Gdyński start LFA nie przyniósł niespodzianki, Jastrzębie lepsze od Sokołów

Seahawks Gdynia udanie rozpoczęli sezon 2018. Aktualni wicemistrzowie pokonali przed własną publicznością 40:14 Tychy Falcons w starciu inaugurującym rozgrywki Ligi Futbolu Amerykańskiego.

Obiecujący początek notowali jednak goście ze Śląska. Debiutujący w niebieskich barwach Terrence Shambry II w pierwszej kwarcie posłał dokładne, niemal 30-jardowe podanie, które w polu punktowym złapał Paweł Wojciechowski. Po udanym jednopunktowym podwyższeniu przyjezdni prowadzili więc w pierwszej kwarcie 7:0. Mimo przyłożenia Jakuba Mazana z tej samej odsłony spotkania, na pierwszą przerwę między kwartami, to tyszanie schodzili z minimalnym prowadzeniem. Próba dwupunktowego podwyższenia nie powiodła się bowiem „Jastrzębiom”. Po zmianie stron gra toczyła się już jednak po myśli gospodarzy. Celnymi długimi podaniami popisywał się Joseph Bradley, który w drugiej kwarcie zdołał wypatrzyć Pawła Henicza, a temu nie pozostało nic innego, jak tylko wyprowadzić Seahawks na prowadzenie, łapiąc futbolówkę w endzone. Wide receiver nie pomógł jednak przy podwyższeniu. 22-latek popełnił błąd przy snapie, w wyniku czego wypuścił piłkę z rąk i Przemysław Portalski nie otrzymał okazji kopnięcia na bramkę. Mimo wszystko to gospodarze schodzili do szatni z 5-punktowym prowadzeniem.

Trzecia kwarta zdecydowanie należała do gdynian. Ponownie świetnie zafunkcjonował duet Joseph Bradley – Jakub Mazan. Po 26-jardowej akcji podaniowej gwiazdorów zespołu Macieja Cetnerowskiego, reprezentant Polski po raz drugi zapisał się na liście punktujących. Wreszcie okazję do oddania kopnięcia na bramkę miał Portalski, który nie zawiódł i „Jastrzębie” po jego podwyższeniu prowadziły 19:7. Amerykański rozgrywający, który z dobrej strony pokazał się już w poprzednim sezonie, w sobotnie popołudnie był bez dwóch zdań wiodącą postacią gospodarzy. Docenili go też nasi czytelnicy, wybierając MVP meczu przeciwko Falcons. Bradley w trzeciej kwarcie po raz drugi precyzyjnym podaniem obsłużył również Pawła Henicza, co w połączeniu z celnym kopnięciem Przemysława Portalskiego dało aktualnym wicemistrzom 19-punktową przewagę przed ostatnią kwartą. Mimo porażki, obiecujący debiut w barwach „Sokołów” zaliczył Terrence Shambry II. 20-latek w czwartej części gry 35-jardowym podaniem obsłużył Zbigniewa Szrejbera, a ten zmniejszył stratę przyjezdnych. Ponownie udało się również skromnie podwyższyć. Na nieszczęście Falcons, gospodarze nie zamierzali kończyć punktowania. Pierwsze w tym sezonie przyłożenie po akcji biegowej zanotował Jan Domagała, któremu wystarczyło przebycie dokładnie 2,5 jarda. Nie minęło wiele czasu, a Seahawks cieszyli się z kolejnego touchdownu. Tyszanie zgubili piłkę przy akcji powrotnej, w wyniku czego błyskawicznie do ataku powrócili gospodarze. Po 20-jardowym biegu środkiem, w polu punktowym zameldował się Dariusz Pepliński. Końcowy rezultat na 40:14 ustalił bezbłędny tego dnia przy podwyższeniach Przemysław Portalski.

Rozpoczęliśmy bardzo ospale w obronie, co skutkowało nie tylko tym, że zaczęliśmy mecz od przegrywania 0:7, ale też trzymało naszą formację długo na boisku. Nasz atak dostał piłkę w pierwszej połowie tylko dwa razy. W meczu zamieniliśmy 7 posiadań piłki na 6 przyłożeń, więc trudno czepiać się naszego ataku, jednak w obronie musimy być skuteczniejsi w zatrzymywaniu zarówno podań, jak biegów. Pierwsze mecze zawsze bywają trudne – ocenił postawę swojego zespołu trener główny Seahawks Gdynia, Maciej Cetnerowski.

Z pewnością nie jest to wymarzony start sezonu, 11-godzinna podróż w tragicznych warunkach atmosferycznych na pewno nie pomogła w koncentracji przed meczem. Z całego serca dziękuję zawodnikom i trenerom Seahawks Gdynia za to, że podjechali po naszych zawodników pod hotel, ponieważ nasz kierowca nie mógł ruszać się z miejsca z uwagi na panujące przepisy. Co do meczu – pierwsza połowa wyglądała w ofensywie dobrze, graliśmy dynamicznie i zgodnie z założeniami, jednak Seahawks byli bezlitośni w ataku, zarówno w pierwszej jak i drugiej połowie wykańczali każdy drive przyłożeniem. To jest właśnie to, co musimy poprawić – grę w obronie… Nie da się wygrać jakiegokolwiek meczu, gdy przeciwnik zostaje wpuszczony do naszego endzone za każdym razem, kiedy posiada piłkę. W ataku zabiły nas kary, jak udało się przetransportować piłkę pod strefę punktową przeciwnika, żółta flaga cofała nas o 15 lub 10 jardów. Czeka nas teraz mecz z Panthers Wrocław. Jeśli chce się być mistrzem, należy pokonać mistrza, dlatego do niedzieli obrona musi skupić się na zatrzymywaniu przeciwnika, a atak na samodyscyplinie i opanowaniu – powiedział z kolei Daniel Jagodziński, ofensywny liniowy Tychy Falcons.

Skrót spotkania

statystyki meczowe dostępne na stronie LFA

autor: Mariusz Kańkows foto: Jacek Stańczak

Leave a Reply

Translate »