LFA 9 SEZON ZASADNICZY 2020, TYDZIEŃ 1

W ubiegły weekend rozpoczęły się rozgrywki LFA9. W tym roku z powodu pandemii COVID- 19 wiele drużyn zdecydowało się na grę w rozwojowej lidze dziewięcioosobowej. Format rozgrywek obejmuje kilkanaście turniejów jednodniowych, w których weźmie udział 15 zespołów. Po zakończeniu turniejów w październiku, 8 najlepszych drużyn awansuje do ćwierćfinałów, w których będą walczyć o upragniony finał.

TURNIEJ W SZCZECINIE
29 sierpnia 2020

W Szczecinie Armada nie pozostawiła swoim przeciwnikom żadnych złudzeń. Dwie wygrane 22-14 z Armią Poznań oraz 42-0 z Barbarians Koszalin pokazały, jaką siłą dysponują zawodnicy ze Szczecina. Jeśli jednak posiada się w swoich szeregach takich zawodników jak Mateusz Dubicki, Marcin Kaim czy Jurek Wieczorek, którzy bez wątpienia mogliby być wzmocnieniem tak naprawdę każdej drużyny w LFA1, oraz 42 zawodników wpisanych do składu Armady, trudno się dziwić, że zespół ten jest uważany za faworyta tych rozgrywek. Szkoda, że nie udało się zapewnić transmisji z turnieju w Szczecinie. Trzecie spotkanie, pomiędzy Armią Poznań a Barbarians Koszalin zakończyło się pewnym zwycięstwem drużyny z Wielkopolski 27-7

TURNIEJ W LUBLINIE
29 sierpnia 2020

Tytani Lublin – Rhinos Wyszków
Tego samego dnia został także rozegrany turniej w Lublinie. Miejscowi Tytani gościli Warsaw Eagles oraz Rhinos Wyszków. W pierwszym spotkaniu, jak zresztą w całym turnieju od początku mieliśmy wiele emocji oraz ciekawych zagrywek. Jedną z nich z pewnością były pierwsze punkty zdobyte przez gospodarzy, czyli punt return z własnej połowy w pole punktowe przeciwników pod koniec pierwszej kwarty. W następnym posiadaniu Rhinos wyszli na prowadzenie, dzięki udanemu podwyższeniu i wynik nie zmienił się do końca pierwszej połowy – na tablicy mieliśmy 6-7 dla gości. Druga połowa rozpoczęła się świetnie dla gospodarzy. Wspaniałym, osiemdziesięciojardowym biegiem popisał się rozgrywający Tytanów Artur Czarnik, wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie. Dzięki udanemu podwyższeniu za dwa punkty gospodarze wygrywali 14-7. Tak jak w 2. kwarcie, zawodnicy gości odpowiedzieli podczas następnego posiadania. Dzięki świetnej grze biegowej RB Dominik Buczek zdobył przyłożenie i chwilę później mieliśmy remis. Czwarta kwarta należała do obu defensyw, jednak to defensywa gospodarzy zapewniła im wygraną kilka minut przed końcem. Nieporozumienie między QB a RB wykorzystał Michał Kusy, który podniósł piłkę z boiska i pobiegł z nią w pole punktowe przeciwnika. Końcowy wynik 20-14 dla Tytanów Lublin.

Rhinos Wyszków – Warsaw Eagles
Następne spotkanie odbyło się – niestety dla drużyny z Wyszkowa – po kilkunastominutowej przerwie, jednak po Rhinos nie widać było zmęczenia. Pierwszą kwartę można określić jako kwartę defensyw. Każda z nich zaliczyła po jednym przechwycie, równocześnie nie dając żadnej z ofensyw szansy na zdobycie punktów. W drugiej kwarcie obejrzeliśmy więcej ofensywnej gry. Posiadanie Rhinos rozpoczęli dalekim pięćdziesięciojardowym podaniem na teren defensywy Eagles. Rhinos poszli za ciosem i kilka akcji później, również dalekim podaniem, zdobyli prowadzenie oraz pierwsze punkty w meczu. Po pierwszej połowie mieliśmy wynik 7-0. W drugiej połowie jako pierwsi piłkę mieli Eagles i od razu wzięli się za odrabianie strat. Konsekwentnie przeprowadzony drive skończył się przyłożeniem podaniowym dla Eagles, jednak nie udało im się dobrze wykonać kopnięcia, przez co na tablicy wciąż widniał wynik 7-6. Kiedy mecz zbliżał się do końca odezwało się zmęczenie zawodników z Wyszkowa, czego skutkiem były błędy w ofensywie. Dwie straty rozgrywającego spowodowały przejęcie piłki w czwartej kwarcie. Tym razem drużyna z Warszawy wykorzystała okazję, ponownie podając w pole punktowe rywali. Udane dwupunktowe podwyższenie dało prowadzenie 14-7, pozostawiając rywalom mniej niż 2 minuty na odpowiedź. Jednak Rhinos odpowiedzieli już w pierwszej akcji swojej ofensywy. Piękne osiemdziesięciojardowe podanie w pole punktowe Eagles okazało się przyłożeniem. Niestety zawodnicy w Wyszkowa nie wyegzekwowali podwyższenia za dwa punkty, które dałoby im zwycięstwo, a całe spotkanie zakończyło się wynikiem 14-13 dla Warsaw Eagles.

Tytani Lublin – Warsaw Eagles
W ostatnim meczu również towarzyszyły emocje, jednak nie był on tak zacięty, jak dwa poprzednie. Eagles objęli prowadzenie już w pierwszej kwarcie, nie oddając go do końca meczu. Świetnie spisała się defensywa warszawiaków, nie pozwalając ofensywie Tytanów na zdobycie jakichkolwiek punktów. Tytani pokazywali przebłyski w ofensywie, szczególnie widoczny był ich rozgrywający Artur Czarnik, który notował świetne akcje biegowe. To jednak nie wystarczyło na defensywę Eagles, która zagrała wyborne spotkanie. Szczególnie w trzeciej kwarcie, kiedy niemal cały czas jej trwania ofensywa Tytanów spędziła na połowie przeciwników, którzy powstrzymywali nieustanne akcje gospodarzy, nie dopuszczając do zdobycia przez nich przyłożenia. Spotkanie zakończyło się wynikiem 20-0 dla Warsaw Eagles.

TURNIEJ W WAŁBRZYCHU
30 sierpnia 2020

Miners Wałbrzych – Wataha Zielona Góra
Wałbrzyszanie, zwłaszcza ich skrzydłowy Patryk Matkowski, zaczęli mecz z przytupem. Parę razy efektownie złapał piłkę, ale niestety żadna z tych akcji nie zakończyła się touchdownem. Po bezpunktowej pierwszej kwarcie nastąpiła druga, w której przyłożenie zdobyła Wataha, po podaniu Cezarego Szczesnego do Miłosza Krysika w sytuacji 3rd & Goal. Kolejny touchdown mieliśmy okazję zobaczyć w trzeciej kwarcie. Był to ładny toss do jednego z zawodników Zielonej Góry, który pognał lewym skrzydłem boiska do pola końcowego. Gospodarze, a w szczególności rozgrywający Mariusz Górecki, nie stracili wiary w siebie i w czwartej kwarcie starali się jak mogli. Jego świetne podanie otwarło drogę do przyłożenia Patryka Matkowskiego, który efektownie złapał piłkę w endzone. Niedługo trzeba było czekać na zdecydowaną odpowiedź Watahy, jaką był przepiękny bieg przez defensywę Tymoteusza Zieniewicza. Dopiero wtedy Górecki pokazał co potrafi. Dwukrotnie pobiegł z piłką niczym rasowy running back, a drugi run zakończył się dopiero w polu punktowym. Końcowy wynik to 18-12 dla gości.

Bielawa Owls – Wataha Zielona Góra
Znakomicie otworzyła mecz Bielawa, która w drugim posiadaniu zdobyła touchdown po przepięknym, ponadsześćdziesięciojardowym podaniu Pawła Sołtysiaka do Dawida Brzozowskiego. Zielona Góra wyrównała mecz w trzeciej kwarcie po akcji biegowej. Chwilę później Sowy ponownie objęły prowadzenie 12-6, po efektownym kilkudziesięciojardowym biegu Tomasza Dymkowskiego. Wataha oddała piłkę Tymoteuszowi Zieniewiczowi, który po raz kolejny z prędkością światła znalazł się w polu końcowym. Potem jeszcze raz zIelonogórzanie zdobyli przyłożenie po akcji biegowej. Udało im się także pomyślnie wykonać akcję na podwyższenie, czego efektem był wynik 20-12. Drugie zwycięstwo Zielonej Góry przypieczętował Paweł Pamięta przechwytem piłki w końcówce meczu.

Miners Wałbrzych – Bielawa Owls
To, co łączyło obie drużyny, to porażka z Zieloną Górą oraz Paweł Sołtysiak. Jest on jednocześnie trenerem Wałbrzychu oraz rozgrywającym Bielawy. Podobnie, jak w poprzednim meczu Górników, wyróżniali się Górecki i Matkowski. Właśnie oni zdobyli pierwszy touchdown spotkania. Górecki wykonał długie podanie do Matkowskiego, który dobiegł do endzone. Dwa punkty dodał znowu rozgrywający Miners, który wbiegł do pola wbijając się jak taran w defensywę. W drugiej kwarcie prowadzenie 12-8 przejęli zawodnicy Bielawy, którzy punktowali dwukrotnie. Drugie ukoronowali podwyższeniem za dwa punkty. W drugiej połowie swoją klasę znów pokazał Mariusz Górecki, przekraczając linię pola końcowego. Czwarta kwarta nie zdecydowała jednak o końcowym wyniku, bo touchdown Dawida Brzozowskiego na 20-14, choć wyprowadził ich na prowadzenie, to niedługo później Mariusz Górecki przypieczętował swój wyśmienity występ pięćdziesięciojardowym biegiem, niczym Michael Vick lub Lamar Jackson (jak kto woli)! Po dwóch dogrywkach wygrali gospodarze, dzięki przyłożeniu Dawida Jędrasika. Takim oto sposobem przegrany Paweł Sołtysiak wygrał mecz 26-20.

PODSUMOWANIE

Czekając na pozostałe mecze LFA9 można przyjrzeć się tabeli.

Dla spragnionych sportowych wydarzeń kibiców wszystkie trzy turnieje były tym, czego pragnęli. Ciekawe mecze, które rozstrzygały się w końcówce, znakomite występy Mariusza Góreckiego, osiemdziesięciojardowy bieg Artura Czarnika oraz niezawodność biegowej ofensywy Watahy dostarczyły fanom LFA9 mnóstwo wyczekiwanych emocji i jedynie podsyciły ich apetyty na następne spotkania kolejnych drużyn w przyszłych turniejach.

Mikołaj Zając i Paweł Pindur, Field Goal Magazine

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij