Potrzebujemy dobrych sędziów!

Finały konferencji w NFL dostarczyły fanom futbolu amerykańskiego wielu wrażeń. Pięknych zagrań i emocji nie brakowało, przy czym można odnieść wrażenie, że nieco zbyt często blask reflektorów skupiał się na sędziach. Oklepane przysłowie mówi o tym, że najlepsi arbitrzy, to tacy, których nie widać. W meczach wyłaniających uczestników 53 SuperBowl było nieco inaczej. Temat sędziów będzie się ciągnął jeszcze jakiś czas, więc… warto przełożyć go na nasze realia.

Popularnych Zebr mamy w Polsce blisko setkę, z czego tylko nieco ponad połowa jest „aktywna zawodowo”. To oznacza, że większość z nich może sędziować w praktycznie każdy weekend intensywnego sezonu futbolowego. Pierwszeństwo należy się oczywiście doświadczonym arbitrom, ale również dla „rookies” okazji do wykazania się jest sporo. Każdy mecz najwyższej klasy rozgrywkowej wymaga zaangażowania od pięciu, do nawet ośmiu sędziów. Tutaj „żółtodzioby” mogą zabłysnąć tylko w przypadku zauważalnych braków kadrowych. Nieco inaczej sytuacja wygląda na poziomie: LFA2, LFA9, czy rozgrywek juniorskich. W niemal każdym starciu możemy wypatrzeć na boisku dwie, a nawet trzy nowe Zebry. Talent połączony z chęciami, a także zaangażowaniem jest praktycznie gwarantem awansu do grona weteranów, już po przesędziowaniu kilkunastu meczów. „Ścieżka kariery” ma bardziej niż zadowalające tempo.

Idealny arbiter jest: zdecydowany, skrupulatny, opanowany i odporny na stres. Jeśli posiadasz te cechy, a do tego interesujesz się futbolem, to szybko odnajdziesz się w roli Zebry. Sędziowanie z łatwością melduje się w kategorii „hobby idealnego”. Przy okazji weekendu pozwala zwiedzić Polskę, zobaczyć mecz, a do tego pozytywnie odbija się na stanie bankowego konta. Każdy arbiter otrzymuje zwrot kosztów dojazdu, a także wynagrodzenie. Nie są to szalenie wysokie kwoty, ale do weekendu z gwizdkiem na pewno nie trzeba dopłacać.

Droga do zostania arbitrem nie jest skomplikowana, a koniec stycznia to kluczowy moment na podjęcie decyzji. Należy wziąć udział w szkoleniu organizowanym przez Polskie Stowarzyszenie Sędziów Futbolu Amerykańskiego (PSSFAhttps://www.facebook.com/sPSSFA/). Odbywa się ono z reguły bezpośrednio przed startem sezonu. Dowiesz się na nim czym są mechanika i filozofia sędziowania. Poznasz specyfikę gwizdania na poszczególnych pozycjach, no i przede wszystkim zgłębisz wiedzę dotyczącą przepisów. Jak doskonale wiesz często jest tutaj spory zapas interpretacyjny. (Czy był roughing the passer na Brady’m, czy nie? 😉 ). Można więc zagwarantować, że po przejściu szkolenia sędziowskiego Twoje spojrzenie na futbol ulegnie sporej korekcie. Dla wielu osób to bardzo odżywczy moment, sprawiający, że miłość do futbolu rozpala się na nowo.

Sędziowski gameday to nie tylko mecz, a również tzw. „pregame”. Dwie godziny przed kickoffem jest dla Zebr często bardziej intensywna niż boiskowa rywalizacja. Sporo ciekawych tematów, wymiany doświadczeń i zdecydowanie najlepszy moment do utrwalenia futbolowej wiedzy. Każdy z arbitrów musi zawsze przygotować oraz omówić zagadnienie zaordynowane przez sędziego głównego. Będąc adeptem masz prawo uczestnictwa w każdym „pregamie”, co jest idealną okazją do szybkiego poznania klimatu. W skrócie: decyzja, zostaję Zebrą; przejście szkolenia sędziowskiego; udział w kilku pregame’ach przed meczami LFA1 i czerwcowy debiut z gwizdkiem na drugoligowych boiskach. Musisz przyznać, że brzmi to jak plan doskonały. Przemyśl i podejmij decyzję. Potrzebujemy dobrych sędziów!

PS
Jeśli dobrnąłeś aż tutaj, to zasługujesz na „cool story, bro”. Przed rokiem Wydział Sędziowski postawił na niezależność, co wiązało się z powołaniem nowego stowarzyszenia. Niewiele zabrakło, a nazywałoby się ono SS FAP – Stowarzyszenie Sędziów Futbolu Amerykańskiego w Polsce. Trzeba przyznać, że z takim skrótem jego popularność zyskałaby nowy wymiar. Finalnie zdecydowano się na Polskie Stowarzyszenie Sędziów Futbolu Amerykańskiego. Też fajnie, ale ładunek emocjonalny, a nawet hormonalny, czy genetyczny mocno stracił na wartości…

Dawid Biały

Leave a Reply