Jak wypada LFA na tle historii i innych lig europejskich?

Liga Futbolu Amerykańskiego już za parę dni rozpocznie swój drugi sezon. W poniższym artykule chcieliśmy sprawdzić jak LFA poradziła sobie w pierwszym roku swojego istnienia i jak wypada w porównaniu z poprzednimi sezonami na polskim podwórku oraz z innymi ligami w Europie. Przyjrzymy się tutaj konkurencyjności klubów, ich ilości w lidze oraz systemowi rozgrywek. Zobaczymy też jak wygląda futbol w innych zakątkach Europy.

Zacznijmy od porównania sezonu 2018 w LFA do poprzednich sezonów rozegranych jeszcze w ramach PLFA. Przypomnijmy dla mniej wtajemniczonych kibiców, że rozgrywki futbolu amerykańskiego w Polsce toczą się od 2006 roku. W porównaniu uwzględniliśmy jednak sezony 2012-2018, czyli skupimy się raczej na „nowożytnej” historii futbolu – od utworzenia Topligi i rozegrania finałów na Stadionie Narodowym w Warszawie. Pod uwagę wzięliśmy techniczne aspekty ligi, takie jak ilość drużyn, ogólna ilość meczów, ilość meczów rozegranych przez każdą drużynę, ilość wyrównanych spotkań oraz tzw. blowoutów.

Na potrzeby artykułu przeanalizowaliśmy wyniki meczów z poszczególnych sezonów i podzieliliśmy je na mecze „wyrównane” – czyli zakończone różnicą mniejszą niż 21 punktów oraz blowouty – mecze zakończone różnicą co najmniej 22 punktów. Można twierdzić, że 21 pkt to zbyt duży próg, by móc uznawać mecz za wyrównany, jednak wiele meczów zakończonych wyższymi wynikami śmiało można nazwać ciekawymi (mecze, w których wynik jest ciasny przez trzy kwarty, a dopiero w końcówce meczu albo drugiej połowie zostaje zdecydowanie rozstrzygnięty, np. Superfinał Panthers – Seahawks 55:21 albo mecz Lowlanders – Panthers 27:62), dlatego uważam, że ta granica stanowi dobry punkt podparcia.

System rozgrywek, z którym mieliśmy do czynienia w poprzednich sezonach zupełnie różni się od tego, z czym możemy spotkać się w LFA. W rozgrywkach PLFA nie mieliśmy do czynienia z podziałem na grupy (z wyjątkiem sezonu 2013), a ilość drużyn w stosunku do LFA była znacznie mniejsza. Ich liczba zmieniała się na przestrzeni lat, ale oscylowała w granicach 6-8 zespołów. Co więcej, drużyny z niższej ligi wcale nie kwapiły się, żeby awansować do Topligi, ponieważ wiązało się to z ogromnym przeskokiem poziomu sportowego. Skutkiem tego przeskoku był często sezon pełen porażek w najwyższej klasie rozgrywkowej, który dla drużyn okazywał się po prostu zabójczy. Warto dodać, że kluby rywalizujące w Toplidze rozgrywały na przestrzeni lat coraz mniej spotkań. W latach 2012-2015 każda drużyna zagrała dziesięć meczów w sezonie zasadniczym, w 2016 osiem, a w 2017 już tylko sześć. Smutnym zjawiskiem była też przeważająca ilość blowoutów czyli jednostronnych meczów, kończących się zazwyczaj wynikiem typu 50-0. Pod względem marketingowym, liga składająca się z małej ilości drużyn, które rozgrywają małą ilość meczów i to do tego takich, które najczęściej kończą się blowoutami, nie mogła być zbytnio atrakcyjna.

W czasie gdy LFA dopiero się formowała i pojawiały się pierwsze informacje o nowym tworze, oprócz pozytywnych opinii, spotkać można się było również z negatywnymi głosami. Niektórzy twierdzili, że rozszerzenie ligi sprawi, że prawie każdy mecz będzie kończył się pogromem. Otóż gdy przyjrzymy się statystykom, zobaczymy zupełnie inną prawidłowość. Sezon 2018 w LFA był pierwszym sezonem w najnowszej historii futbolu, w którym meczów wyrównanych było więcej niż blowoutów! Pokazuje to, że zmiana systemu rozgrywek oraz rozszerzenie ligi wraz z odpowiednim zbalansowaniem grup przyniosły świetne rezultaty. Rozszerzenie ligi wiąże się również naturalnie z tym, że większa ilość miast bezpośrednio rywalizuje o mistrzostwo Polski. To z kolei pomaga promować ligę jako produkt „globalnie”, a nie tylko w kilku ośrodkach jak to miało miejsce do tej pory. Zaciąg słabszych drużyn do najwyższej klasy rozgrywkowej spowodował, że mamy więcej ciekawych spotkań w środku tabeli i teoretycznie słabsze zespoły nie są już skazane na ciągłą rywalizację z futbolowymi potentatami. W związku z tym wydaje się, że kluby z LFA2 wreszcie autentycznie są zainteresowane awansem do najwyższej klasy rozgrywkowej i nie uznają tego za przykry obowiązek.

W nadchodzącym sezonie możemy spodziewać się jeszcze lepszych statystyk. Drużyny łączą się ze sobą, pojawiają się nowi sponsorzy, rozwija się infrastruktura, przybywa kibiców, a poziom sportowy rośnie. Cały czas widać rozwój, więc możemy być wyłącznie optymistami.

Jeśli chodzi o europejskie podwórko, LFA wypada całkiem nieźle. Pod uwagę wzięliśmy tutaj te same czynniki co w przypadku porównania z PLFA, ale przyjrzymy się też temu jak futbol wygląda w danych krajach. Przeanalizowaliśmy wyniki w sezonie 2018 z czterech silniejszych lig (niemiecka, austriacka, włoska i francuska) oraz czterech słabszych (hiszpańska, czeska, serbska, ukraińska).

Okazuje się, że w każdej z bardziej rozwiniętych lig mamy do czynienia z większą ilością meczów wyrównanych niż blowoutów. Tendencja jest odwrotna w ligach słabszych, gdzie przeważa liczba blowoutów. Biorąc pod uwagę to kryterium, śmiało możemy widzieć się w gronie tych lepszych. Jeśli chodzi natomiast o ilość rozegranych meczów to wypadamy dość słabo. W większości europejskich lig, drużyny rozgrywają w sezonie zasadniczym dziesięć spotkań. U nas każdy klub rozegrał osiem. Wyjątkiem są tutaj Niemcy, jednak ta liga znacząco różni się od innych europejskich rozgrywek. W sezonie 2019 w LFA każda drużyna ponownie rozegra osiem spotkań w sezonie regularnym, a ponadto sezon został skrócony do trzech miesięcy. Pojawiają się opinie, że przez tak krótki sezon ciężko zainteresować sponsorów oraz kibiców. Istotnie, powinniśmy dążyć do większej ilości meczów oraz wydłużenia sezonu, jednak trzeba pamiętać, że wiąże się to z kolejnymi kosztami. W Europie wyróżniamy się też dużą ilością zespołów w lidze. Właściwie jest ich więcej tylko w Niemczech i Hiszpanii i mam tu na myśli wszystkie ligi w Europie, a nie tylko te analizowane artykule. Przyjrzyjmy się teraz każdej z tych lig z osobna:

  • Niemcy (GFL) 

Zdecydowanie najsilniejsza liga futbolu amerykańskiego w Europie i właściwie jedyna, którą można nazwać półprofesjonalną. GFL1 jest podzielone na dwie grupy po osiem zespołów. Każdy zespół gra mecz i rewanż z drużynami ze swojej grupy. Po cztery najlepsze ekipy awansują do fazy playoff, w której rozgrywane są ćwierćfinały, półfinały oraz finał (German Bowl). Daje to łącznie 123 mecze w sezonie, co jest liczbą nieosiągalną dla żadnej innej ligi na naszym kontynencie. Jeśli chodzi o konkurencyjność zespołów, to także zdecydowanie najciekawsza liga w Europie. Generalnie obie grupy wyglądają sportowo tak, że nawet drużyny, które na koniec zajmują szóste miejsca w grupie są w stanie realnie rywalizować z finalnie najlepszymi ekipami w kraju. Jest to więc jedyna liga w Europie, w której rozgrywanie ćwierćfinałów ma sens. Minusem systemu rozgrywek w GFL jest to, że obie grupy co roku wyglądają praktycznie tak samo (prócz ewentualnych beniaminków), a co za tym idzie, większość drużyn z obu grup w ogóle ze sobą nie zagra lub zagra tylko raz w fazie playoff. Kolejną rzeczą na którą warto tutaj zwrócić uwagę są przepisy dotyczące zawodników zza granicy. Każdy klub może mieć w składzie 6-8 tzw. „importów” (graczy z USA) oraz nieograniczoną liczbę zawodników z Europy. Ta zasada budzi jednak kontrowersje, ale nie będziemy tutaj dyskutować nad tym czy jest ona korzystna czy nie. Jednak to właśnie przez ten przepis nie widzimy niemieckich klubów w międzynarodowych rozgrywkach ECTC (futbolowa liga mistrzów), w których występują m.in. Panthers Wrocław. Niemieckie kluby musiałyby zrezygnować z części swoich importów i dostosować drużynę specjalnie pod klubowe mistrzostwa Europy. Z tego powodu podjęły decyzję, aby niestety jednak w nich nie uczestniczyć.

  • Austria (AFL)

W lidze austriackiej co roku rywalizuje osiem zespołów, które w sezonie zasadniczym rozgrywają ze sobą dziesięć spotkań. Faza playoff podobnie jak w LFA rozpoczyna się od rundy dzikich kart (mecze drużyn z miejsc 6-3). Ciekawą rzeczą jeśli chodzi o AFL jest to, że co roku występują w niej drużyny z zagranicy. W zeszłym sezonie mieliśmy tutaj ekipę Ljubljana Silverhawks ze Słowenii oraz Bratislava Monarchs ze Słowacji. Monarchs spadli jednak do niższej klasy rozgrywkowej, ale na ich miejsce w sezonie 2019 wskoczą mistrzowie Czech – Prague Black Panthers. Drużyny te nie chcą rywalizować w granicach swoich państw, ponieważ nie mają konkurencji na krajowym podwórku, a odległości które dzielą ich od klubów w Austrii są niewielkie. Zaciąg z krajów sąsiedzkich sprawia, że ilość wyrównanych meczów w AFL jest dość wysoka, a w spotkaniach, nawet tych kończących się blowoutami, z obu stron pada często ogromna ilość punktów.

  • Włochy (IFL)

W sezonie 2018 w lidze włoskiej wystąpiło dziesięć zespołów, które zagrały ze sobą dziesięć spotkań w sezonie regualarnym – po jednym meczu z każdą drużyną z ligi oraz jeden rewanż z drużyną na podobnym poziomie. Liczba wyrównanych meczów jest duża, jednak bardzo często były to różnice około 20-punktowe. Warto powiedzieć, że to właśnie mistrza Włoch – Seamen Milano pokonali Panthers Wrocław w finale European Champions League (40-37).

  • Francja (Championnat Elite)

W poprzednim sezonie we Francji zagrało osiem drużyn, które rozegrały dziesięć meczów w rundzie zasadniczej – po jednym z każdą drużyną oraz trzy rewanże z klubami z najbliżej położonych miast. Cztery najlepsze kluby awansowały do fazy playoff. Championnat Elite to rozgrywki na dość wysokim poziomie i całkiem wyrównane. W sezonie 2019 liga francuska została podzielona na dwie grupy, składające się z sześciu drużyn każda. Ekipy zagrają ze soba mecz i rewanż w grupie, ale nie zobaczymy spotkań międzygrupowych, więc obecny mistrz i wicemistrz nie spotkają się przed fazą playoff. Warto tutaj przypomnieć, że podczas The World Games reprezentacja Polski przegrała z kadrą Francji 2-28.

  • Hiszpania (LNFA)

Liga hiszpańska to bardzo jaskrawy przykład źle zbalansowanych rozgrywek. LNFA Serie A w sezonie 2018 została rozszerzona do 14 zespołów i podzielona na trzy grupy. Przed startem sezonu jedna z ekip wycofała się z rozgrywek, dlatego mieliśmy tutaj do czynienia z dwoma grupami pięciodrużynowymi i jedną grupą czterodrużynową, w ramach których zespoły zagrały ze sobą mecz i rewanż. Rozbudowany system playoff składał się z rundy dzikich kart, ćwierćfinałów, półfinałów i oczywiście finału (aż 12 drużyn wzięło udział w fazie playoff!). Skutek? 44 z 63 meczów zakończone blowoutami… To daje 70% i jest najgorszym współczynnikiem w ligach branych pod uwagę. Liga hiszpańska startuje bardzo wcześnie, dlatego w bieżącym sezonie ma za sobą już sześć kolejek. Do tej pory rozegrano 36 meczów, a aż 28 z nich zakończyło się blowoutami (78%).

  • Czechy (Bitters Liga)

Często lubimy porównywać się z ligą czeską, ponieważ w czasie gdy futbol amerykański w Polsce dopiero sie pojawiał, Czesi od lat prowadzili już swoje rozgrywki, w których zresztą występowały polskie zespoły. W zeszłym sezonie w Czechach wystąpiło siedem drużyn, które w sezonie regularnym rozegrały po dziesięć spotkań, a następnie cztery najlepsze ekipy awansowały do fazy playoff. Liga została zdominowana przez Prague Black Panthers, którzy w 2019 wystąpią jednak w lidze austriackiej, która jest bardziej konkurencyjna. W sezonie 2019 Bitter Liga została podzielona na dwie grupy po cztery drużyny, a nieobecność mistrza Czech na pewno sprawi, że będzie ona bardziej wyrównana. Niestety jest to równanie w dół i śmiało można powiedzieć, że pod względem sportowym już dawno przegoniliśmy naszych południowych sąsiadów.

  • Serbia (SPORT KLUB Prva liga)

W najwyższej klasie rozgrywkowej w Serbii gra osiem drużyn, które rozgrywają ze sobą po jednym spotkaniu w rundzie zasadniczej. Podobnie jak w LFA rozgrywają następnie rundę wildcards, półfinały i finały. Niestety ilość blowoutów jest dość wysoka. Dwie najlepsze drużyny z Serbii regularnie występują w europejskich turniejach, są to Kragujevac Wild Boars, którzy w tym roku zmierzą się z Panthers Wrocław oraz SBB Vukovi Belgrad, którzy w zeszłym sezonie okazali się nieznacznie lepsi od Seahawks Gdynia w finale CEFL Cup.

  • Ukraina (ULAF)

Na koniec liga naszych wschodnich sąsiadów. Liga ukraińska to ciekawy przypadek, bo znajduje się na podobnym poziomie rozwoju, co PLFA dziesięć lat temu. Występuje w niej 11 drużyn, podzielonych na dwie grupy (tutaj to po prostu konieczność, ponieważ odległości między klubami na Ukrainie są bardzo duże). Również w ULAF mamy wildcards, półfinały i finał, ale rozgrywany jest również mecz o 3. miejsce, co jest w Europie rzadkością (a szkoda). Poziom sportowy jest jednak dość niski, a blowoutów sporo. Jakiś czas temu wicemistrz Ukrainy Lviv Lions w sparingu nieznacznie pokonał naszych drugoligowych Tytanów Lublin. Ciekawostką jest też to, że drużyna Kyiv Capitals w sezonie 2019 wystąpi w lidze węgierskiej, a wszystkie mecze rozegra na wyjeździe, co będzie nie lada wyzwaniem, ponieważ Kijów od Budapesztu dzieli blisko 1200 km.

Pod względem poziomu sportowego i konkurencyjności, do Austriaków i Niemców jeszcze nam trochę brakuje. Już teraz jednak możemy mówić, że LFA należy do czołowych lig w Europie, co jakiś czas temu potwierdził serwis thepodyum.com, umieszczając LFA w jednym rzędzie z ligą francuska i duńską oraz uznając ją za bardziej wartościową od chociażby ligi włoskiej. Widzimy, że LFA obrała zdecydowanie dobry kierunek, a system rozgrywek został bardzo dobrze przemyślany. Możemy spodziewać się więc bardzo ciekawego sezonu 2019 i spokojnie patrzeć w przyszłość.

Filip Skalski

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij