SŁOWO NA NIEDZIELĘ EKSTRA #9 – Michał Latoś

Dzisiaj pod odstrzałem pytań został postawiony nowy prezes Panthers Wrocław – Michał Latoś. A rozmawialiśmy o przelewach i groźbach związanych z Polską Ligą Futbolu Amerykańskiego, przygotowaniach zespołu do sezonu, zwolnieniu z funkcji prezesa Panthers Jakuba Głogowskiego, rozstaniu z Deante Battle czy m.in. powiązaniach klubu ze Swarco Raiders Tirol. Zapraszamy!

17 marca gracie pierwszy mecz w LFA. Panthers są już w formie startowej?

Wykonaliśmy plan na przygotowania niemal w pełni. W piątek wyjeżdżamy jeszcze na trzydniowy, coroczny obóz do Wałbrzycha. Tam będziemy szlifować w składzie pięćdziesięcioosobowym, wybranym przez trenerów, ostatnie niedociągnięcia. Jesteśmy bardzo zadowoleni z formy zawodników, też tych importowanych. Więc myślę, że nie mamy na co narzekać.

Udało wam się uniknąć kontuzji i nie powtórzył się scenariusz ze startu ostatniego sezonu, kiedy na moment przed inauguracją wiązadła zerwał Mikołaj Cieśla?

Sprawę Mikołaja wciąż mam przed oczami i to była bardzo przypadkowa sytuacja. Ale by uniknąć podobnych zdarzeń przeprowadziliśmy testy wszystkich zawodników, od juniorów po seniorów. Ze szczególną starannością badając stawy kolanowe i stawy w kostkach. Przez to współpracujemy z firmą DONJOY, która zaprojektowała dla naszych graczy specjalne ortezy. Pilnujemy tego bardzo. Powstała też m.in. specjalna siłownia dla naszych zawodników na Stadionie Olimpijskim we Wroclawiu. I na szczęście to przynosi efekt i urazy nas omijają.

W tym roku można było zauważyć, że nie poszerzaliście znacząco drużyny o zawodników innych klubów. Można powiedzieć, że jesteście już w tej kwestii samostarczalni?

W tym roku zdecydowanie poszliśmy w stronę korzystania z wychowanków. Do drzwi pierwszej drużyny pukało już bardzo wielu juniorów, którzy zasługiwali na szansę. Za to jak prezentowali się w zeszłym sezonie oraz treningach. A wolę promować rodzimego zawodnika niż specjalnie po kogoś sięgać z innych klubów. Nie chcieliśmy też robić jak nasi koledzy z Białegostoku, którzy pozyskiwali takich futbolistów. My już jesteśmy na takim etapie, że patrzymy głębiej w metrykę. Interesuje nas ile chłopacy mają lat, bo jeśli szukamy kogoś, to tylko z przyszłością. Nie chcielibyśmy ściągać zawodnika na jeden sezon. Stąd m.in. pojawił się u nas skrzydłowy Kamil Kwiatkowski z Patriotów Poznań (22 lata, przyp. red.), który będzie grał w pierwszym składzie.

Tylko, że Lowlanders Białystok idą waszym szlakiem. Wy też w ten sposób, fakt w przeszłości, podnosiliście siłę zespołu.

Oczywiście. Żeby to źle nie zabrzmiało, ja nie mówię, że oni wykonują złą pracę. Ale my jesteśmy o krok dalej i takich ruchów już nie potrzebujemy. Mamy juniorów, którzy w dużym stopniu dominowali w każdych rozgrywkach. Musimy im dać nowe wyzwania. Dlatego poszliśmy inną drogą

Tim Morovick dalej będzie dyrygował atakiem. Rozumiem, że taki był wasz plan.

Po co zmieniać coś, co funkcjonowało bardzo dobrze. Tim się sprawdził, zrozumiał system gry. Świetnie współpracuje z zarządem, trenerami, drużyną. Z nim możemy udoskonalać to, co już robiliśmy w minionym sezonie. Natomiast, to nie była formalność, że Morivick został z nami na kolejny sezon. To też chwilę trwało. Tim wiedział, że nam na nim zależy, ale był kuszony przez inne mocne kluby z Europy. Cieszę się jednak, że ostatecznie zostajemy z tym samym rozgrywającym drugi rok.

Jeśli chodzi o zawodnika defensywy – Desmonda Coopera – to domyślam się, że nie był to wasz pierwszy wybór. Owszem, jego obecność w Jacksonville Jaguars działa na wyobraźnie, ale ostatnio był on daleko za tym poziomem rozgrywek i celowaliście zapewne w kogoś innego.

Za stronę rekrutacji do zespołu odpowiedzialny był Jakub Głogowski, razem z głównym trenerem Nickiem Johansenem. I ja nie wchodzę w ich kompetencje. Daję im tylko ramy finansowe. Natomiast potwierdzam, że mieliśmy na swojej liście zawodników importowanych trzech graczy. Desmond był w tej trójce. Wierzę w to, że będzie to ogromne wzmocnienie zespołu.

A jeśli Desmond się nie sprawdzi, to jest szansa, by np. na fazę play-off został on wymieniony na doskonale wam znanego i zadomowionego w Panthers  –  Deante Battle? Czy tu już pępowina została odcięta i powrotu nie będzie?

Pępowina odcięta nie została. Deante Battle zawsze będzie Naszym zawodnikiem. Nie rozstaliśmy się w złych relacjach. Mamy dobry kontakt. Deante dalej mieszka we Wrocławiu. Wiem, że ma plany, by grać za granicą. Chciałbym jednak, by w przyszłości był u nas obecny i przekazywał swoją wiedzę. Przecież to jest Antek z Wrocławia, nasz brat.

Wspomniał Pan o Jakubie Głogowskim. Jeśli chodzi o Panthers Wrocław to 9 lutego 2018 roku nastąpiła bardzo istotna zmiana w Krajowym Rejestrze Sądowym. Pan od tego dnia został wpisany jako prezes klubu, wykreślając jednocześnie ze struktur Pana Jakuba. Skąd taka zmiana i w jakich okolicznościach do niej doszło?

Jest to sprawa formalna. Choć zdaję sobie sprawę, że na zewnątrz może być to odbierane bardzo różnie. Decyzja o zmianie Prezesa nastąpiła dużo wcześniej niż w lutym i została podjęta przez właścicieli klubu (były zarząd Devils Wrocław i Giants Wrocław) i ich głównych sponsorów: firmę Tarczyński SA i Mitutoyo. Działamy jak firma i dążymy do jak najlepszego wykorzystania zasobów, jakie mamy, a przede wszystkim odpowiedniego podziału kompetencji. Zdecydowano o zmianach i nie ma tu mowy o żadnej wojnie, czy konflikcie. Jakub pełni w klubie funkcje managera i jest odpowiedzialny za marketing i nadzór piony sportowego. Najważniejszy jest dla nas klub i działanie jako zespół.

Czy w organizacji klubu doszło jeszcze do jakiś zmian?

Jest jeszcze z nami nowy trener defensywy Derek Derr. W sztabie jest też Matheus Dias, trenujący m.in. Warsaw Eagles i Wyszków Rhinos. Do teamu Panthers dołączyła też Aleksandra Skrzyszowska, dotąd działająca w Seahawks Gdynia. Ola pomoże nam między innymi w organizacji dnia meczowego, ale będzie też odpowiedzialna za sprawy formalne, finansowe. To jest też odpowiedź na to w jakim kierunku idziemy i że rozwoju nie chcemy zatrzymywać.

Kończąc temat Pana Jakuba Głogowskiego, był on delegowany z Panthers do struktur Ligi Futbolu Amerykańskiego. Czy dalej tam pozostanie będąc waszym przedstawicielem?

To już trzeba pytać władze LFA. W strukturach miała być jedna osoba z zarządu danej drużyny. Jeżeli Jakuba nie ma teraz u nas w zarządzie, to zapewne wskoczy w te miejsce ktoś inny. Natomiast to nie zamyka jego współpracy z LFA, wszyscy staramy się zaangażować w ten projekt.

28 października odbyło się we Wrocławiu pierwsze, oficjalne spotkanie klubów Ligi Futbolu Amerykańskiego. Kilka dni później wysłaliście do Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego dokument, że nie będziecie uczestniczyć w organizowanych przez nich rozgrywkach. Strona PLFA uznała, że jest to wypowiedzenie umowy i to będzie wiązać się z konsekwencjami, karą umowną w wysokości 20 000 zł.  Jak mógłby to Pan skomentować?

Do tego z pewnością odniesie się sąd, bo tam te wszystkie sprawy się rozwiążą. Chciałbym zaznaczyć, że przed organizacją tego spotkania czterokrotnie chciałem się spotkać z kimkolwiek z PLFA. Władze nie odpowiadały na maile. Więc zorganizowaliśmy to spotkanie sami. Przypominam o tym, bo to istotne i nie chcę by zostało zapomniane. My naprawdę chcieliśmy początkowo zrobić wszystko przy współpracy z PLFA. Ja byłem gotowy wsiąść w każdej chwili w samochód i o tym porozmawiać z przedstawicielami ligi. Natomiast teraz cała korespondencja z Polską Ligą Futbolu Amerykańskiego odbywa się przez prawników i zakończy się w sądzie. Przed wyrokiem nie chcę mówić która strona ma rację. Ale nie ukrywam rozgoryczenia sytuacją. Jest to skandal. Bo za tym poszły też odpowiednie pisma o buncie od PLFA do urzędów miast. Oczerniające pisma. I to nie pomaga w rozwoju, szczególnie mniejszym klubom. U nas miasto było na bieżąco informowane o każdym naszym kroku i nie było to zaskoczenie, ale wiem że w innych miejscach było to odebrane różnie, czasem źle. Wydaje mi się, że PLFA wytacza działa poniżej pasa. Ale to wyłącznie świadczy o nich. Nie o nas.

źródło: materiały własne Karol Potaś

W związku z tym rozumiem, że do czasu wyroku sądowego 20 000 zł, jako karę za wyjście z PLFA, płacić nie zamierzacie?

Nie. Z tego względu, że jest to kwota wyssana z palca. My nawet nie dostaliśmy nigdy – jak większość klubów – drugiego egzemplarza tej umowy. Chcemy by rozstrzygnął to sąd. My też mamy swoich prawników, którzy się opiekują wszystkimi drużynami, które są zrzeszone w LFA. I będziemy stali murem za tym, chodzi o wystraszenie w szczególności mniejszych klubów. Może to przypadek, może nie, ale to do nich właśnie poszły pierwsze takie pisma z karami za wyjście z PLFA. Natomiast Panthers dostali kilka takich pism. Ostatnie nawet niedawno. Może liczono na to, że skromniejsze drużyny się wyłamią.

Odczuliście w jakiś negatywny sposób wyjście w PLFA na poziomie organizacyjnym?

Nie wydaje mi się. Może dlatego, że rozmowy które prowadziliśmy ze sponsorami, a będą jeszcze następni, rozpoczęliśmy jeszcze przed tymi wszystkimi zmianami. Sponsorzy patrzą przede wszystkim na to co prezentuje dana drużyna. W jakim mieście gra. Bo umówmy się, ani PLFA, czy też LFA, nie było i nie jest żadną wielką marką, by sponsor uzależniał od tego czy zainwestuje w dany zespół. Mało tego, niektórzy nawet nie wiedzieli, że istnieje w Polsce coś takiego jak futbol amerykański. Dowodem na to jest fakt, że przez wiele lat PLFA nie pozyskało sponsora tytularnego. Natomiast potwierdzam, że może to przeszkodzić w otrzymywaniu środkach miejskich, jeżeli dany zespół nie miał wyrobionych dobrych relacji z miastem, z powodów o których wspominałem wcześniej.

Rozwijając markę Panthers Wrocław inwestujecie też w to, by było dużo o was w mediach i m.in. wykupujecie pakiety tekstów sponsorowanych.

Nie ukrywam, że my naprawdę ciężko pracujemy nad pozyskiwaniem sponsorów. Oni sami do nas nie przychodzą. Nie wysyłają maili. Co do tekstów sponsorowanych, czasami też tak trzeba. Nikt za darmo nie pracuje. Więc z tej możliwości reklamy również korzystamy. Inna sprawą jest to, że z mediami trzeba mieć dobre relacje. Trzeba mieć o czym opowiadać. U nas często nie jest to prosta informacja co robimy, a są to tak zwane teksty lifestylowe, przy których przemycamy markę Panthers, a tak naprawdę głównym wątkiem tekstu jest coś innego.

W sezonie 2018 czeka nas też kolejna nowość, bo zespół Panthers B zagra w drugiej lidze czeskiej. Skąd taki pomysł?

Zmieniliśmy ligę, więc zmieniły się trochę też struktury rozgrywkowe. Cały czas chcemy by zawodnicy mieli jak najwięcej wyzwań. Zarówno starterzy z pierwszego teamu, jak i bezpośredniego zaplecza. Panthers B wygrali ligę PLFA II. Geograficznie Wrocław leży w dobrym miejscu i spokojnie pozwala by poruszać się po terenie Republiki Czeskiej. Nie będą to jakieś wielkie koszty. Powiem więcej, może to dla nas być oszczędniejsze niż jazda po całej Polsce. Nie bez znaczenia jest też to, że sąsiednia liga jest bardzo dobrze zorganizowana. Więc chłopcy dostali wielką szansę. Liczę na to, że w przyszłości jak najbliższej będziemy rozmawiać o ich występach już w pierwszej lidze czeskiej.

Czy w Panthers B będą występować zawodnicy importowani?

Nie planujemy takich występów. To ma być zespół w pełni złożony z Polaków, gdzie rodzimi zawodnicy będą grać i podnosić swoje umiejętności.

Ale grupę zawodników i tak macie zbyt wielką, by pomieścić wszystkich w tych dwóch rozgrywkach. Co z innymi graczami? Będą oddani – wzorem np. klubów piłkarskich – na wypożyczenie do innych drużyn w Polsce?

U nas cały czas trwa wymiana pokoleniowa. Mamy siedemdziesięciu juniorów, ale w większości są to zawodnicy, którzy zaczynają swoją przygodę z futbolem. Więc chcemy mieć ich pod sobą. Młodzi dużo trenują, też na Stadionie Olimpijskim, bo chcemy im dać ten zaszczyt bycia Panterą również na naszym obiekcie. Najlepsi z nich – którzy są też pełnoletni – wystąpią w zespole rezerw. A kilku może nawet w pierwszym zespole i myślę, że ich nazwiska mogą odbić się naprawdę szerokim echem. Wypożyczeń nie planujemy. Inną sprawą jest to, że nikt po takich zawodników się do nas nie zgłosił.

Przywołał Pan Stadion Olimpijski. To chyba wasze największe wyzwanie, by podczas spotkań nie świecił on pustkami i wypełniona była przynajmniej trybuna po jednej stronie.

Ja najchętniej chciałbym wypełnić cały stadion. Ale zdajemy sobie sprawę, z naszego miejsca w szeregu. I wiemy, że bazy kibiców nie zbuduje się błyskawicznie. Już niedługo wystartują kolejne akcje marketingowe z firmą Tarczyński. Staramy się też, by kibice nie byli zapraszani na spotkania futbolu amerykańskiego „bo piękny obiekt”. Planujemy przy okazji każdego meczu koncerty, festiwale Food Trucków. By z każdym rokiem robić krok do przodu. Udało się zrobić całkiem ciekawy wynik – jeśli chodzi o kibiców – na Swarco Raiders Tirol. Chcemy by tych fanów było coraz więcej. Mamy do czego dążyć. Mam nadzieję, że niedługo dojdziemy do etapu, gdzie te cztery – pięć tysięcy kibiców będzie co wydarzenie.

Ogólnie myślę, że jest to największe wyzwanie całej dyscypliny. To nie jest moje ambicjonalne, prywatne podejście. Takie podejście powinna mieć każda osoba zajmująca się futbolem amerykańskim w Polsce. By ten sport jeszcze bardziej rozpowszechnić. W końcu robimy to wszystko dla kibiców.

Kolejne wyzwanie to zapewne rewanż ze Swarco Raiders. Rok temu przegraliście we Wrocławiu 20:33. Teraz drugi mecz odbędzie się w Austrii.

Zdecydowanie. Ale ciekawym spotkaniem powinno być też starcie z Prague Black Panthers. Zespół z Czech pojawi się we Wrocławiu po kilkuletniej przerwie. W 2008 roku, jeszcze jako The Crew Wrocław, dostaliśmy od nich 0:53. Po dekadzie spotkamy się w tym samym miejscu i będziemy mieli doskonałe porównanie drogi i rozwoju. Historia zatoczy koło, bo podejrzewam, że teraz to my będziemy faworytami. Zresztą nie bez przyczyny uznaje się nas za czołową drużynę w Europie.

Nie ukrywacie, że zespół z Austrii jest dla was odnośnikiem w jakim kierunku trzeba się rozwijać. Natomiast czy udało się wam zawiązać formalną współpracę?

Podjęliśmy współpracę ze Lwami ze Lwowa. To jest projekt nad którym będziemy się skupiać. Natomiast z Raiders jesteśmy w stałym kontakcie. Nie można tego nazwać partnerstwem, ale wymieniamy się spostrzeżeniami, wiedzą. Doskonałym tego faktem jest zatrudnienie Nicka Johansena. On został polecony do Panthers przez od kilku lat głównego trenera ekipy z Tirolu – Shuana Fataha. Dokładnie kiedy byliśmy z Jakubem z nim w restauracji. Jak Fatah usłyszał, że szukamy szkoleniowca, to powiedział że Nick jest idealny na to miejsce. I jak się okazało, wybór był świetny. Więc powiązania są, ale nic więcej.

2017 Season #fliptheswitch #pantherswroclaw

A post shared by Nick Johansen (@johansennick) on

Kilka lat temu wspominaliście o planowanej współpracy z Caroliną Panthers. Na jakim to jest etapie?

Cały czas nad tym pracujemy, lecz by to dopiąć  naprawdę potrzebujemy cierpliwości. Oni nie podejmą partnerstwa z kimś, kogo nie znają. Porównując to do zespołu z Austrii, im łatwiej było nawiązać współpracę z Oakland Raiders, bo w Austrii futbol amerykański jest od wielu lat. Dodatkowo budżety mamy podobne, tylko że oni te same cyfry zapisują z końcówką euro, a my w złotówkach. To im pomaga w jeszcze szybszym rozwoju. Czuję jednak, że już powoli ich doganiamy i niedługo możliwe, że przyjdzie moment, kiedy będą czuć nasz oddech na swoich plecach.

Mam nadzieję, że kiedy będziemy już równo, na wielu płaszczyznach, to kolejnym krokiem będzie wychowanek w NFL. Bo tutaj nie chodzi o same umiejętności, ale też właśnie o zbudowanie marki. Szczególnie, że Amerykanie wcale nie kochają Starego Kontynentu tak jak może się wielu w Polsce wydawać.

Słowo na niedzielę to cykl tekstów, który z założenia będzie pojawiać się w trakcie sezonu LFA i PLFA na profilu Halftime.pl w niedzielę, a części Ekstra również w tygodniu. Do następnego!

Leave a Reply