Warsaw Sharks wracają na zwycięską ścieżkę, druga porażka Olsztyn Lakers

Warsaw Sharks szybko otrząsnęli się po ubiegłotygodniowej przegranej z Kraków Kings i wygrali drugie spotkanie w tym sezonie LFA1. Tym razem ofiarą „Rekinów” padli Olsztyn Lakers, którzy ulegli faworytom 17:24.

Goście rozpoczęli szybkim przyłożeniem, lecz sędziowie rzucili flagę i nie mogli przyznać punktów ekipie ze stolicy. Akcją meczu zdecydowanie zostało historyczne kopnięcie z pola Piotra Gołackiego, który posłał piłkę między słupki z odległości 55 jardów, ustanawiając tym samym nowy rekord naszego kraju. Ponownie sporo czasu na „rozkręcenie się” potrzebował rozgrywający Sharks, Bradley Jones, którego podanie w pierwszej kwarcie przechwycił Kamil Zboch. Co więcej, 20-latek powtórzył ten wyczyn po zmianie stron. Jeszcze gorszy w skutkach błąd popełnił jednak Luke Zetazate. Jego niecelne podanie zaledwie kilkanaście jardów od własnego pola punktowego zakończyło się interception Bartosza Stawowego, który dał Warsaw Sharks prowadzenie. Próba podwyższenia za jedno „oczko” Marcina Łojewskiego została zablokowana i goście mieli trzypunktową przewagę. Powiększyli ją przed przerwą krótkim biegiem środkiem w wykonaniu Artura Zaniewskiego. Po chwili kopnięcie Łojewskiego ponownie nie znalazło drogi między słupki.

Gwiazdą początku sezonu jest po stronie Sharks niewątpliwie Jan Omelańczuk, który w Olsztynie zanotował w trzeciej kwarcie swoje piąte już w tym sezonie przyłożenie. W tej kolejce naprawdę wielu graczy notowało interception, a w tym gronie znalazł się też Mateusz Bednarczuk, który przechwycił kolejne niecelne dalekie podanie Zetazate. W tej samej części gry będący pod ogromną presją Jones zdołał jeszcze odegrać niepilnowanemu Antoniemu Podgórskiemu, który łapiąc piłkę w polu punktowym, powiększył przewagę gości. W drugiej połowie warszawianie starali się podwyższać za dwa, lecz to także nie przynosiło skutku. Impuls do ataku starał się dać gospodarzom Przemysław Banat. Utalentowany wide receiver po niemal 40-jardowym podaniu Zetazate zanotował pierwszy touchdown dla Lakers, a Piotr Gołacki bezproblemowo podwyższył na 10:24. Rozgrywający Sharks celne podania na przyłożenia przeplatał kompletnie nieudanymi zagraniami, czego skutkiem było interception Davarusa Shores’a z trzeciej kwarty. Gospodarze zmniejszyli straty po bardzo ciekawej akcji. Zetazate oddał piłkę w ręce Patryka Piechowskiego i to on posłał daleką piłkę wprost w ręce Banata, który nie zwykł marnować takich okazji. Podwyższenie Gołackiego ustaliło wynik na 17:24, choć należy jeszcze nadmienić, że kopacz „Jeziorowców” miał drugą szansę wykorzystania field goala, co się jednak nie udało i olsztynianie musieli przełknąć gorycz drugiej porażki w tym sezonie.

Futbol amerykański to gra błędów i w tej dyscyplinie sportu wygrywa ta drużyna, która popełni ich mniej. Niestety, kolejny raz to my byliśmy zespołem, który wspomnianych błędów się nie ustrzegł, zanotował ich więcej od przeciwnika, co miało odzwierciedlenie w ostatecznym rozrachunku. Przeżyliśmy trochę deja vu, gdyż mam wrażenie, iż tak jak w ostatnim pojedynku z Rhinos, tak i w meczu z Warsaw Sharks przegraliśmy bardziej z samymi sobą. Naszą bolączką była w niedzielę dyscyplina taktyczna i koncentracja w pierwszej fazie rozgrywania akcji. Zespół tej klasy co Rekiny nie wybacza tego typu potknięć. Wielka szkoda straconych szans ponieważ wostatniej kwarcie, mając 7 punktów straty, piłka kilkukrotnie była w naszym posiadaniu. Ten fakt powinniśmy wykorzystać i zameldować się w polu punktowym gości. Niestety, obrona rywali i własne błędy nie pozwoliły nam zdobyć upragnionych punktów. Cieszy natomiast bardzo dobra gra formacji defensywnej, która odnotowała 3 interceptions – boli fakt, iż ofensywa nie zamieniła tych prezentów na punkty – i w dużym stopniu wyeliminowała grę biegową warszawian. Słowa uznania i duży in plus niedzielnego spotkania to fantastyczna gra naszego DB Kamila Zbocha, który miał dwa przechwyty oraz wide receivera Przemysława Banata – dwa przyłożenia. Do historii przejdzie także 55-jardowy field goal naszego kickera Piotra Gołackiego, który ustanowił tym samym nowy rekord Polski. W tym tygodniu ruszamy z przygotowaniami do meczu z Rhinos Wyszków. Nastawiamy się na udany rewanż za porażkę z 1. kolejki LFA1. Mamy kilka kontuzji, ale do składu wrócą również mocni zawodnicy, z których nie mogliśmy skorzystać w niedzielę. Mam przeczucie, że najbliższe spotkanie będzie dla nas punktem zwrotnym w tym sezonie i po najbliższym meczu licznik naszych zwycięstw zacznie bić w górę. Naszym 12. zawodnikiem na boisku będzie z pewnością olsztyńska publiczność, która w meczu z Sharks stawiła się w nadkomplecie na stadionie w Dajtkach i gorącym dopingiem niosła nasz zespół – skomentował to spotkanie Przemysław Zienkiewicz z Olsztyn Lakers.

autor: Mariusz Kańkowski foto: Slaweg-Foto Slawek Boczkowski

Leave a Reply