EUROPEAN LEAGUE OF FOOTBALL – trudne początki europejskiego giganta

Planowany na czerwiec start sezonu European League of Football, czyli nowej europejskiej superligi w futbolu amerykańskim zbliża się wielkimi krokami. Po długim okresie medialnej ciszy w sieci pojawiają się coraz to nowsze informacje o tym ambitnym przedsięwzięciu. Ostatnie tygodnie to prawdziwa lawina newsów dotyczących nowego projektu, w których bardzo łatwo się pogubić. Z tego chaosu powoli wyłania się jednak obraz powstających rozgrywek, który postaramy się przybliżyć.

Od czasu pierwszych informacji o ELF, które pojawiły się jeszcze w zeszłym roku, na próżno było szukać kolejnych szczegółów o raczkującej dopiero europejskiej superlidze w futbolu amerykańskim, a materiały, które otrzymywaliśmy od osób kierujących nowym projektem były niestety bardzo amatorskie. Nic dziwnego, że pojawiło się mnóstwo głosów, poddających w wątpliwość start zapowiadanych rozgrywek. Jednak po ostatnich działaniach oraz doniesieniach ze strony ELF, wydaje się, że możemy być jednak pewni, że zarząd Europejskiej Ligi Futbolu ciężko przepracował ostatni okres, a sama liga powinna wystartować zgodnie z planem. Nie obyło się jednak bez problemów. Co zatem nowego wiemy o ELF?

Start European League of Football zaplanowany jest na 19 lub 20 czerwca bieżącego roku. Panthers Wrocław najprawdopodobniej rozpoczną sezon od domowego spotkania na Stadionie Olimpijskim przeciwko Cologne Centurions. Do inauguracji sezonu pozostały już zatem niewiele ponad dwa miesiące! W rozgrywkach weźmie udział osiem drużyn, w tym sześć z Niemiec i po jednej z Hiszpani oraz oczywiście z Polski. Ekipy zostaną podzielone na dwie grupy, a każda z nich rozegra dziesięć spotkań w sezonie zasadniczym, po czym dwie najlepsze spotkają się w wielkim finale. Wrocławianie trafią do grupy z ekipami Hamburg Sea Devils, Berlin Thunder oraz Leipzig Kings, ale rozegrają również dwa mecze międzygrupowe.

Władze ELF niedawno chwaliły się w mediach społecznościowych zawarciem partnerstwa z samym NFL. Owocem tej współpracy są prawa do nazw legendarnych klubów NFL Europe, które otrzymają teraz drużyny biorące udział w nowych europejskich rozgrywkach. Na ten moment, nie do końca jednak jest jasne, czy NFL w jakikolwiek inny sposób będzie wspierać ELF, a sam post o partnerstwie między oboma podmiotami po kilkunastu minutach zniknął z fanpage Europejskiej Ligi Futbolu. Jednak już samo uzyskanie praw do nazw dawnych drużyn NFL Europe jest strzałem w dziesiątkę, ponieważ kluby te w przeszłości gromadziły na stadionach dziesiątki tysięcy kibiców, co z pewnością będzie miało znaczny wpływ na promocję i rozwój poszczególnych ekip oraz całej ligi. Oprócz tego między ELF a stacją ProSiebenMaxx oraz platformą ran.de zostały podpisane umowy, dzięki którym już teraz oficjalnie wiemy, że mecze europejskiej superligi będziemy mogli oglądać na żywo w telewizji oraz internecie, a poza tym władze ELF poinformowały kilka dni temu, że liga będzie miała swoich partnerów telewizyjnych również w Polsce i Hiszpanii. Ogłoszono również, że bilety na spotkania drużyn ELF będzie można zakupić za pomocą platformy Ticketmaster, czyli światowego lidera tej branży. Nieoficjalnie wiadomo również, że kolejnym partnerem ligi będzie firma Capelli Sport, która wyprodukuje jerseye meczowe dla każdej z ośmiu ekip. Warto też wspomnieć, że w ten weekend w Hamburgu odbywa się szkolenie sędziowskie, w którym udział biorą również polscy sędziowie stowarzyszeni w PSSFA.

Jeżeli chodzi o same drużyny, największe emocje wzbudził powrót legendarnych ekip Hamburg Sea Devils oraz Frankfurt Galaxy. Obie te drużyny bardzo prężnie działają i chętnie chwalą się swoimi poczynaniami w mediach społecznościowych. Wzmocnienia prezentowane przez kluby z Hamburga i Frankfurtu są naprawdę imponujące i zawierają również nazwiska z przeszłością w NFL. Skład drużyn oraz transfery jakich dokonały przeanalizujemy w osobnym artykule, ale niech ciekawostką będzie fakt, że ekipę Galaxy wzmocnili również dwaj byli zawodnicy Panthers Wrocław – Desmond Cooper i Benjamin Barnes. Warto zauważyć, że we Frankfurcie nadal funkcjonuje drużyna Universe, która zamierza rywalizować równolegle w GFL. Sea Devils są natomiast budowani w dużej mierze na bazie klubu Elmshorn Fighting Pirates, czyli zwycięzcy GFL2 w poprzednim sezonie. Dosyć nieprofesjonalnie wygląda jedynie fakt, że logo „Diabłów” to niemal niezmieniona darmowa grafika z serwisów stockowych.

Pierwszą potwierdzoną ekipą w ELF byli Stuttgart Scorpions. Sytuacja tej drużyny jest jednak nadal bardzo niejasna. Scorpions planują bowiem wystartować jednocześnie w niemieckiej GFL. W social mediach przez kilka miesięcy nie można było znaleźć żadnych informacji łączących Stuttgart z European League of Football, za to nie trudno trafić na newsy dotyczące startu w German Football League. Na domiar tego wszystkiego, zarządy zarówno ELF, jak i GFL stwierdziły, że niemożliwym jest występować w obu tych ligach jednocześnie z powodów cho

by kadrowych czy finansowych. W ostatnich dniach w sieci pojawiły się jednak informacje, że w ekipie Scorpions doszło do podziału, a head coach drużyny odejdzie ze stowarzyszenia, ponieważ ma stanąć na czele nowego klubu o zupełnie nowej nazwie z siedzibą również w Stuttgartcie, który wystąpi właśnie w European League of Football. Wiele osób zastanawia się jednak, czy potencjał tego regionu Niemiec jest wystarczający, by unieść ciężar dwóch drużyn, rywalizujących jednocześnie na tak wysokim poziomie. Nieoficjalnie mówi się jednak, że kilkunastu kluczowych zawodników Scorpions dołączy do nowoformowanej ekipy, a nazwę nowego klubu w stolicy Baden-Württemberg poznamy w ciągu najbliższych kilku dni.

Kolejnym członkiem ELF są Barcelona Dragons, którzy jeszcze do niedawna posługiwali się dosyć tajemniczą nazwą Gladiators Football. Gdy zarząd European League of Football poinformował o dołączeniu do ligi ósmej drużyny, wszystkich kibiców zelektryzowała informacja, że ma ona mieć siedzibę w hiszpańskiej Barcelonie. Nazwa tego miasta była konsekwentnie używana we wszystkich newsach dotyczących ELF. Problem jedynie w tym, że sami ówcześni Gladiators w swoich kanałach społecznościowych, a przede wszystkim w nazwie klubu, jak ognia unikali słowa „Barcelona”. Pojawiła się jedynie wzmianka o tym, że nowa ekipa ma być sukcesorem dawnych Barcelona Dragons, czyli jednego z klubów nieistniejącej już NFL Europe. Zastanawiający był jednak fakt, że ELF nabyło od NFL prawa do marki Dragons, ale nowa hiszpańska drużyna, w przeciwieństwie do Frankfurt Universe czy Hamburg Sea Devils, nie zechciała go używać. O co więc mogło chodzić? O to, że „Gladiatorzy” tak naprawdę po prostu nigdy nie mieli być drużyną z Barcelony. W momencie jednak gdy inne kluby ELF zaczęły lawinowo otrzymywać nazwy dawnych drużyn NFL Europe, również Gladiators zostali przemianowani na Barcelonę Dragons. Problem jedynie w tym, że „Smoki” nie będą rozgrywali swoich meczów w stolicy Katalonii, a w oddalonym o ponad 100 km Reus. To mniej więcej taka sytuacja, jak gdyby drużyna grająca w Radomiu miała w swojej nazwie Warszawę. Miejmy jednak nadzieję, że przydomek legendarnych „Smoków” pomoże w promocji drużyny, a ta w przyszłości przeniesie się do samej Barcelony. Zostawiając jednak nazewnictwo, Dragons jako klub wyglądają bardzo profesjonalnie. Hiszpanie zdołali już zorganizować dwa combine’y w Madrycie oraz Tarragonie, dzięki którym mogli zwerbować nowych zawodników oraz zdążyli już zaprezentować cały sztab trenerski nowej drużyny.

Kolejną ekipa, która miała wystąpić w ELF są German Knights 1367 Niedersachsen. To prawdopodobnie najdłuższa nazwa klubu w Europie i jednocześnie, również zdaniem większości kibiców, po prostu najgłupsza. To mniej więcej tak, jak gdyby drużyna z Wieliczki nazwała się Polish Knights 1410 Małopolska. Jakby tego było mało, data „1367” odnosi się do słynnej bitwy, w której sprzymierzone siły Dolnej Saksonii pokonały wojska Księstwa Brunszwickiego. W użyciu tej daty niektórzy obserwatorzy dopatrują się nierozsądnej zaczepki w stronę najlepszej drużyny w Niemczech – NewYorker Lions, która swoje mecze rozgrywa właśnie w położonym całkiem niedaleko Brunszwiku, a która to w przypadku sukcesu ELF może mocno ucierpieć. Zostawmy jednak nazewnictwo. Równie dużym strzałem w stopę okazało się też logo nowo formowanej drużyny. Wyszło na jaw bowiem, że znak rozpoznawczy ekipy z Dolnej Saksonii to nieudolna przeróbka grafiki, którą można kupić w serwisach stockowych za 24 dolary, a w internecie można znaleźć wiele, znacznie lepiej wykonanych znaków stworzonych na bazie owej grafiki. Drużyna „Niemieckich Rycerzy” formowana na bazie klubu Hildesheim Invaders miała rozgrywać swoje mecze w Hannoverze lub w satelickim Hildesheim. Miała, ponieważ jak się ostatnio okazało, klub ten nie wystąpi w inauguracyjnym sezonie rozgrywek European League of Football. W identycznej sytuacji znalazła się również drużyna Ingolstadt Praetorians. „Pretorianie”, utworzeni na bazie klubu Ingolstadt Dukes, tak samo jak German Knights byli przez kilka miesięcy promowani jako jedna z ośmiu ekip biorących udział w rozgrywkach ELF, a niedawno chwalili się nawet podpisaniem kontraktu z byłym zawodnikiem Baltimore Ravens – Christopherem Ezealą. Ogromnym zaskoczeniem była zatem informacja, że oba te kluby nie doszły do porozumienia z władzami ELF i nie wystartują w zbliżających się rozgrywkach, a oba opisywane ośrodki sportowe szybko ogłoszono pierwszymi ofiarami nowej ligi, ponieważ wcześniej przez lata stabilnie funkcjonowały w nich silne drużyny, biorące udział w rozgrywkach GFL.

Równocześnie jednak z informacjami o zakończeniu współpracy z German Knights 1367 Niedersachsen i Ingolstadt Praetorians otrzymaliśmy również wieści o zajęciu ich miejsca przez dwa nowe twory – Cologne Centurions, czyli kolejną ekipę z przeszłością w NFL Europe oraz zupełnie nową drużynę z Lipska – Leipzig Kings. Chwilę później ogłoszono również, że klub ze stolicy Niemiec otrzyma nazwę Berlin Thunder, pochodzącą również z dawnej NFL Europe. Wątpliwości jednak wzbudził fakt, że jeden z inwestorów drużyny z Berlina również wycofał się z rozmów z ELF, a w Kolonii funkcjonuje już drużyna GFL1 Cologne Crocodiles, która nie ma nic wspólnego z „Centaurami”. Osoby z niemieckiego środowiska futbolowego oznajmiły, że nic nie wiedzą o tych błyskawicznie ogłoszonych nowych klubach i żartowano, że poza nazwami i logo te ekipy po prostu jeszcze nie istnieją. Niezależnie jednak od tego, rzeczywiście można mieć wątpliwości czy w tak krótkim czasie w tych miastach uda się zbudować na tyle silne drużyny, żeby te mogły rywalizować z Panthers, Sea Devils czy Galaxy. Miejmy nadzieję, że tak, choć obecnie dyskusji w tym temacie nie ma końca. Napawający optymizmem jest fakt, że w ostatnich dniach wszystkie trzy nowe kluby ELF zaczęły przedstawiać swoje struktury, sztab trenerski oraz zawodników. Niestety tutaj również należy zauważyć, że loga wszystkich wspomnianych klubów są tradycyjnie mniej lub bardziej „podkradzione” z zasobów internetu, co pod względem PR wygląda bardzo kiepsko.

Nie będzie przesadą by stwierdzić, że w całym tym zamieszaniu najbardziej profesjonalnie wyglądają Panthers Wrocław. Polscy reprezentanci w European League of Football od lat konsekwentnie się rozwijają i w przeciwieństwie do drużyn z Niemiec nie muszą startować od przysłowiowego zera lub wywracać do góry nogami istniejących ośrodków. Taka stabilność z pewnością przynosi komfort pracy i pozwala ambitnie zapatrywać się na rywalizację w europejskiej superlidze. Od strony sportowej „Pantery” zaprezentowały do tej pory trzech zawodników z USA, którzy uzupełnią formację ataku wrocławskiego klubu. Z pewnością nie jest to jednak koniec wzmocnień mistrzów Polski, którzy najprawdopodobniej pozyskają nie tylko jeszcze jednego gracza z USA, ale również wartościowych zawodników z innych krajów Europy.

Rozwój European League of Football nie przebiega gładko, jednak powiedzieć, że przedsięwzięcie o tak wielkiej skali, budowane w tak krótkim czasie oraz przebiegające w okresie pandemii nie może być łatwe do zrealizowania to nie powiedzieć nic. Nawet jeżeli ELF osiągnie wszystkie cele, które są niezbędne do rozpoczęcia rozgrywek, plany włodarzy Europejskiej Ligi Futbolu mogą w każdej chwili zostać storpedowane przez obostrzenia dotyczące pandemii koronawirusa w poszczególnych krajach. Ciekawostką jest fakt, że obostrzenia wprowadzone niedawno we Francji uniemożliwiły rozegranie w tym roku sezonu tamtejszej ligi, czego skutkiem prawdopodobnie będą liczne francuskie wzmocnienia w klubach ELF. Również w naszym kraju przeprowadzenie treningów w najbliższym czasie może być utrudnione z powodu nowych przepisów. Nie pozostaje nam więc nic jak jedynie cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń i liczyć na to, że liga z udziałem mistrzów Polski w futbolu amerykańskim wystartuje zgodnie z planem.

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij