Nowy stadion przyniósł szczęście, Rhinos wygrywają w pierwszej kolejce LFA1

Ostatni sobotni mecz odbył się w Wyszkowie, gdzie kibice byli świadkami inauguracji nowego stadionu. Tamtejsi Rhinos mierzyli się z Olsztyn Lakers. Właśnie to starcie okazało się najbardziej wyrównaną potyczką w premierowej kolejce LFA1. „Nosorożce” okazały się lepsze o jedno przyłożenie od ekipy z Warmii, wygrywając 27:21.

Ubiegłoroczne starcia tych ekip były bardzo wyrównane, dlatego kibice spodziewali się bardzo wyrównanego spotkania. I trzeba przyznać, że wcale się nie zawiedli. Prowadzenie gospodarzom dał w pierwszej kwarcie Avery Neloms, którego w ostatnich dwóch sezonach mogliśmy oglądać w barwach Warsaw Dukes. Amerykański rozgrywający popisał się czterojardową akcją biegową. Próba podwyższenia za jeden punkt została zablokowana przez gości i Szymon Berbeć nie zdołał dodać do konta gospodarzy jednego punktu. Neloms miał tego dnia bardzo komfortową sytuację, bowiem ofensywni liniowi „Nosorożców” odegrali kluczową rolę w potyczce z „Jeziorowcami”. Quarterback gospodarzy miał więc bardzo dużo czasu na przemyślenie swego podania, co było widać w drugiej kwarcie, kiedy bardzo mądrze podał on do niemal niepilnowanego Michała Berbecia. Ten sam gracz tym razem udanie podwyższył i Rhinos prowadzili wówczas 13:0. Przyjezdni nie zamierzali jednak odpuszczać. W ich szeregach najlepszym graczem był bez dwóch zdań Przemysław Banat. To właśnie ten gracz zaliczył przyłożenie po około 40-jardowej akcji podaniowej z Lukiem Zetazate. Piotr Gołacki nie pomylił się z podwyższenia i zmniejszył stratę „Jeziorowców” do sześciu punktów. Gospodarze tego starcia chcieli jednak „odskoczyć” rywalowi, czego efektem było przyłożenie. Tym razem na listę punktujących wpisał się Cezary Banaszek oraz Michał Berbeć po podwyższeniu za jedno „oczko”. W jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy przyjezdni zdołali zmniejszyć stratę za sprawą touchdownu i jednopunktowego podwyższenia Gołackiego.

W drugiej połowie nadal błyszczał Przemysław Banat, co docenili również nasi czytelnicy, wybierając go MVP tej potyczki. Olsztynianie zaliczyli przyłożenie, które doprowadziło do remisu 20:20. Po celnym kopnięciu Gołackiego, to przyjezdni wyszli na minimalną przewagę, której jednak nie zdołali dotrzymać do końcowego gwizdka. Jeszcze w trzeciej kwarcie Szymon Berbeć zaliczył touchdown, odzyskując prowadzenie dla „Nosorożców”. Kopnięcie Michała Berbecia okazało się ponownie udane i mimo, że gościom wystarczyło „tylko” zdobyć przyłożenie i podwyższyć za jeden punkt, by wygrać, to sztuka ta jednak się nie powiodła. Mimo szans po obu stronach, ostatnie dwanaście minut nie przyniosło punktów, co oznaczało, że pełną pulę zgarnęli Rhinos Wyszków, otwierając nowy stadion zwycięstwem nad Olsztyn Lakers 27:21.

Inauguracja na plus z kilku powodów. Otwarcie nowego stadionu i w końcu świetne warunki, zarówno dla zawodników, jak i kibiców. Po drugie wygrana po ciężkim i bardzo wyrównanym. Po trzecie ilość błędów nie była tak duża, jak się obawialiśmy, ze względu na fakt, że ostatni mecz jaki rozegraliśmy, to spotkanie w czerwcu 2017 roku. Dlatego było to przetarcie w wielu aspektach pozytywne, ale nasza gra jest nadal bardzo daleka od poziomu, jaki jesteśmy w stanie prezentować. Jesteśmy wciąż młodą drużyną, w której szeregi co roku dochodzi kilkunastu nowych zawodników i oni potrzebują kilku lat, aby wejść na „jakiś” poziom. Mieliśmy zaledwie kilka treningów, chyba dokładnie siedem na dużym boisku, co wpływało dosyć poważnie na grę w formacjach specjalnych. Ale mamy w głowie plan na ten sezon i doskonale wiemy, że efekty nowego boiska będą widoczne najwcześniej w przyszłym sezonie. Dlatego robimy swoje i chcemy w każdym meczu tego sezonu zagrać do końca i pozostawić na boisku jak najwięcej serca – ocenił Piotr Wykowski, prezes Rhinos Wyszków.

Mecz został rozegrany w dość trudnych warunkach atmosferycznych. Ujemna temperatura i przenikliwy wiatr nie ułatwiały zadania zawodnikom obu drużyn. Mecz rozpoczęliśmy bardzo nerwowo, mam tu na myśli szczególnie rookies z linii ofensywnej, którzy w pierwszym drivie popełnili trzy proste błędy z rzędu – falstarty. Ujemne jardy wprowadziły spore zamieszanie w naszych szykach. Trener zdecydował się na szybkie zmiany w formacji OLine, wprowadzając na boisko bardziej doświadczonych graczy, którzy wnieśli widoczny spokój w tej formacji. Pierwsza połowa była wyrównana z lekkim wskazaniem na przewagę gospodarzy, co odzwierciedlał sam wynik spotkania (20:14). Wiele trudności naszej formacji defensywnej, szczególnie w pierwszej połowie, sprawiał Avery Neloms. Rozgrywający Wyszkowa nie „szastał” zbyt wieloma rzutami, robił to w sytuacji gdy miał pewność, iż jego skrzydłowi są na czystych pozycjach. Tym samym nie było wielu stykowych sytuacji, w których mogliśmy liczyć na interception. Avery często jednak bazował na swojej szybkości i zwinności, zdobywając wiele jardów i psując krew naszej formacji defensywnej. Drugą połowę spotkania rozpoczęliśmy bardzo dobrze, wychodząc na prowadzenie, nie udało nam się jednak wygrać trzeciej kwarty, tracąc w niej również punkty. Ostatnia odsłona to dobra gra naszej defensywy, która ograniczyła do minimum quarterbacka przeciwnika i dość szybko umożliwiała grę naszej formacji ofensywnej. Niestety zawiodła nas skuteczność i spokój w decydującym fragmencie gry. W ostatniej fazie spotkania, będąc cztery jardy od pola punktowego, mając dwie próby, nie zdołaliśmy zdobyć przyłożenia, po którym przeciwnik raczej już by się nie podniósł. In minus należy uznać dość dużą nerwowość, która z pewnością spowodowana była stresem rookies w ich debiucie ligowym. Pokazuje to, iż nowych zawodników musimy wprowadzać z większym spokojem, aby z biegiem czasu okrzepli na boiskach LFA. Boli szczególnie brak opanowania i postawienia kropki na “i” w sytuacjach, gdy byliśmy blisko pola punktowego przeciwnika. Grając z większym spokojem, końcówkę spotkania powinniśmy wygrać. Na plus: pomimo dość średniej postawy toczyliśmy wyrównany bój z mocnym przeciwnikiem i byliśmy bardzo blisko sukcesu. Spotkania z Rhinos, towarzysząca tej rywalizacji dramaturgia, to już chyba stały element naszych potyczek. Uniknęliśmy poważnych urazów, które mogły się zdarzyć w tych warunkach atmosferycznych. Mikrourazy, które się przydarzyły, zostaną zaleczone i w komplecie będziemy na boisku 8 kwietnia w meczu z Warsaw Sharks. Popracujemy teraz nad większym spokojem w grze, zastanowimy się, czy w kluczowych momentach dokonaliśmy słusznych wyborów zagrywek. Jest czas na analizę i w kolejnym spotkaniu z pewnością będziemy silniejsi i będziemy grać o zwycięstwo – stwierdził Przemysław Zienkiewicz, były zawodnik „Jeziorowców”, a obecnie członek Rady Sekcji AZS UWM Olsztyn Lakers.

statystyki meczowe dostępne na stronie LFA

autor: Mariusz Kańkowski foto: Hubert Morka - Wyszkowiak.pl

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij