Podsumowanie meczu PFL2 Białe Lwy Gdańsk – Wieliczka Dragons

foto: Jacek Stańczak

W niedzielę na Gdańskim Stadionie Lekkoatletyki i Rugby przy Al. Grunwaldzkiej 244 doszło do meczu 8. kolejki PFL2 pomiędzy miejscowymi Białymi Lwami a Wieliczką Dragons. Smoki zwyciężyły 26:14, co jest ich pierwszym zwycięstwem w historii!

Pierwszy drive nie był udany dla gospodarzy, za to goście poradzili sobie znacznie lepiej i Matthew Meyer podaniami znajdował Yevheniya Yustmana oraz Rafała Pazika. Ten drugi złapał piłkę w polu punktowym dość niespodziewanie wyprowadzając na prowadzenie ekipę  Wieliczki. Defensywa Smoków prezentowała się naprawdę dobrze, nie dając zbyt wiele miejsca gdańszczanom. Ich drugą serię akcji ofensywnych zakończyli przejęciem piłki, a swoją własną puntem, ponieważ nie udało się zdobyć 10 jardów w czterech próbach.

Pomeczowa wypowiedź Rolfa Helersa (Wieliczka Dragons)

W pierwszej połowie przyjezdni dołożyli kolejne przyłożenie, a do tego jeszcze podwyższenie za dwa punkty, czym uzbierali więcej punktów niż we wszystkich swoich dotychczasowym meczach. Miejscowi mieli sporo problemów, popełniali dużo przewinień i przez to nie potrafili zbliżyć się do pola punktowego przeciwników. Białe Lwy dopiero w ostatnich minutach dotarły do red zone i niesieni dopingiem własnych kibiców zdobyli przyłożenie. Walkę w tej połowie przypłacili jednak stratą Macieja Ćwiklińskiego i Olafa Drozdowskiego, którzy ucierpieli podczas interwencji w defensywie. To jednak nie był koniec kłopotów gospodarzy, którzy zgubili krycie Kuby Kapuścińskiego i jeszcze przed przerwą stracili kolejne przyłożenie.

Miejscowi z pewnością mieli powody, by dostać w szatni burę od trenera. Ta chyba jednak nie odniosła skutku, bo gdańszczanie nadal ułatwiali grę rywalom. Wkrótce po niesportowym zachowaniu i karze 15 jardów Dragons, a dokładnie Oleksandr Melnychuk, wypracował czwarte przyłożenie dla zespołu z Wieliczki. Białe Lwy próbowały odrabiać straty, nieźle wyglądał ich kolejny drive. W czwartej próbie brakujące dwa jardy zdobył Mateusz Frela, ale wypuścił piłkę, tracąc ją na rzecz Smoków. Udało się ją jednak szybko odzyskać w okolicy połowy boiska.

Pomeczowa wypowiedź Dariusza Ankiewicza (Białe Lwy Gdańsk)

To zapoczątkowało akcję punktową gospodarzy, choć 15-jardową karą pomogli im trochę goście. Bezlitosny był Mateusz Frela, który wykorzystał to, przebiegł 12 jardów i wpadł w pole punktowe. Udane podwyższenie doprowadziło do wyniku 14:26, a więc różnicy dwóch posiadań. Miejscowi się rozkręcili, ale na zniwelowanie wyżej wspomnianej straty została im jedna kwarta. Walka trwała niemalże do końca, ale zbyt dużo strat notowali zawodnicy z Gdańska. Mnożyły się próby dalekich podań, lecz nie były one skuteczne i pierwszy triumf ekipy z Wieliczki stał się faktem!

W rundzie zasadniczej Białe Lwy Gdańsk zagrają jeszcze 19 czerwca na wyjeździe z Rockets Rzeszów. Wieliczka Dragons czekają zaś domowe starcia Z Miners Krause Wałbrzych (13 czerwca) i Hammers Łaziska Górne (19 czerwca).

Pomeczowa wypowiedź Szymona Romańskiego (Wieliczka Dragons)

Białe Lwy Gdańsk – Wieliczka Dragons 14:26 (0:6, 7:14, 7:6, 0:0)

I kwarta

0:6 – przyłożenie Rafała Pazika po 15-jardowej akcji po podaniu Matthew Meyera

II kwarta

0:14 – przyłożenie Rafała Pazika po 25-jardowej akcji po podaniu Matthew Meyera (podwyższenie za dwa punkty Oleksandr Melnychuk)

7:14 – przyłożenie Mateusza Freli po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jakub Nowak)

7:20 – przyłożenie Kuby Kapuścińskiego po 45-jardowej akcji po podaniu Matthew Meyera

III kwarta

7:26 – przyłożenie Oleksandra Melnychuka po 24-jardowej akcji biegowej

14:26 – przyłożenie Mateusza Freli po 12-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Jakub Nowak)

Relacja z meczu dostępna w naszym Centrum Meczowym

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij