Ciężko zrobić w kilka miesięcy coś, czego ktoś inny nie był w stanie zrobić przed ponad 12 lat – Osman Sulkiewicz, sekretarz LFA dla Halftime.pl

Pierwszy, historyczny sezon Ligi Futbolu Amerykańskiego startuje już w ten weekend. Nadal nie wiemy jeszcze wszystkiego na temat nowych rozgrywek, dlatego postanowiliśmy porozmawiać z człowiekiem mającym duży wpływ na proces ich powstawania. Osman Sulkiewicz – sekretarz LFA, oraz prezes Warsaw Sharks zdradził nam, czego możemy się spodziewać po nowej lidze. Dowiecie się również dlaczego jego zdaniem powstanie LFA to przełom w rozwoju futbolu nad Wisłą, oraz czy w Warszawie jest jeszcze możliwa fuzja.

Jak oceniasz postępy LFA? Wszystko, co zakładaliście sobie kilka miesięcy temu udało się zrealizować?

Od początku działaliśmy z założeniem, że chcemy stworzyć ligę działającą lepiej niż ta, która istnieje już ponad dwanaście lat. Było to oczywiście ogromne wyzwanie, na ten moment mogę powiedzieć, że na pewno absolutnie wszystkiego nie udało nam się zrobić, ale jest kilka nowych, ciekawych rozwiązań, dlatego moim zdaniem będzie to bez dwóch zdań wyglądać lepiej niż w poprzednich latach.

Na jakim etapie jest obecnie proces tworzenia Polskiego Związku Futbolu Amerykańskiego?

Papiery zostały złożone, czekamy co się wydarzy. Niedawna decyzja CAS (Court of Arbitration for Sport – red.) jest jednoznaczna. A mówi ona, że tak zwany IFAF Paryż nie jest „właściwym” IFAF-em. Czekamy więc na ostateczną decyzję, czy IFAF Nowy Jork będzie bezpośrednio władał jako federacja międzynarodowa, czy może będą jakieś kolejne wybory. Trudno na ten moment powiedzieć, co się w tej sprawie może zdarzyć, bo to bardzo zawiła procedura. Musimy czekać, ale możemy być pewni, że Ministerstwo nie powinno podejmować żadnych decyzji, dopóki postanowienie CAS-u nie będzie oficjalne.

Trzeba przyznać, że LFA może imponować kibicom. Liga istnieje dopiero kilka miesięcy, a już planujecie zorganizować Mecz Gwiazd i to nie byle gdzie, bo na stadionie Śląskim. Nadal trwają rozmowy, czy możesz już potwierdzić, że faktycznie tam odbędzie się All-Star Game?

Wszystkie nasze działania są przemyślane, Mecz Gwiazd planowaliśmy od początku. Jest to dla kibiców trochę zastąpienie meczów reprezentacji Polski, bo biorąc pod uwagę to, co się dzieje, i u nas w Polsce i Europie, trudno sobie wyobrazić, żeby kadra w tym roku rozegrała jakiekolwiek spotkanie. Ale też tego nie wykluczamy, bo to nie zależy od naszych decyzji. Jeśli chodzi o sam mecz, to tak, kończymy już powoli ostatnie rozmowy. Poczekajmy jeszcze dwa, może trzy tygodnie i będziemy mogli powiedzieć coś więcej. Na pewno jest wiele ciekawych rzeczy, których będziemy świadkami w tym sezonie. Dużym plusem są streamy, które będą obowiązkowe dla każdego klubu. To moim zdaniem duży krok w kierunku propagowania tej dyscypliny i zaciekawienia kibiców. Kolejna ważna sprawa to fakt, że wszystkie kluby LFA1 są zobowiązane do tego, żeby mecze i analizy meczowe odbywały się na „Hudl-u”. Ten obowiązek drużyny spełniły, a niektóre kluby LFA2, myślące przyszłościowo, też już skorzystały z „Hudl-a”. Kluby wiedzą, że w tym roku muszą dać od siebie trochę więcej, dla dobra naszej wspólnej sprawy. My walczymy, żeby ta liga była „profesjonalna” w 2019 roku. To znaczy, żeby wyglądała tak, jak byśmy tego chcieli. Teraz siłą rzeczy przeżywamy swego rodzaju okres przejściowy. Mieliśmy bardzo mało czasu, strona internetowa wyjdzie dosłownie na dniach. Z nią też mieliśmy trochę opóźnienia, ale chcemy wyjść z nowymi rozwiązaniami, także czekamy z niecierpliwością na jej premierę.

Foto: Liga Futbolu Amerykańskiego

Mecz Gwiazd ma być czasowym zastępstwem dla reprezentacji Polski, czy będzie to już coroczna tradycja na długi czas?

Będzie to coroczna impreza, która za każdym razem będzie oczywiście w innym miejscu i ma pomóc w promocji futbolu. W tym roku będzie to też związane z obchodami stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Będzie więc piknik historyczny i przede wszystkim darmowy wstęp, dlatego masa kibiców ma szansę zobaczyć czym jest futbol amerykański. Ma to być impreza wszystkich klubów, każdy zawodnik będzie miał szansę zagrania w tym spotkaniu, w późniejszym czasie przedstawimy kryteria wybierania graczy z poszczególnych ekip, ale na to jeszcze mamy czas. Gdy już sfinalizujemy wszystkie rozmowy, wtedy będziemy szerzej informować kibiców na ten temat. Dodatkową atrakcją będzie również gala zakończenia sezonu, czyli coś, czego do tej pory nie było. W Meczu Gwiazd wystąpią najlepsi z najlepszych w swoich klubach, a co za tym idzie w poszczególnych dywizjach. Każdy z nagrodzonych na gali graczy na pewno w tym meczu będzie uczestniczył.

Liczycie, że uda się sprowadzić na trybuny nawet 30 tysięcy ludzi.

I jest to w naszym zasięgu. Stadion Śląski może pomieścić prawie dwa razy tyle. Będziemy zadowoleni, jeśli uda nam się zapełnić 30 tysięcy krzesełek. Wymaga to mnóstwa pracy, przede wszystkim drużyn ze Śląska. Kluby z pozostałych części Polski jednak oczywiście też zaangażują się w promocję. Wybraliśmy dobry moment na rozegranie tego meczu. Wiemy, że Mistrzostwa Świata w piłce nożnej kończą się w połowie lipca, finał LFA1 odbędzie się dwa tygodnie później. Ten finał też musi stać się swego rodzaju reklamą Meczu Gwiazd, ale podsumowując – tak, myślę, że 30 tysięcy na trybunach to całkiem realna liczba.

Wstęp ma być darmowy, co na pewno wiąże się ze sporymi kosztami. To oznacza, że wreszcie rozgrywki ligowe w naszym kraju będą miały poważnego sponsora?

O tym nie chciałbym jeszcze mówić, cały czas trwają rozmowy. Wstęp na Mecz Gwiazd jest darmowy dlatego, że ma to być prawdziwe święto futbolu. Chcemy, by to wydarzenie było poważną promocją całego naszego środowiska. Będziemy mieli strefę kibica utworzoną przez każdy klub LFA, czyli będzie stworzona możliwość wypromowania swojej drużyny, sprzedaży gadżetów. Chcemy przede wszystkim skupić się na tym, by zarazić futbolem jak największe grono. To pierwsza impreza tego typu i darmowy wstęp może być ważnym argumentem zachęcającym kibiców do przyjścia na stadion. Będzie to wydarzenie dla wszystkich – tych, którzy chcą się zaciekawić nowym sportem, jak i dla rodzin z dziećmi. Meczowi będzie towarzyszyła cała masa dodatkowych atrakcji, więc moim zdaniem każdy znajdzie coś dla siebie.

Kolejnym z dużych plusów LFA jest fakt, że staracie się współpracować z klubami i pomagać im w rozwoju. Widziałem, że niedawno było na przykład szkolenie z mediów społecznościowych.

Cały czas staramy się słuchać klubów i wspólnie iść do przodu, dlatego takie szkolenia są i jeszcze będą się pojawiać. Było już wspomniane przez ciebie szkolenie z social mediów, było także dotyczące organizacji dnia meczowego. Mam nadzieję, że tych atrakcji meczowych na potyczkach w ramach LFA nie zabraknie, dlatego warto zwrócić na to uwagę. Każdy klub LFA przez ostatnie miesiące naprawdę dużo zrobił, by być gotowym na start ligi. Są oczywiście planowane także szkolenia dla zawodników oraz trenerów, ale takie inicjatywy będą rzecz jasna robione po sezonie. Rozgrywki ruszają w tym roku jeszcze wcześniej, niż miało to miejsce w latach poprzednich. Mamy ograniczoną liczbę sędziów, lecz udało nam się zorganizować to tak, że LFA2 gra praktycznie w tym samym czasie, co LFA1. Zależało nam na tym, by drugoligowe zespoły nie miały takiego przeskoku, jaki miały w poprzedniej lidze, żeby przyzwyczaiły się do tego, że gramy w tym samym czasie. Powód jest bardzo prosty – każda z tych ekip LFA2 może awansować i jeżeli tak jak dotychczas, graliby praktycznie tylko w wakacje, po awansie musieliby się „przestawić” z grania od czerwca do września na sezon od marca czy kwietnia do lipca. Staramy się, by kluby były jak najszybciej przygotowane do wejścia na wyższy poziom. Liga Rozwojowa jest w naszym przypadku ligą „wakacyjną”. Może nie było o tym jeszcze nawet mowy – w rozgrywkach dziewięcioosobowych każda z drużyn rozegra po cztery spotkania w wymiarze czterech 10-minutowych kwart. Mały przeskok będzie więc jedyne dla drużyn chcących zamienić Ligę Rozwojową na LFA2. Przyjęty przez nas model pozwala bowiem na to, by już po jednym sezonie w „dziewiątkach”, rok później móc zagrać już w klasycznej formule. Między zespołami 9-, a 11- osobowymi tak dużego przeskoku już nie ma, więc te kluby, które będą gotowe zarówno organizacyjnie, sportowo, jak i finansowo, będą miały możliwość wejścia do LFA2. Muszę zaznaczyć, że występ w LFA9 jest niemal darmowy. Poza opłatą sędziowską i prasową, klub jest zwolniony ze wszystkich innych kosztów.

Właśnie, o Lidze Rozwojowej wiemy obecnie najmniej. Powiedz, ile klubów zobaczymy w pierwszym sezonie LFA9?

Na ten moment potwierdzonych mamy 14 klubów. Są jeszcze dwa zespoły, które cały czas są weryfikowane. Cały przedłużający się proces wdrażania LFA9 jest spowodowany tylko i wyłącznie startem rozgrywek jedenastoosobowych. LFA9 wystartuje jednak dopiero w połowie lipca, więc mamy jeszcze trochę czasu. Tuż po starcie ligi, który nastąpi już przecież w ten weekend, powinniśmy poznać terminarz Ligi Rozwojowej.

Foto: Dariusz Jacek

Wspomniałeś o weryfikacji drużyn. Wszystkiego nie da się jednak przewidzieć, bo przecież na miesiąc przed startem rozgrywek z LFA2 wycofali się Silvers Olkusz.

Szczerze mówiąc nie chciałbym za wiele mówić na ten temat. Niestety, Silvers wycofali się krótko przed startem ligi. Właśnie dlatego nie chcemy jeszcze ogłaszać terminarza LFA9 i kluby powinny uznać to za plus. Najpierw musimy wszystkich uczestników poważnie zweryfikować. Terminarz Ligi Rozwojowej poznamy nieco później, ale przynajmniej będziemy mieli pewność, że nikt się na ostatniej prostej nie wycofa i nie będziemy zmuszeni do zmiany systemu, jak miało to miejsce w przypadku Grupy A LFA2, gdzie trzy kluby rozegrają między sobą po trzy spotkania.

Jak to w ogóle się zaczęło? Gdyby nie zawieszenie Panthers Wrocław przed meczem ze Szwajcarią, nowa liga w ogóle by powstała, czy ta sytuacja nie miała tak wielkiego znaczenia, jak znaczna część kibiców myśli?

Jeden powie, że to miało wielkie znaczenie, a inny stwierdzi, że był to tylko jeden z wielu czynników. Sytuacja, jaka miała miejsce w polskim futbolu przez ostatnie lata nie była dobra. Po 2013 roku mieliśmy wysyp drużyn, które po krótkim czasie znikały. Moim zdaniem było mnóstwo czynników, które spotęgowały się we wrześniu i kluby wreszcie stwierdziły, że lepiej się dogadać między sobą i stworzyć coś, co i tak tworzymy od paru dobrych lat. Musimy zawsze patrzeć na drużyny najsłabiej zorganizowane i podnosić ich poziom, by był on w miarę wyrównany w całej lidze, oczywiście nie blokując przy tym ekip, których rozwój następuje znacznie szybciej. Chcemy przede wszystkim uniknąć tak wielkich różnic poziomów, jaki obserwowaliśmy do tej pory. Wiemy rzecz jasna, że są kluby z ogromnymi jak na polskie warunki budżetami, które „dogonić” będzie bardzo trudno. Ale podstawy wytyczone przez nas na starcie, pozwalają mieć nadzieję na realny rozwój wszystkich drużyn. Myślę, że przede wszystkim kluby, które nie są jeszcze na zaawansowanym poziomie organizacyjnym i sportowym, widzą już pewną zmianę jakości w dialogu i chęci pomocy w porównaniu do działań „starej” ligi. Po premierowym sezonie będzie jeszcze bardziej widoczne. Staraliśmy się pokazać, jak klub powinien być zarządzany, mamy swoje wymogi licencyjne, które należy spełnić, a wszystko dlatego, że nie chcemy poziomu równać w dół, a iść do przodu i podnosić możliwości polskich klubów. Wymagania są konieczne, trzeba spełniać pewne minimum, by móc znaleźć się w lidze.

Ty chyba długo nie musiałeś się zastanawiać nad tym, czy wejść w ten nowy projekt? Nie byłeś raczej zwolennikiem PLFA i nie zamierzałeś tego ukrywać.

Przede wszystkim nie byłem zwolennikiem nierównego traktowania, co było jednym z największych problemów. Nie chcę jednak już mówić o tym jak było, wolę patrzeć w przyszłość i mówić o tym, jak będzie, o tym co my jako Liga Futbolu Amerykańskiego chcemy zrobić. Kluby sporo wycierpiały i były zmuszone pozwalać na różne rzeczy, lecz na szczęście po pewnym czasie większość z nich zrozumiała, że futbol amerykański w wydaniu takim, jaki mieliśmy przez ostatnie lata, nie idzie nigdzie. Organizacyjnie liga nie podąża w żadnym kierunku. Mam wrażenie, że o ile kluby poszły organizacyjnie do przodu, o tyle liga stoi już od pewnego czasu w miejscu. Nastąpił brak dialogu, chęci współpracy i pomocy. Myślę, że liga nie jest prywatną inicjatywą ludzi i to nie kluby powinny pracować dla ligi, tylko te relacje muszą być partnerskie i wzajemne.  Oczywiście, nas, LFA ostatecznie zweryfikuje sezon, ale wystarczy z dystansem na nas popatrzeć i widać, że staramy się pomagać wszystkim drużynom. Wiemy doskonale o tym, że jeśli jeden klub będzie wyglądał źle, to nie będzie miało wielkiego znaczenia, co zrobił inny, bo ogólny obraz i tak nie będzie dobry. Na ile rozwinięte są kluby, na tyle rozwinięta będzie cała liga. W tym roku jeszcze wiele się wydarzy i chciałbym spokojnie patrzeć w przyszłość ligi, która bazuje na zespołach chcących się rozwijać. Sygnały były różne, ale widać, że do LFA dołączyły zespoły, którym zależy na podnoszeniu swojego poziomu, zarówno marketingowego, jak i sportowego. Mamy zasadę „jedno miasto, jeden klub” i tak naprawdę nie było klubu, który nie został zaproszony do mediacji, wspólnej rozmowy na temat połączenia sił, czy pójścia na kompromis i zbudowania nowej drużyny. Wiemy, że coś takiego nie powiodło się w Poznaniu, czy w Warszawie, ale udało się to osiągnąć na przykład w Opolu. Rybnik i Gliwice również tworzą ciekawą inicjatywę. Moim zdaniem to jest normalna rzecz i to będzie się działo, zwłaszcza w większych ośrodkach, gdzie tych zespołów na dzień dzisiejszy jest sporo. Ale nie będę patrzył na konkurencję, ja jestem akurat dobrym przykładem, wiem o tym, że fuzja dwóch drużyn w dużym mieście jest potrzebna. Panthers Wrocław są idealnym przykładem. Doskonale pamiętam, jak przebiegła fuzja Królewskich Warszawa z Warsaw Spartans. Za każdym razem nam czegoś brakowało, a brakowało przede wszystkim jeszcze jednej drużyny. Największym problemem jest to, że ludzi do grania na wysokim poziomie wcale nie jest wbrew pozorom tak dużo. Programy juniorskie w jednych drużynach są lepsze, w innych gorsze, ale akurat juniorami w przyszłości powinien zajmować się Związek, a nie liga. Ona może pomagać i wymagać drużyn juniorskich od swoich członków. Mogę powiedzieć, że od przyszłorocznego sezonu każdy klub LFA będzie miał już obowiązek posiadania drużyny juniorskiej.

W Warszawie jest jeszcze możliwa fuzja? Mówimy o największym polskim mieście, więc potencjału ludzkiego nie powinno brakować, a tymczasem w ubiegłym roku rozbijało się to na cztery kluby.

Powiem tak – w tym sezonie zobaczymy komu fuzja, bądź jej brak pomogła, a komu zaszkodziła. Pewnie, że możemy mówić o zeszłym sezonie, ale z tego co wiem, rostery niektórych drużyn nie będą już tak duże i tak pełne, jak w latach poprzednich. Ja tutaj ponownie nie chcę się wypowiadać za konkurencję. Warsaw Sharks mają ponad 50 zawodników w składzie i to u nas nie zmieniło się względem poprzedniego sezonu. Kilka osób odeszło, a kilka nowych twarzy się pojawiło, ale Rekiny od paru dobrych sezonów nie mają problemów ze składem. Jak będą wyglądały inne drużyny z Warszawy i okolic, nie mnie to oceniać. Czy fuzja jest potrzebna w Warszawie? Pewnie, że tak. Ale czy jest na nią szansa? Szansa jest zawsze, jeśli tylko ludzie chcą fuzji. W poprzednim roku chęci niby były, ale na nich się zakończyło. Dla mnie fuzja to zamknięcie pewnego rozdziału i przejście do nowego etapu. Jak ktoś woli żyć przeszłością, to nigdy nie będzie w stanie spojrzeć w przyszłość. Należy się zastanowić, czy połączenie Dukes z Crusaders zmieni coś w obliczu warszawskiego futbolu. Chciałbym, żeby tak było, lecz to pokaże nam tegoroczny sezon. Ale to nie jest już drużyna z Warszawy, tylko z Ząbek i w przyszłości będzie ona mieć możliwość zagrania w LFA, jeśli oczywiście będzie taka chęć i zostaną spełnione warunki licencyjne. Wówczas nie widziałbym w tym żadnego problemu. Jeśli chodzi o Warsaw Eagles, to trenujemy na tym samym obiekcie i smutno jest patrzeć, gdy na treningu mają 25 osób. Nie chcę tutaj rzucać „a nie mówiłem?”, ale musimy mieć na uwadze, ilu zawodników od nich odeszło i kto tam na nowy sezon pozostał. Bo ja dosyć dobrze się orientuję w polskim środowisku futbolowym, a tym bardziej tym warszawskim i z obecnych Eagles znam cztery, może pięć osób. To powinno wiele mówić. Ta sytuacja nie jest na pewno dobra dla stołecznego futbolu, ale nie mnie to oceniać. Może prawda wygląda inaczej, może jeszcze coś się zmieni? Z reprezentantów Polski w Warsaw Eagles został już chyba tylko Mateusz Sławiński.

Foto: Slaweg – Foto

Rozmawiałem w ubiegłym tygodniu z Patrykiem Matkowskim i jego zdaniem LFA w przyszłości będzie najlepszą ligą w Europie. Ile potrzebujecie czasu, by aspirować do tego miana?

Wszystko zależy przede wszystkim od klubów i od tego, jak będzie przebiegał rozwój krajowych zawodników. My w Polsce mamy ogromny potencjał, który moim zdaniem został w pewnym stopniu po prostu zmarnowany. I chodzi mi tu o rozwój ligowy, bo tak jak już mówiłem, same kluby poczyniły ogromne postępy, lecz liga nie dotrzymywała im kroku. Nie mówię nawet o Panthers Wrocław, czy Seahawks Gdynia, ale proszę spojrzeć na Lowlanders Białystok, czy Tychy Falcons. To są drużyny, które jeszcze 4-5 lat temu grały w pierwszej, lub nawet w drugiej lidze. Pamiętam jak zaczynali Falcons. W swoim pierwszym sezonie wygrali chyba tylko jeden mecz, a w pozostałych wyraźnie przegrywali. W następnym sezonie też nie byli wybitni. To właśnie pokazuje, jak długą drogę czasami muszą przejść kluby, by włączyć się do krajowej czołówki. Także na przykład Kraków Kings, którzy po 2015 roku mieli gorszy okres, a ostatnio przegrali z nami minimalnie w finale PLFA1 i są kolejną drużyną na dobrej drodze rozwoju. Myślę, że też Silesia Rebels w tym sezonie będą się ciekawie prezentować, może też Olsztyn Lakers. Bardzo liczę także na Patriotów Poznań, którzy się świetnie rozwijają. Byłem w ubiegłym roku na ich dwóch spotkaniach domowych i w sumie przyciągnęli na nie prawie cztery tysiące ludzi. Ciekawe ekipy mamy też w LFA2, a nawet w Lidze Rozwojowej. Kilka klubów zaczyna swoją przygodę niemal od początku, ale zawsze wyglądali solidnie pod względem organizacyjnym. Przyszłość zależy od klubów. Ja z Marcinem Wyszkowskim możemy być co najwyżej przewodnikami i ludźmi odpowiedzialnymi za rzeczy, które muszą zostać zorganizowane przez osoby dobrze się na tym znające. Jeśli więc kluby nie zapomną, po co ta liga została stworzona, to jesteśmy w stanie stworzyć czołowe w Europie rozgrywki.

Przyjęliście bardzo ciekawy system rozgrywkowy.

Tak, zdecydowaliśmy że postawimy na – można powiedzieć – mój autorski system, przy którym tak naprawdę po zakończonym sezonie, każdy wie już z kim zagra w przyszłorocznej edycji. Zostało to stworzone w taki sposób, że grupa A ma cztery najlepsze polskie kluby, grupa B należy do północy kraju, a grupa C do południa. Dlatego spotkania międzygrupowe odbywają się jakby terytorialnie. Dzięki temu wiemy na przykład, że z tej ostatniej ktoś zawsze zagra z Panthers lub Falcons, jeśli oczywiście nie dojdzie w przyszłości do zmian w grupie A. Zawsze najlepsza ekipa grupy B zagra z najlepszym z grupy C. To wszystko ma po prostu spowodować, by te spotkania były jak najbardziej wyrównane, a także by teoretycznie słabsze ekipy miały okazję zmierzyć się z czołówką i sprawdzić, w jakim miejscu drużyna się znajduje. Do tej pory niemal za każdym razem jeśli klub wchodził do Topligi, kończył z poważnymi problemami. Przykładów jest sporo – Kraków Tigers, Silesia Rebels, Warsaw Spartans, Zagłębie Steelers, Kozły Poznań, nawet Warsaw Sharks, którzy w lidze się utrzymali, lecz mieli swoje problemy. Bo bardzo ciężko walczy się z elitą, mając gdzieś wewnątrz problemy organizacyjne. Dlatego ten system rozgrywkowy przyjęty przez LFA jest bardzo ciekawy, Fajną sprawą będzie, kiedy na przykład do Torunia przyjedzie drużyna Seahawks Gdynia z Jakubem Mazanem, który jako „Jastrząb” wróci do swojego miasta. Myślę, że to interesujące zwłaszcza dla tych klubów mniejszych, że będą mogli zagrać z klasową drużyną. A z drugiej strony ci z czołówki będą mogli dać się ograć mniej doświadczonym zawodnikom, a dać odpocząć gwiazdom. Wiemy, że dwa polskie kluby grają w europejskich pucharach, co też nie jest bez znaczenia, bo będzie to dla nich intensywny sezon. Moim zdaniem ten system powinien się sprawdzić, ale o tym przekonamy się na koniec rozgrywek. Nie zostało to jeszcze nigdzie powiedziane, ale w tym roku z LFA1 spada jedna drużyna, a tylko zwycięzca LFA2 awansuje do elity. Nie jest więc tak, że mamy olbrzymią rotację między ligami, trzeba sobie zasłużyć, by zagrać w LFA1. System powinien sprzyjać także beniaminkom, bo będą mogły grać z drużynami na swoim poziomie i nie zostają rzucani na głęboką wodę, jak to miało miejsce dotychczas w przypadku Husarii Szczecin, Warsaw Sharks, czy kilku innych ekip. Jedni poradzili sobie lepiej, inni gorzej, to normalne. Ustaliliśmy, że ten system rozgrywkowy LFA1 będzie obowiązywał na pewno co najmniej przez dwa sezony i przekonamy się, czy będzie trzeba go zmienić, czy może bardzo dobrze się sprawdzi. Chcemy znaleźć rozwiązanie, by przede wszystkim było jak najwięcej drużyn, które będą w stanie nawiązać walkę z zespołami pokroju Lowlanders i Falcons. Życzyłbym sobie, ale i kibicom, by co najmniej półfinały i finał trzymały w napięciu do ostatnich akcji. Chciałbym, żebyśmy byli świadkami narodzin półprofesjonalnej ligi – bo ciężko tu mówić o pełnym profesjonalizmie – której nie będziemy się na pewno wstydzić w Europie.

Foto: Liga Futbolu Amerykańskiego

Te mecze międzygrupowe będą się liczyły do normalnej tabeli ligowej?

Będą to normalne mecze, ale te punkty nie będą miały raczej znaczenia w końcowym układzie grup. Chcemy, żeby różnica wynosiła maksymalnie 20 „małych punktów”. Nie chcemy blowoutów, te mecze nie mogą być decydujące. Każda z drużyn gra w ramach swojej grupy między sobą po dwa mecze i w przypadku takiej samej liczby punktów, będzie decydował mecz i rewanż. Odeszliśmy od systemu straconych „małych punktów” i w tym sezonie będzie liczony bilans punktów zdobytych do straconych. Oczywiście musimy też brać pod uwagę, że klub z grupy A może przegrać mecz z kimś niżej notowanym i wtedy oczywiście te mecze będą miały większe znaczenie, ale na chwilę obecną będzie raczej ciężko o potknięcie faworytów. W pierwszej kolejności liczy się liczba zwycięstw, a w przypadku dwóch ekip z takim samym dorobkiem, patrzymy na wynik dwumeczu. Jest bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że dwumecz zakończy się remisem, ale wtedy jak w piłce nożnej będzie ważna liczba „małych punktów” zdobytych na wyjeździe. Sam więc widzisz, że sytuacja w której starcie międzygrupowe znacznie wpłynie na układ sił może zdarzyć się bardzo rzadko, lub nawet nigdy.

Uważasz, że PLFA czeka jeszcze jakaś przyszłość, czy jednak nie wytrzymają konkurencji z waszej strony i będą musieli odpuścić?

Ja im życzę jak najlepiej. Zależy nam przede wszystkim na rozwoju futbolu i jeśli członkowie Topligi będą działać tak dobrze marketingowo, jak ekipy zrzeszone w LFA, to nie mam ku temu nic przeciwko. I nie mówię tego, żeby się wywyższać, ale jeśli spojrzymy na kluby z Ligi Futbolu Amerykańskiego, to jednak marketingowo – nie chwaląc się – mamy najlepsze drużyny w Polsce. Jeśli chodzi o samą PLFA, to nie jestem jej członkiem, nie wiem jak obecnie wygląda, jakie mają wytyczne i regulaminy, nie interesuje mnie to. Mamy tak dużo pracy, a tak mało czasu, że nie zamierzamy się skupiać na tym co dzieje się w PLFA. Skupiamy się na sobie, mamy swoje założone cele i chcemy, by LFA się jak najlepiej rozwijała. Po sezonie pewnie zweryfikujemy komu się ta sytuacja bardziej opłaciła. To przede wszystkim kluby w ostatnim czasie zrobiły mnóstwo rzeczy, których do tej pory nie robiły, bo niby dlaczego miały robić coś dla kogoś, nie mając z tego żadnych korzyści. Nie muszę mówić, kto koniec końców spijał całą śmietankę z tego, jak kluby pracowały na ligowy dobrobyt, nie mając z tego choćby minimalnych profitów. My chcemy przede wszystkim, żeby imprezy, które będą pod egidą LFA, w jakimś chociaż stopniu pozwoliły ograniczyć koszty drużynom. Nie mamy zamiaru nikogo oszukiwać, że są tu miliony złotych i kluby zaczną dostawać wielkie pieniądze. Chcemy na początku chociaż ograniczyć koszty klubom, wyjść z dobrą ofertą do sponsora, a rozmawiamy z wieloma. Wiemy, że ten rok to jedna wielka walka o sponsorów, ale my patrzymy w przyszłość i szukamy już kogoś na przyszły rok. Wiemy, że to co zrobimy teraz, zaprocentuje w następnym sezonie, a tak jak powiedziałem na początku – ciężko jest zrobić w kilka miesięcy coś, czego ktoś inny nie był w stanie zrobić przed ponad dwanaście lat.

Jak obecnie wygląda sprawa tych słynnych przepychanek sądowych z PLFA? Czytałem wypowiedź prezesa Przemysława Kazanieckiego, który twierdzi, że toczą się procesy. (wypowiedź dla portalu laczynaspasja.pl z 27 stycznia 2018, screen poniżej – red.)

Szczerze mówiąc, to pierwsze słyszę. Wolałbym się nie wypowiadać na ten temat, ale z moich informacji wynika, że nie wpłynęła żadna sprawa do sądu. My na dobrą sprawę nie widzimy żadnych przesłanek, przemawiających za tym, że umowa między klubami, a PLFA miałaby dalej obowiązywać. Zgodnie z informacjami, jakie przekazał PZFA, nie są oni już członkami organizacji międzynarodowej, a ZS PZFA jest członkiem IFAF Paryż, co nie jest zgodne z prawem, bo ta organizacja nie miała prawa podpisywać żadnych umów. Wszystkie polskie kluby miały umowę podpisaną z PZFA, a nie z ZS PZFA, a jeżeli w umowie są zapisane rzeczy, które nie mogą zostać wykonane i jej warunki się zmieniają, to nie może być ona ważna. Czekamy na wnioski do sądu, mamy ligowych prawników, którzy w razie czego spokojnie dadzą sobie radę z tymi pozwami, oczywiście jeśli w ogóle takowe się pojawią.

Porozmawiajmy też o Warsaw Sharks. Rozumiem, że cel na ten sezon to wygranie grupy B LFA1?

To nasze absolutne minimum i nie możemy na to patrzeć inaczej. Nie tak dawno wygraliśmy ze wszystkimi ze swoich aktualnych rywali. Angels Toruń można co prawda uznać za beniaminka i z nimi nie mieliśmy okazji ostatnio zagrać, ale trudno, żebyśmy się ich obawiali. Nie możemy też mówić o obawach przed starciami z Rhinos, którym w ubiegłym sezonie w dwumeczu wbiliśmy prawie 100 punktów, jak i Lakers, którzy stracili przeciwko nam ponad 80. Nie można oczywiście na starcie nikogo skreślać, ale to my jako mistrzowie pierwszej ligi jesteśmy faworytami i nawet nie ma mowy o tym, żeby zawodnicy, czy sztab szkoleniowy myśleli inaczej. Boisko oczywiście nas zweryfikuje. Olsztyn Lakers poczynili ciekawe transfery, mają Luke’a Zetazate, który w zeszłym sezonie grał jeszcze u nas, ale my też nie próżnowaliśmy. Rhinos Wyszków na pewno skorzystają też z dwóch „importów”, wiem, że Angels Toruń również coś szykują. Na pewno nie na pierwszą kolejkę przeciwko nam, ale ktoś ciekawy ma się tam pojawić w kwietniu. Mamy na początku bardzo ciężki kalendarz, bo jako jedna z niewielu drużyn gramy pierwsze trzy mecze w ciągu czterech tygodni. Ja jako prezes, ale i zawodnik nie zakładam, że moglibyśmy nie walczyć o wygranie swojej grupy.

Skoro poruszyłeś temat „importów” – rozumiem, że zasada jest taka, jak w ubiegłym sezonie?

Tak, zasada jest taka, że na boisku może przebywać jeden, a w składzie meczowym może być dwóch. Również tylko dwóch może być zarejestrowanych do rozgrywek. W przypadku chęci zarejestrowania trzeciego zawodnika, jednego trzeba wyrejestrować i ten nie może już powrócić do składu. Dodatkowym przepisem jest możliwość posiadania w składzie meczowym dwóch 17-latków, a jednego na boisku. Oczywiście wiąże się to z przesłaniem wszystkich badań i pozwoleniem na grę od prawnego opiekuna. Uważamy, że jest naprawdę mnóstwo zawodników, którzy mimo młodego wieku, przewyższają już swoich rówieśników i spokojnie powinni poradzić sobie nawet w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wierzymy, że trenerzy podejdą do tego poważnie i nie będziemy mieli sytuacji, w której zawodnicy nieprzygotowani do gry na seniorskim poziomie, będą wystawiani na boisku.

Foto: Dariusz Jacek

Wracając na koniec jeszcze do Sharks – nie doszło u was raczej do rewolucji kadrowej. Macie jednak nowego rozgrywającego, a obrona osłabiła się odejściem do Lowlanders Mateusza Dziobana.

Czy odejście Mateusza będzie dla nas poważnym osłabieniem, bardzo ciężko stwierdzić. Grał on cały sezon na safety, ale w finale, gdzie został MVP wystąpił jako outside linebacker. Nasza trzecia linia defensywy jest bardzo mocna i nie powinniśmy tego tak bardzo odczuć. Wielu zawodników jest już doświadczonych, grało w Toplidze, więc nasza postawa jest bardziej zależna od postawy przeciwników, a nie od odejścia jednego, czy drugiego gracza. Ciężko mi przed sezonem stwierdzić, jak wielka to dla nas strata. Mateusz poszedł za swoim dalszym rozwojem indywidualnym, a nasza drużyna cały czas robi postępy. Nasza gra przeciwko podaniom na pewno nie będzie gorsza niż w ubiegłym sezonie. Mamy też bardzo dobrych receiverów. Korpus skrzydłowych został przed tym sezonem poszerzony, mieliśmy trochę kontuzji, kilku graczy nie może grać. Nastąpiły pewne zmiany, ale „szkielet” zespołu pozostaje ten sam. Pierwsze mecze pokażą, w jakim miejscu jesteśmy i czy idziemy w dobrą stronę. My o każdym spotkaniu musimy myśleć jak o pojedynku o być, albo nie być. Zresztą, my tak od dawna gramy. Przez lata byliśmy „przyzwyczajeni” do przegrywania, w ubiegłym roku przyzwyczailiśmy kibiców do wygrywania i wolelibyśmy nie kończyć naszej passy, która wynosi obecnie 11 kolejnych zwycięstw.

autor: Mariusz Kańkowski foto: Marcin Fijałkowski

Comments (1)

  1. Kolejny super wywiad. Fajnie że zostało powiedziane jak kluby będą przeskakiwać między lfa1, a lfa2, ale mi przydałoby się jasne przedstawienie planu na awanse międzygrupowe w lfa 1.

    Osman powiedział, że grupa b I c są „regionalne” i wg mnie to jest bardzo podobny poziom. Kto ma możliwość wskoczyć do grupy a?

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij