LFA9 Podsumowanie Turniejów – week 5

27 września na poznańskim Golęcinie odbył się turniej z udziałem Armii, Watahy oraz Miners. Dla Poznaniaków był to powrót na boisko po miesięcznej przerwie. Natomiast w Gdańsku mieliśmy okazję oglądać zmagania miejscowych drużynę Białe Lwy Gdańsk oraz Angels Toruń i Barbarians Koszalin. Zapraszamy na podsumowanie rozgrywek LFA9

TURNIEJ W GDAŃSKU – 26 września 2020

Białe Lwy Gdańsk – Angels Toruń 46:0

Białe Lwy Gdańsk do pierwszego spotkania podchodziły z bilansem 2-2. Zwycięstwo w tym meczu zdecydowanie dodałoby skrzydeł. Już od pierwszej kwarty gospodarze dominowali na boisku. W swoim drugim posiadaniu w ofensywie pierwsze punkty dla gospodarzy długą akcją biegową zdobył Kamil Kowalik. Ofensywa gości nie była w stanie odpowiedzieć na świetnie dysponowaną defensywę gospodarzy. Drugie przyłożenie dla Gdańszczan po podaniu Kamila Kowalika zdobył Mateusz Dziekoński. Na początku drugiej kwarty, po kolejnym nieudanym w ofensywie posiadaniu Angels gospodarze ponownie zameldowali się w polu punktowym przeciwnika. Tym razem przyłożenie biegowe zdobył Daniel Mikuła. Pierwsza połowa spotkania zakończyła się wynikiem 20:0 na korzyść Białych Lwów Gdańsk. Druga połowa była pokazem dominacji gospodarzy. W ostatnich dwóch kwartach ofensywa gospodarzy dołożyła kolejne trzy przyłożenia oraz dwa podwyższenia za dwa punkty. Defensywa Lwów zagrała wspaniałe spotkanie, nie pozwalając gościom na zdobycie żadnych punktów. Białe Lwy Gdańsk wygrały spotkanie 42-0.

Fot: Jacek Stańczak – Juwel Fotografia

Angels Toruń – Barbarians Koszalin 22:8

Zawodnicy z Torunia po wysokiej porażce wychodzili na swoje ostatnie w tym sezonie spotkanie, zmotywowani, żeby zaliczyć w nim jedyne zwycięstwo. Już na początku pierwszej kwarty, kiedy piłkę mieli Barbarians, w pierwszej akcji defensywnej Angels udało się odzyskać piłkę. Zawodnicy z Torunia nie potrzebowali dużo czasu na zdobycie pierwszych punktów. Po kilku zagrywkach, w pole punktowe przeciwnika wbiegł Marek Kucharski. Ofensywa zawodników z Koszalina nie zdobyła żadnych punktów w pierwszej kwarcie, która zakończyła się wynikiem 6-0 dla Angels. Po długim posiadaniu piłki w drugiej kwarcie Barbarians zdobyli swoje pierwsze punkty w tym spotkaniu. W polu punktowym przeciwnika zameldował się Arkadiusz Kapsewicz. Pomyślnie za dwa punkty podwyższył rozgrywający Wojciech Wirkus co dało prowadzenie 8-6. Zawodnicy z Torunia wzięli sprawy w swoje ręce w kolejnym posiadaniu. Kolejne przyłożenie biegowe oraz skuteczne podwyższenie za dwa punkty zaliczył Marek Kucharski. Do końca połowy żadna z formacji obydwóch drużyn nie zdobyła punktów. Do przerwy Angels Toruń prowadzili 14-8. Początek drugiej połowy rozpoczął się od błędu Angels. Podanie rozgrywającego zostało przechwycone na połowie zawodników z Koszalina. Mimo dobrego posiadania w ofensywie i zdobycia wielu jardów, tuż przed polem punktowym Angels piłkę stracił Arek Kapsewicz. Zawodnicy z Koszalina pokazali się z dobrej strony w ofensywie, jednak nie potrafili już zdobyć punktów w tym meczu. Angels Toruń zdobyli jeszcze jedno przyłożenie, ustalając tym samym wynik spotkania na 22-8 na swoją korzyść.

Fot: Jacek Stańczak – Juwel Fotografia

Białe Lwy Gdańsk – Barbarians Koszalin 46:0

Gospodarze podchodzili do tego spotkania wypoczęci i głodni wygranej, która potwierdziłaby ich udział w fazie playoff. Już od początku pierwszej kwarty Lwy pokazywały swoją siłę. Pierwsze przyłożenie dla gospodarzy po podaniu złapał Sebastian Markiewicz, a za dwa punkty podwyższył Mateusz Frela. Pierwsza kwarta zakończyła się wynikiem 8-0. Zawodnikom z Koszalina dawało znać o sobie zmęczenie z poprzedniego meczu. Nie potrafili zdobyć punktów w kolejnym posiadaniu. Gospodarze natomiast odpowiedzieli szybko. Długim biegiem popisał się Mateusz Frela wbiegając w pole przeciwnika. Problemy Barbarians nie skończyły się przed przerwą. Piłkę rzuconą przez rozgrywającego z Koszalina przechwycił Łukasz Lutomski, zamieniając akcję powrotną na przyłożenie. Za dwa punkty podwyższył Mateusz Frela ustalając wynik połowy na 24-0 dla gospodarzy. Druga połowa była formalnością dla Lwów. Ofensywa Barbarians nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na zdecydowanie lepszą defensywę gospodarzy. Lwy dalej punktowały w trzeciej kwarcie. Kolejne przyłożenie dołożył Mateusz Frela oraz swoje pierwsze w tym spotkaniu Łukasz Mach. Dwa skuteczne kopnięcia zaliczył Jakub Nowak. W ostatniej kwarcie gospodarze dołożyli jeszcze jedno przyłożenie, którego autorem był Mateusz Dziekoński. Gdańszczanie, podobnie jak w pierwszej połowie, nie dali zdobyć przeciwko sobie żadnego punktu. Mecz zakończył się wynikiem 45-0 dla Białych Lwów Gdańsk, co zagwarantowało im udział w fazie playoff.

Fot: Jacek Stańczak – Juwel Fotografia

TURNIEJ W POZNANIU – 27 września 2020

Miners Wałbrzych – Wataha Zielona Góra 12:24

Wataha wygraną przypieczętowałaby swój bilet do playoffs. Dlatego też mecz rozpoczęli pełną parą. Dwudziestojardowy bieg Tymoteusza Zieniewicza, który skończył się w endzone oraz udana próba podwyższenia za dwa punkty dały im prowadzenie 8-0. Następnie Zieniewicz po raz kolejny pokazał się z dobrej strony i pobiegł aż 43 jardy do pola punktowego. Akcja biegowa na podwyższenie dała nam wynik 16-0. Potem dziewiętnastojardowy bieg na przyłożenie Przemysława Schołtuna oraz pomyślna akcja podwyższeniowa jeszcze bardziej wygórowały wynik, bo otrzymaliśmy rezultat 24-0. Dopiero wtedy Miners się zmobilizowali na tyle, że Mariusz Górecki wykonał dwudziestosześciojardowe podanie na touchdown, które złapał Jakub Tabaszewski. Wałbrzyszanie chcieli podwyższyć wynik akcją podaniową, lecz nie udało im się to. Mariusz Górecki jeszcze raz zdobył przyłożenie, tym razem podając do Dawida Jędrasika. Podanie na podwyższenie zostało przejęte przez rywali, którzy tym samym przypieczętowali swoją wygraną 24-12.

Armia Poznań – Wataha Zielona Góra 28:0

Po wygranej z Wałbrzychem Wataha musiała zmierzyć się z bardziej wymagającym przeciwnikiem w postaci Armii Poznań. Po stronie Armii wyróżniał się duet braci Gajewskich (Witold i Tomasz). Brali oni czynny udział w każdym z czterech przyłożeń Poznania. W pierwszym posiadaniu do pola końcowego przedarł się w akcji biegowej Tomasz Gajewski zdobywając 6 punktów dla swojej drużyny. Udane kopnięcie dało im prowadzenie 7-0. Po przejętym fumble’u rozgrywającego Watahy, Poznań wziął się za dalszą dominację. Witold Gajewski posłał trzydziestosiedmiojardowe podanie złapane przez jednego z poznańskich skrzydłowych. Pomyślnie wykonane kopnięcie powiększyło ich przewagę do czternastu punktów. Ponowna strata piłki przez quarterbacka Watahy dało Armii dobrą perspektywę na kolejne punkty. Witold Gajewski przebiegł 35 jardów w sytuacji 3rd&13, a potem jeszcze raz okazał swoje umiejętności biegowe i zdobył dwudziestojednojardowe przyłożenie otrzymując znakomity blog od swojego brata. Dobre kopnięcie i mamy 21 punktów. Witold Gajewski po raz kolejny zdobył touchdown w akcji typu QB sneak, i po raz kolejny mogliśmy zobaczyć udane kopnięcie, które ustaliło końcowy wynik meczu. Za chwilę mieliśmy okazję zobaczyć chyba największy zryw Watahy. Parę ładnych akcji biegowych Przemysława Schołtuna oraz ładne podanie doprowadziły zawodników z Zielonej Góry do goal line, lecz tam piłka została przejęta w ostatniej akcji pierwszej połowy. Druga połowa byłą po prostu pokazem wielu strat i była bezpunktowa, więc Armia mogła pochwalić się wygraną.

fot: Dawid Szafraniak

Armia Poznań – Miners Wałbrzych 33:7

Pierwsze punkty w tym starciu zdobyli bracia Gajewscy. Witold wykonał krótkie podanie, które złapał Tomasz i wbiegł do endzone przeciwnika, co dało nam rezultat 6-0. Mariusz Górecki, czyli quarterback Miners w odpowiedzi wykonał dwie bardzo dobre akcje biegowe. Najważniejszą była ta, która dała im remis na 6-6. Ten sam Górecki kopnął piłkę na podwyższenie i wyprowadził swój team na prowadzenie. Poznań nie pozwolił Wałbrzychowi długo cieszyć się nikłym prowadzenie i po chwili Witold Gajewski pobiegł 20 jardów, by zdobyć touchdown. Następnie wykonał podwyższenie biegowe i dał Armii prowadzenie 14-7. Po przechwyconym onside kicku Poznań kontynuował swoją walkę o punkty. Tym razem przyłożenie podaniowe dało nam rezultat 20-7. Po długiej bezpunktowej serii posiadań wreszcie Ivo Jakubowski złapał podanie Gajewskiego, które poskutkowało w siedemdziesięciopięciojardowy touchdown. Udało się kopnięcie na 27-7. Armia odprawiła rywali z kwitkiem zdobywając kolejne przyłożenie, które było „gwoździem do trumny”.

fot: Dawid Szafraniak

Mikołaj Zając i Paweł Pindur, Field Goal Magazine

Leave a Reply

Translate »