Święta farma talentu

Częstochowa wychowała jednego z najlepszych running backów w Polsce, Jacka Wróblewskiego. Pozostali gracze, którzy swoją karierę zaczynali w Saints z sukcesami bronili barw klubów z: Katowic, Tychów, Krakowa, Łodzi, Opola, Rybnika, czy Wrocławia. Dzisiaj Święci zmagają się z trudnym zadaniem odbudowy drużyny. Sezon powrotu wyszedł znakomicie, Mimo to, przyszłość stoi pod dużym znakiem zapytania.

Saints pojawili się na futbolowej mapie Polski w 2010 roku. Po rozegraniu meczów kontrolnych z rodzącymi się mniej więcej w tym samym czasie Falcons, dołączyli do ligi w sezonie 2011. Choć pod względem sportowym debiutanckie rozgrywki trudno zaliczyć do udanych, to poprzeczka organizacyjna postawiona została nadzwyczaj wysoko. Swoje pierwsze domowe starcia Święci rozgrywali na stadionie Rakowa. Później na stałe przenieśli się na nieco bardziej kameralny, ale bliższy ścisłemu centrum obiekt lekkoatletyczny. To był strzał w dziesiątkę. Od tego czasu trybuny zawsze były wypełnione, a ze względu na ich zadaszenie, deszcz, śnieg i grad, nie odstraszały kibiców. Bez względu na warunki pogodowe, na meczach Saints zawsze było głośno. Futbol w Częstochowie wychował stałe, szerokie grono zaangażowanych kibiców. Pod względem atmosfery, absolutna czołówka w kraju. „Nie ma lepszego, od zawodnika Świętego!”

Sportowo bywało różnie. Inauguracyjny sezon zakończył się bez zwycięstwa. Przy czym „rookies” tylko jeden mecz przegrali „do zera”. Drugi rok, to już bezpośrednia walka o awans do PLFA1. Jej finał to wyjazdowa porażka z rezerwami Devils. Saints otarli się o playoffs kończąc rozgrywki z czterema zwycięstwami. Wśród nich znalazł się jeden z najbardziej emocjonujących „comeback’ów” w ligowej historii. Końcówkę starcia z Falcons kibice zapamiętają na długo

 

Kolejne rozgrywki były dla Świętych niemal perfekcyjne. Bilans 6 – 0 w sezonie zasadniczym mówi sam za siebie. Na drodze do awansu znów stanęli Devils B, którzy w ćwierćfinale pewnie zrewanżowali się za porażkę z regularnej części rozgrywek. Saints odpadli, ale rozwijali się w szybkim tempie. Zdołali wystawić nawet drugą drużynę w rozgrywkach ośmioosobowych! Promocję do pierwszej ligi udało się wywalczyć sezon później. Święci dotarli aż do półfinału pokonując po drodze m.in. szybko rosnących w siłę Panthers B. Jedyne wpadki zaliczyli z pewnie zmierzającymi w stronę drugoligowego mistrzostwa Rebels.

Wydawałoby się, że awans wyższej ligi będzie iskrą, która jeszcze bardziej pobudzi rozwój klubu. Niestety, starcia z doświadczonymi rywalami szybko zweryfikowały realną siłę drużyny. Święci nie grali źle. Walczyli, a ich przeciwnicy tylko raz zdołali zbliżyć się do różnicy punktowej ocierającej się o „mercy rule”. Beniaminkowi udało się nawet honorowe zwyciężyć. Cztery touchdowny Jacka Wróblewskiego i emocjonująca dogrywka przeciwko Rebels na stałe wpisały się do klubowych annałów. Mimo ambicji, rok w wyższej lidze okazał się zabójczy dla, wydawałoby się, znakomicie rozwijającego się zespołu. Po zakończeniu sezonu szereg zawirowań organizacyjnych sprawił, że Saints z dnia na dzień zniknęli. Było to szokujące nie tylko dla całego futbolowego światka, ale również dla samych zawodników, którzy nie zastanawiając się długo znaleźli sobie miejsca w składach wielu okolicznych klubów.

Mateusz Słowiński dwukrotnie zdobywał drugoligowe mistrzostwo w barwach Panthers B. Kilku zawodników m.in. z Łukaszem Doboszem, wyraźnie wspomogło Wolverines w ich perfekcyjnym sezonie zasadniczym. Cała koalicja graczy na czele z trenerami Bartkiem Aulakiem i Michałem Chochlińskim stanowiła o sile Rebels, a prawdziwą „wisienką na torcie” były gwiazdorskie wyczyny Jacka Wróblewskiego w barwach Falcons. Przez dwa długie lata futboliści z Częstochowy przyzwyczajali się do gry w innych klubach. W rozmowach prywatnych często wspominali, że dobrze byłoby doprowadzić do reaktywacji Saints. Mimo wszystko, można było odnieść wrażenie, że każdy pogodził się z rzeczywistością.

Okazja do nowego otwarcia nadeszła z niespodziewanego źródła. Kiedy w końcówce roku 2017 zaczęły pojawiać się informacje o wielu zmianach organizacyjnych, na czele z powołaniem nowej ligi, Święci uznali, że „teraz albo nigdy”. Że pojawiła się idealna szansa, aby odbudować klub. Częstochowscy pasjonaci futbolu na czele z Pawłem Jaszczykiem, Michałem Chochlińskim i Przemysławem Pytlem zadecydowali, że Święta drużyna nie może zniknąć. Klub został zgłoszony do rywalizacji w LFA9 i ruszyły prace mające na celu odbudowę zespołu. Warto podkreślić, że nazwa Saints zmieniła się na Święci. Pokazuje ona kontynuację tradycji w połączeniu z wyraźnym odcięciem się od kontrowersyjnych wydarzeń z końcówki 2015 roku. Kilka miesięcy wielkiego zaangażowania i wytężonej pracy przyniosło oczekiwany efekt. Na starcie rozgrywek z lidze rozwojowej Święci byli gotowi do akcji.

Pierwszy mecz domowy odbył się 15 lipca, a jego przebieg i otoczka sprawiły, że z ogromną siłą powróciły wspomnienia najlepszych momentów częstochowskiego futbolu. Stadion lekkoatletyczny przy ul. Dąbrowskiego wypełnił się fanami tęskniącymi za „jajowatą piłką”, a drużyna dostarczyła im wszystkiego czego oczekiwali. Świetna oprawa z dmuchańcami dla najmłodszych, gadżetami oraz konkursami dla kibiców i, przede wszystkim, sporo punktów i zwycięstwo. Święci pokonali pewnie Miners Wałbrzych, a dwa tygodnie później Silesię Rebels. Wart podkreślenia jest fakt, że drugi mecz odbył się w mocno deszczowej aurze, a frekwencja kibicowska po raz kolejny dopisała. Częstochowscy fani znów udowodnili, że wspierają swój team. Święci finalnie zwyciężyli grupę i awansowali do półfinału LFA9. Tam musieli uznać wyższość późniejszych mistrzów, Kraków Kings B, ale sezon powrotu po dwóch latach w futbolowym niebycie, ułożył się więcej niż dobrze. Święci udowodnili sobie, że wciąż potrafią. Apetyty zostały rozbudzone.

Sukcesy organizacyjne i sportowe w nowej rzeczywistości zostały osiągnięte relatywnie wąskim składem. Siła Świętych w dużej mierze opierała się na doświadczonych wychowankach, którzy w minionych latach przyzwyczaili się do regularnego występowania w barwach innych klubów. Pomimo sukcesów w futbolowych dziewiątkach, wielu weteranów zapowiedziało powrót na boiska LFA1. To sprawia, że odradzający się klub z Częstochowy myśląc o przyszłości musi postawić na poszerzenie kadry zawodniczej za pomocą intensywnych rekrutacji. Wielu dziewiątkowych rywali Świętych zdecydowało się na przejście do LFA2. Klub z północy województwa śląskiego, pomimo dobrej gry nie może pozwolić sobie na podobny ruch. Oczekiwania i ambicje są spore, ale rzeczywistość bardzo skutecznie je ogranicza. Święci skupiają się więc na umacnianiu fundamentów odrodzonej organizacji, a także na budowaniu kadry zawodniczej praktycznie od zera. To trudny, żmudny i niewdzięczny proces, ale musi zostać przeprowadzony. Kluczowy offseason już trwa. Trzymamy kciuki za Częstochowę! Miasto z potencjałem ponad dwustu tysięcy mieszkańców oczekuje kolejnych, Świętych sukcesów!

Dawid Biały

Leave a Reply