Fragment książki “Panthers Wrocław – Amerykański sen o potędze”

Prezentujemy fragment książki Piotra Bery “Panthers Wrocław – Amerykański sen o potędze”

Pierwszy sprzęt dla The Crew dotarł do Wrocławia aż z Holandii, z mieszczącego się pod granicą z Niemcami sklepu Forelle. Do transportu wynajęto przyczepkę, ale ta była tak przeładowana, że w drodze powrotnej pękła w niej oś; trzeba było zahaczyć o warsztat i wszystko przesunęło się o 24 godziny. Kaski i ochraniacze dotarły do Wrocławia w czwartek wieczorem. O mały włos sparing w Czechach zostałby odwołany.

W efekcie dopiero w piątek, dzień przed meczem, ekipa po raz pierwszy założyła kaski i ochraniacze. Sam trening na małym boisku ze sztuczną trawą przy ul. Lotniczej trwał krócej niż przewidywano, bowiem przeszło godzinę gracze dopasowywali sprzęt! Teraz każdy z nich ubrałby się w minutę z zamkniętymi oczami, ale za pierwszym razem trzeba się było nauczyć, gdzie włożyć daną wkładkę i jak skręcić kask. Zajęcia prowadził niemiecki szkoleniowiec Yves Thissen z zespołu Bochum Cadets, z doświadczeniem w juniorskiej reprezentacji Niemiec.

– Przeprowadziliśmy pierwszy profesjonalny trening, od rozgrzewki po ćwiczenia pozycyjne. Byliśmy niesamowicie podjarani, każdy walił kumpla w kasku, bo nikt nie bał się o zęby i głowę. Czuliśmy, że zaczynamy być futbolistami – uśmiecha się na to wspomnienie Jakub Niżewski.

Zdaniem Thissena gra przeciwko Czechom po jednym treningu w pełnym sprzęcie to było zachowanie na pograniczu szaleństwa. Liberec Highlanders byli nieporównywalnie bardziej doświadczeni – pierwszy finał futbolowej ligi u naszych południowych sąsiadów rozegrano już w 1994 roku!

– Futbol amerykański w pełnym sprzęcie to zupełnie inna dyscyplina. W ochraniaczach gorzej łapie się piłkę, a kask ogranicza pole widzenia – mówi Łysiak, który razem z Wydrowskim rywalizował wówczas o miejsce pierwszego rozgrywającego.

Kaski były jednak najmniejszym problemem. Grając oficjalny sparing, każda drużyna potrzebuje koszulek z numerami. O ile koszulki były (z drugiej ręki, siatkowane w odcieniu fioletu i purpury), to niestety – bez numerów! Na szczęście potrzeba jest matką wynalazków i kreatywności. Ktoś przyniósł wałek malarski, inny farbę do tekstyliów i z pomocą szablonu malowano numery na koszulkach. Tak przygotowani wrocławianie wybrali się do Liberca.

Specjalnie na mecz kontrolny z Highlanders „Załoga” przygotowała cztery zagrywki: po dwie w ataku i obronie. W dzisiejszych czasach playbooki drużyn polskiej ligi są znacznie grubsze i przypominają objętością książki kucharskie. Lowell Hussey był jednak spokojny. Cały czas powtarzał, że w ciągu kilku lat The Crew będą tak dobrzy, jak New England Patriots (trzykrotni zwycięzcy Super Bowl w latach 2001-2004), wielokrotnie też dodawał: „Wy macie Amerykanina, a Czesi nie potrafią grać”. Żeby dodać sobie odwagi i pewności siebie, gracze The Crew wypychali brzuch i getry szmatami. Paweł Wojcieszak przyklejał pod spodenkami do uda styropian do ocieplania budynków, inni wyczyścili z bandaży domowe apteczki i wrocławskie apteki. Wszystko po to, by zabezpieczyć się przed uderzeniami i przynajmniej wydawać się więksi i lepiej zbudowani. Czesi mieli odczuwać strach.

W pierwszej serii ofensywnej The Crew zatrzymali Czechów tajną formacją „Monster”, polegającą na ustawieniu dziewięciu lub dziesięciu zawodników na linii wznowienia akcji i zaledwie jednego lub dwóch w głębi pola. Wszyscy poza safeties szarżowali środkiem na gracza z piłką. Stosując analogię do piłki nożnej, to tak jakby wszyscy poza bramkarzem mieli atakować rywala w okolicach jego pola karnego. Skutki można sobie wyobrazić.

– Taktykę Lowella z tego meczu opisuje jedno słowo: „napierdalać” – przyznaje Górniak, który w tym meczu nie wystąpił, bowiem na treningu złamał palec.

Pomysł Husseya na ten mecz sprawdził się w pierwszej serii ofensywnej, gdy Czesi odkopywali piłkę. Byli zszokowani agresją Polaków – debiutantów, którzy sami nie wiedzieli, czego spodziewać się po rywalach. W ofensywie The Crew grali równie agresywnie. „Hydra” zakładała ustawienie trzech biegających zawodników (RB) obok rozgrywającego. Istniało pięć sposobów na zaatakowanie: trzy opcje biegowe i dwie podaniowe. Tych ostatnich nie było zbyt wiele, bo Wydrowski i Łysiak bali się rzucać, taktyka w ataku polegała więc na oddaniu piłki Kubie Juszczykowi. Na początku „Załoga” zdobyła nawet kilka pierwszych prób, ale później – cóż – skończyło się rumakowanie.

Highlanders nie byli drużyną z przypadku. W ich barwach grało kilku gości w kaskach ośmiokrotnych mistrzów Czech, Prague Panthers, a także gracze najstarszej drużyny w kraju – Prague Lions. Ten mecz szybko zamienił się w hardkorową szkołę przetrwania dla wrocławian. Highlanders zaczęli w ataku grać screeny (krótkie podanie na skrzydło pozwalające uniknąć szarży ze środka boiska). Pozostawiony na tyłach gracz ostatniej linii obrony, tzw. safety (odpowiednik stopera w piłce nożnej), nie był w stanie pokryć połowy boiska. Przewidywalne akcje biegowe w ataku też nie przynosiły żadnych skutków. Zaczęła się rzeź.

– W jednej z pierwszych akcji Kuba Juszczyk dostał takiego strzała kaskiem, że wpadł w zaspę poza linią boczną. Wyglądał jak mały żuczek, wystawały mu tylko nogi. Wyciągnęliśmy go, a ten rzęził i nie mógł oddychać. Problem w tym, że prawie wszystkie akcje polegały na oddawaniu do niego piłki! – wspomina Rafał Łysiak. „Łysy” sam podczas jednej z akcji został zdemolowany. Dostał potężne uderzenie kaskiem w klatkę piersiową, gdy sam próbował przebiec z piłką kilka jardów. Po chwili leżał bez tchu na sztucznej murawie, a mierzący prawie 2 metry Czech nachylił się nad nim i łamaną polszczyzną powiedział: „Nie biegaj tak wysoko, bo cię złamię”.

Uderzanie się w padach z kumplami na treningu to zupełnie co innego niż gra na poważnie z większymi, starszymi i obcymi facetami z innego kraju. Czesi chcieli The Crew spuścić łomot, odebrać ochotę do życia i udowodnić, że lepszym wyborem niż futbol byłyby szachy.

Recenzja autorstwa Halftime.pl – https://halftime.pl/futbolowy-wehikul-czasu/

Wywiad z Piotrem Berą – https://halftime.pl/ta-publikacja-chce-utorowac-droge-innym-wywiad-z-piotrem-bera-tworca-ksiazki-panthers-wroclaw-amerykanski-sen-o-potedze/

Przedsprzedaż wydawnictwa prowadzi księgarnia sportowa Labotiga.pl – http://bit.ly/SenOPotedze

Comments (1)

  1. Wloczykij

    zachęciliście mnie do zakupu tej książki 🙂

Leave a Reply