tego samego poziomu, a różnica jest taka, że teraz nie ma miejsca na błąd. Nie będzie szansy rewanżu, czy nadrobienia punktów w meczu z inną drużyną. Spodziewam się bardzo twardego spotkania. Myślę, że dla Falcons fakt, że nie ma w naszych szeregach Tima to dodatkowa motywacja. Bonus, o którym nawet im się nie śniło. Jeżeli chodzi o Desmonda, to szczerze ucieszyliśmy z jego odejścia. W przypadku Tima, nieco nas to zszokowało, ale zdziwienie nie trwało długo. Jeszcze tego samego dnia wszyscy spotkali się na treningu i ćwiczyli jakby nic się nie stało. Można powiedzieć, że odejście Tima lekko nas zraniło, ale zranione zwierze jest jeszcze bardziej niebezpieczne. W Panthers lubimy wyzwania i przed takim wyzwaniem właśnie stanęliśmy. Wygrać finał polskim składałem, ta myśl motywuje nas każdego dnia. Chcemy udowodnić, że nasza drużyna to nie dwaj imporci. Oni byli tylko dodatkiem. Panthers tworzą najlepsi zawodnicy w Polsce i wierzę, że po raz kolejny dokonamy czegoś, co nikomu wcześniej się nie udało. Mecz w Amsterdamie był dobrą okazją do przetestowania nowych zagrywek i schematów. Tak go traktujemy. Fajnie, że wygraliśmy, ale w kontekście rozpoczynających się playoffs nie ma to większego znaczeniaSzymon Adamczyk, Panthers Wrocław.

Aby wywalczyć miejsce w półfinale Tyskie Sokoły musiały wziąć udział w meczu o Dziką Kartę. Będąc najsłabszą drużyną w grupie A trafili na potencjalnie najsilniejszego rywala, Kraków Kings. Starcie od początku było bardzo wyrównane, a Królowie zdołali zakończyć pierwszą połowę mając na swoim koncie prowadzenie. Po przerwie Sokoły odwróciły losy spotkania, ale ich wygrana nie była pewna niemal do samego końca. Finalnie zwyciężyły 16:10 awansując po raz pierwszy w historii klubu do półfinałowej batalii. Po raz kolejny potwierdziły, że należą do wąskiego grona najlepszych drużyn w kraju, tak więc można powiedzieć, że plan minimum został wykonany. Jak to bywa w podobnych przypadkach, „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. W normalnych warunkach Sokoły byłyby skazane na pożarcie przez Pantery. Dwumecz w sezonie zasadniczym przegrały aż 17:96. To kolosalna różnica, ale brak amerykańskiego wsparcia wśród wrocławian wlewa w serca rywali sporą dawkę nadziei. Pomimo potrzeby gry krajowym składem, Pantery są wielkimi faworytami. Falcons zamierzają zagrać na 120% i zawalczyć o niespodziankę. Starcie z nimi na pewno nie będzie łatwe, szybkie, przyjemne i bezproblemowe.

Mecz o Dziką Kartę nie był w naszym wykonaniu doskonały, ale osiągnęliśmy najważniejszy cel – zwycięstwo. Mogę powiedzieć, że finalnie wyszło nam to na dobre, ponieważ taka niska wygrana pozostawiła spory niedosyt i jedynie zmobilizowała chłopaków do cięższej pracy przed meczem półfinałowym. Nie mieli okazji osiąść na laurach, a jedynie bardziej się zmobilizowali. Możemy nie być faworytami, ale dla większości zawodników w składzie jest to mecz o największą stawkę, o jaką przyszło im do tej pory walczyć – więcej motywacji nie trzeba. Śląsk powraca do playoffs pierwszy raz od sześciu lat – czujemy się przygotowani oraz gotowi pokazać, że przyjeżdżamy do Wrocławia grać o wszystko. O wygraną i finałMichał Kołek, Tychy Falcons.

autor: Dawid Biały

Leave a Reply