Podsumowanie Polish Bowl XIV

Mecz na który wszyscy fani futbolu w Polsce czekali z zapartym tchem miał miejsce w ostatnią sobotę. Polish Bowl XIV był świetnym wydarzeniem, food trucki, występy cheerleaderek oraz dawka futbolu na najwyższym poziomie. W tym roku trofeum zmieniło właściciela i wróciło do Wrocławia. Panthers pokonali Lowlanders 28 do 14.

 Gorący dzień. Słóńce nagrzewa murawę stadionu olimpijskiego we Wrocławiu. Stres i wiele pytań. Czy Lowlanders obronią tytuł? Czy wrocławska klątwa jest prawdziwa? Niedługo pojawią się odpowiedzi. Rozpoczyna się Polish Bowl XIV!

 Spotkanie z początku było wyrównane. Świetna gra defensywna obu drużyn. Lowlanders stanęli na wysokości zadania i byli w stanie hamować najlepszą ofensywę w kraju kierowaną przez Tonyego Dawsona (MVP sezonu). W tym miejscu trzeba wspomnieć jak dużą różnicę na boisku robi Zachary Blair (najlepszy MLB sezonu). Z nim na czele białostocka defensywa wywierała wielką presję na rozgrywającym Panthers. Ofensywnie mecz po obu stronach wyglądał inaczej. Lowlanders korzystali głównie z gry biegowej oraz czerpali zyski z kar wymuszanych na przeciwnikach. W ten sposób Rex Dausin zdobył dla Ludzi z Nizin pierwsze przyłożenie, czym otworzyli oni wynik punktowy.

Panthers mieli z początku problem ze znalezieniem rytmu. Duża ilość przewinień hamuję każdą ofensywę. Jednak odpowiedzią na ten problem był Przemysław Banat (MVP Polish Bowl XIV), który złapał świetne podanie rozgrywającego i zameldował się z nim w polu punktowym. Na przerwę schodziliśmy z wynikiem 7 do 7.

 Po przerwie wrocławski klub wyglądał już zupełnie inaczej. Widać, że nie było dla nich innej opcji niż wygrać to spotkanie. Tony Dawson zdobył przyłożenie, pewnie podwyższone przez Piotra Gołackiego (najlepszy Kicker sezonu). Gospodarze wyszli na prowadzenie 14 do 7. Lowladers jednak oddali cios za cios i zdobyli przyłożenie po akcji powrotnej! Pantery nie odpuściły i zdobyły jeszcze dwa przyłożenia podaniowe: Benji Barnes oraz Kacper Fiedziuk. W przeciwieństwie do Panthers białostoczanie nie mogli odnaleźć swojej gry w drugiej połowie i musieli uznać wyższość przeciwników. W ten właśnie sposób mistrzostwo Polski wróciło do Wrocławia.

 Trzeba oddać zeszłorocznym mistrzom, że postawili twarde warunki. Wiele osób twierdziło, że zostaną “zjedzeni” przez Panthers. Jednak oni pokazali, że nie bez powodu rok temu wznosili trofum mistrza. To spotkanie pokazało, że mamy w naszym kraju wielkie futbolowe siły. Rozwijamy się w tej dyscyplinie niczym pędzący pociąg, a to wróży dobre czasy dla jajowatej piłki w Polsce.

“Z mojej strony można by podsumować ten finał w kilku krótkich słowach – 14 w Polsce, mój 11 i 6 mistrzostwo, Panthers przez ostatnie 4 lata z tylko jedna pechowa przegraną… Ale tyle to byłoby za mało, bo ten finał był naprawdę wyjątkowy pod wieloma względami. Pogoda dopisywała, organizacja znowu z kroczkiem w przód, a publiczność nie była już zbieranina przypadkowych osób tylko żywo reagującym organizmem na każdą akcję. Z naszej strony staraliśmy się zrobić wszystko, żeby zdominować przeciwnika tak jak się to udało z Seahawks w półfinale, ale Lowlanders jakoś nie mieli ochoty dać się zdominować, a przy świetnej grze obronnej w pierwszej połowie z obu stron i lekką nutą braku koncentracji w kluczowych momentach byliśmy świadkami bardzo wyrównanej batalii w pierwszej połowie. Ludzie z nizin świetnie odrobili pracę domową co nie było wielkim zaskoczeniem, bo to, że finały rządzą się swoimi prawami wiedział z nas każdy, a wielu się nie raz już o tym przekonało na własnej skórze. W połowie w szatni padły spokojne słowa, bo na panikę nie było miejsca… Był remis a my zaczynaliśmy druga połowę, do tego byłem przekonany, że to my zachowaliśmy dużo więcej mocy na resztę spotkania niż przeciwnik. I wcale się nie myliłem! OL lowlanders w połowie 3 kwarty to były zgliszcza tego co prezentowali w pierwszej połowie, a kilka poprawek ustawienia naszej obrony wymuszały odkopywanie piłki przez mistrzów Polski z 2018 roku. Na momentum przyszło nam długo czekać, bo kiedy już atak się rozkręcał to tracił piłkę. Kiedy mieliśmy już ją odzyskać, to się okazuje, że jeden z naszych nieświadomych zawodników dostał nią w głowę… a czas uciekał i wiedzieliśmy, że każdy play musi być dopieszczony. Na szczęście atak zaskoczył, a gdyby nie dość mocno kontrowersyjna akcja powrotna to byłoby dużo szybciej ” po meczu ” niż w połowie czwartej kwarty. W obronie czuliśmy, że prędzej nasz atak straci punkty niż my coś wpuścimy, bo czuliśmy, że ofensywa Lowlanders słabnie w oczach i nawet jeśli będą przesuwać “lizaki”, to w naszym EZ zagoszczenie tego dnia jednokrotnie po fali naszych błędów było już wystarczającym ukłonem w ich stronę. Lowlanders to bez wątpienia numer dwa naszego podwórka i mam nadzieję, że chłopaki pójdą za rok do Europy, bo czas najwyższy pokazać mistrzom innych krajów, że Polska to nie tylko Panthers Wrocław. Wiem co mówię, bo mam porównanie dosyć dobre z tego roku. Chciałbym z tego miejsca bardzo podziękować wszystkim kibicom, zarządowi i sponsorom a przede wszystkim naszym bliskim i mojej ukochanej, bo to oni najbardziej cierpią przez naszą miłość do tego sportu i są bohaterami o których się za mało wspomina.” – Kamil Ruta, Panthers Wrocław.

 Teraz czekają nas LFA2, LFA9 oraz JLFA, więc futbolowi fani będą mieli jeszcze co oglądać!

Leave a Reply