PODSUMOWANIE MECZU PFL2: TYTANI LUBLIN VS. JAGUARS KĄTY WROCŁAWSKIE

Sobotnia rywalizacja pomiędzy Tytanami Lublin, a Jaguars Kąty Wrocławskie była pełna zwrotów akcji i zaserwowała kibicom wspaniałe widowisko. Po zaciętym pojedynku lepsi okazali się przyjezdni wygrywając 21:32, natomiast gospodarze, chociaż przegrali nie mają powodów do spuszczania głów.

Spotkanie rozpoczęło się bardzo dynamicznie i zaskakująco! Po świetnym kick-offie Tytani zmusili Jaguarów do rozpoczynania akcji na 20 jardzie i gdy zdawało się, że przyjezdni szybko się rozpędzą, Hubert Solarski #14 popisał się wspaniałym przechwytem i podciągnął  akcje drużyny na 10 jardów do pola punktowego Jagsów. W kolejnej próbie gospodarze nie poprzestali szturmu i zdobyli 6 punktów! Następnie bezpiecznym kopnięciem zainkasowali jeszcze jedno “oczko” i po 5 minutach gry cieszyć się mogli przewagą 7:0.  Drużyna z Kątów Wrocławskich nie pozostawała im dłużna, gdyż w kilka minut odrobili stratę. Przytomna gra i efektywne rajdy środkiem boiska, dały im możliwość w mgnieniu oka przeniesienie się pod end zone Tytanów, aby na koniec akcji QB zagrał podaniem do Jakuba Krakowiaka, który wleciał w pole punktowe rywali. Późniejszym kopnięciem między słupki zakończyli akcję, po której widniał wynik 7:7. Na tym jednak nie poprzestali. Narzucili swoje tempo gry na gospodarzy i chociaż Ci zaczynali z piłką to po kilku minutach ją stracili. Bardzo dobrze prezentował się od początku spotkania Michał Zięta- skrzydłowy Jaguars. Jagsi dynamiczną grą i trzeźwością umysłu wykorzystali błędy oponentów i tym samym zdobyli ponownie 7 punktów, co przełożyło się na 7:14, a pomimo chęci dalszego atakowania, to z takim wynikiem musieli zakończyć pierwszą kwartę.

Drugi fragment spotkania rozpoczęli okolicy pola Tytanów. Jaguary fantastycznym podaniem rozgrywającego do Stanisława Werstlera zaliczyli szarżę przyłożeniem, niestety dla nich, próba akcji przy podwyższeniu zakończyła się na niecelnym snapie i wynik prezentował się jedynie 7:20. W tym momencie Tytani spadli z nieba do piekła i musieli gonić sporą różnicę punktową. Gospodarze nie dali za wygraną i podjęli próbę odwrócenia wyniku. Podejmowali ryzyko niejednokrotnie, gdyż przykładowo, przy czwartej próbie nie decydowali się na wykopanie, tylko biegli przed siebie- co im się bardzo opłaciło. Ich QB- Hubert Tażbirek (który sezon rozpoczął jako Wide Receiver)- prezentował swój kunszt fenomenalnymi sprintami, a zbiegając do boku unikał bardzo skutecznie graczy chcących go zatrzymać. W sytuacjach kiedy boczne strefy boiska były lepiej kryte przez Jaguary, to reprezentanci Lublina prędko decydowali się na przebijanie formacji środkiem. Tym samym poprawiona gra gospodarzy zmierzała ku zdobyciu upragnionego przyłożenia. Chwilę później nastąpiło, a następujące po nim kopnięcie podniosło rezultat do 14:20. Problemów faworytów tego spotkania nie było końca. Niefortunnie nagromadzające się, kilku jardowe, kary nie pozwoliły im ułożyć gry oraz odczuwalny zaczynał być brak ich gwiazdy- Markusa Hodgesa, nominalnego rozgrywającego.  Rafał Rutowicz zastępujący go, sprawiał wrażenie coraz mniej pewnego, podstawą ku temu był wzrastający problem z decyzyjnością i spowalnianie gry. Tytani w końcówce również zebrali żniwo nieprzepisowej gry, gdyż w odległości zaledwie kilku jardów do pola punktowego przeciwnika, zostali cofnięci aż o 15 jardów i zaprzepaścili tym samym sobie szansę na wyrównanie. Wynik do przerwy 14:20.

Następna część sobotniej rywalizacji nie straciła na tempie. Jaguary, które atakowały wcześniej przede wszystkim środkiem zdecydowali się rozciągać defensywę rywala i szarżować skrzydłami. Po kilku minutach od rozpoczęcia i parciu przed siebie weszli z piłką do end zone. Bohaterem Dzikich Kotów ponownie był skrzydłowy- Michał Zięta. Licznik w tej akcji zastopował na 26 “oczkach”, próba rozegrania za 2 ptk. została zaprzepaszczona (ponownie) niecelnym podaniem. W trzeciej kwarcie dużo walki toczyło się w środkowej części boiska, częsta wymiana ciosów nie dawała okazji zbliżyć się do któregoś pola punktowego. Kilka niecelnych podań z obydwu stron skutkowało narastającą niechęcią do podejmowania kolejnych prób. Wyjątkowe komplikacje z narzuceniem swoich warunków gry mieli Tytani, którzy większość tej fazy meczu spędzili w formacji obronnej, która mimo tego, bardzo solidnie się prezentowała. Do końca zmiany stron boiska, rezultat pomiędzy Lublinem a Kątami Wrocławskimi nie uległ zmianie- 14:26.

Ostatni fragment boiskowych zmagań przebiegał dalej pod dyktando Jagsów. Drużyna z województwa lubelskiego próbowała ponownie wejść na poziom jaki prezentowała w drugiej kwarcie- bezskutecznie. Bardzo kosztownym błędem okazało się dotknięcie wykopanej przez gości piłki, gdyż Ci szybko ją odzyskali, zdobyli kilkadziesiąt jardów i przenieśli się pod end zone białych koszulek. Następna akcja po podaniu do Oskara Jochymka #15 zakończyła się zdobyczą punktową, 14:32. Następnie doszło do wymiany ciosów w środkowej strefie boiska, pierw przez nieporozumienie Tytani stracili piłkę na rzecz  Jaguarów, następnie popisali się ładnym przechwytem, po którym ambitnie gospodarze zaczęli nadrabiać dystans. Próba ta szybko zakończyła się na dalekich podaniach, które nie docierały do celu, z tego powodu, nie podejmując ryzyka zakończyli akcję wykopaniem piłki; po którym Jochymek fenomenalnie zdobył teren, do wysokości 50 jarda! Niestety flaga znajdująca się na murawie wskazała na wcześniejsze przewinienie i akcja została zawrócona na rozczarowujący ok. 10 yard. Tytani wykorzystali tę małą odległość od end zone, zamknęli na małej przestrzeni gospodarzy i zmusili do wybicia piłki oponentów. Gospodarze następnie skorzystali na niesportowym zachowaniu jednego z Jaguarów i znacząco zbliżyli się do pola punktowego. W najbliższych kilku próbach poświęcenie takich zawodników jak: Wójtowicza, Pomorskiego i Tażbirka zaowocowało wbiegnięciem tego ostatniego w strefę i przyłożeniem! Gospodarze ponownie punktowali! Grą do końca skradli serca swoich kibiców, do tego, zaraz po rozpoczęciu przez Jaguarów, obalili rywala, odzyskali piłkę i ponownie znaleźli się kilka kroków przed końcową linią. W pewnym momencie dzielił ich zaledwie jeden jard! Niestety kiedy było tak dobrze, musiało coś pójść nie tak i przez przewinienie, jakim było zaatakowanie dotykającego już kolanem ziemi rozgrywającego, zostali cofnięci dotkliwie o kilkanaście jardów. Sekundy później rywalizacja na stadionie lekkoatletycznym w Lublinie dobiegło końca, a po zaciekłym spotkaniu Jaguars Kąty Wrocławskie triumfowało 21:32.

Było kilka momentów gdzie mogliśmy odwrócić losy tego spotkania. Mimo przegranej wiemy że to był dobry mecz, chociaż walczyliśmy do końca zaciekle, to wiemy że mogliśmy zrobić to lepiej i wygrać. Nasz bardzo młody skład z każdym meczem w tym sezonie pokazywał coraz większe doświadczenie, zabrakło nam kilku doświadczonych zawodników, ale nie mamy kompleksów. Widzimy progres podczas całego sezonu.

Karol Sidorowski – Prezes Tytanów Lublin

Tym samym goście mogli cieszyć się z wygranej i ze zdobycia cennych punktów, przyspieszających ich drogę ku play-offom. Pomimo lekkiego wybrakowania w składzie dali radę świetnie się pokazać w Lublinie. Tytani zaś, nie powinni zbyt surowo się oceniać, postawili wyżej notowanemu,przeciwnikowi bardzo wysoką poprzeczkę i rozegrali wspaniałe zawody, w których ostatecznie byli niewiele gorsi.

Drużyna z Lublina postawiła nam wczoraj ciężkie warunki. Jestem jednak bardzo zadowolony z tego jak grali Jags. Nie dość że przyjechaliśmy w bardzo okrojonym składzie i złapaliśmy już na początku meczu kilka kontuzji to zawodnicy konsekwentnie realizowali plan meczowy i udało się wywieść 2 pkt z Lublina. Kilku nominalnych zmienników po otrzymaniu szansy bycia starterem stanęli na wysokości zadania i pewnie dalej będą walczyć o więcej minut na boisku.

Trener Jaguars Kąty Wrocławskie- Marcin Gawroniak

Translate »