Power Ranking LFA 1 – druga sezonowa edycja

Dwa kolejne weekendy z LFA 1 za nami, cztery spotkania przysporzyły wiele emocji oraz kontrowersji, ale działo się nie tylko na boisku… Szalony, covidowy sezon jest jedyny w swoim rodzaju z wielu powodów, dlatego kluby dały się ponieść całkowicie i dodatkowo dolewają „oliwy do ognia”. Dwa zespoły, po pierwszych spotkaniach, postanowiły wymienić swoich zagranicznych rozgrywających, a zakończony sezon w Finlandii sprawił, że roszad kadrowych jest jeszcze więcej niż zwykle. Dodatkowo Panthers „biją Niemców”, a w Europie kolejne ligi są odwoływane, sprawiając, że polskie rozgrywki futbolu amerykańskiego będą cieszyć się jeszcze większym zainteresowaniem i uznaniem. Składy dopięte (chyba!), zawodnicy powoli się zgrywają, sztaby obmyślają specjalnie zaskakujące playbooki, uwydatniające plusy oraz ukrywające minusy swoich podopiecznych, na Pasjonatach pojawiają się szalone oświadczenia, obrywa się tam nawet sędziom… jednym słowem sezon w pełni, czas więc na kolejny Power Ranking!

6. Warsaw Mets: (poprzednie miejsce w rankingu: 5) / 0 zwycięstw – 2 porażki / 7-33 w małych punktach

Osiem kwart za ofensywą Warsaw Mets, a oni dalej są bez chociażby jednego punktu! Decyzja, by zostawić w składzie TJ Richardsona na koszt Terella Owensa, okazała się fatalnym posunięciem. Richardson rok temu na pozycji safety prezentował się bardzo okazale, dodatkowo dorzucał niesamowite returny, ale jako rozgrywający nie spisuje się wcale. Źle ogląda się całą formację ataku, a ich niemoc frustruje zapewne najbardziej defensywę Mets, która robi swoją robotę, ale sama nie jest w stanie wygrywać spotkań. Stołeczni, po dwóch porażkach z rywalami, z którymi mieli walczyć o playoffy, mogą już oficjalnie uznać sezon za stracony, gdyż zakończą go na fazie regularnej. Nie ma takiej opcji, by powalczyli z Lowlanders, czy tym bardziej Panthers (tutaj nawet nagły transfer Tima Tebowa nie pomoże…), więc zostaje im walką o honor z Rebels, którzy spisują się naprawdę ciekawie i wyprzedzają Mets w rankingu. Wielka szkoda, bo organizacyjnie klub wygląda na sprawnie poukładany, wydarzenia na stadionie przy Konwiktorskiej ogląda się przyjemnie, jest dużo kibiców, atrakcji, zostaje więc tylko liczyć, że na boisku szybko zrobi się lepiej.

5. Silesia Rebels: (6) / 0 zwycięstw – 3 porażki / 47-132

Dwie kolejne porażki na koncie, ale Rebels idą w naprawdę dobrym kierunku; spotkanie z Panthers było przez chwilę (malutką) zacięte! I mówię tu całkiem serio, ograniczenie Panter do field goala w pierwszym drivie, należy uznać za sukces. Gdyby z Mistrzami Polski zmierzyła się zeszłoroczna ekipa z Katowic, to wynik byłby naprawdę dużo, dużo większy. I wiadomo, że w kolejnych fazach spotkania wchodzili zmiennicy z Wrocławia, ale i tak Rebels na tle Panter pokazali się lepiej niż Falcons tydzień wcześniej. Na szczęście, w ostatni weekend, doszło do bezpośredniego starcia obu śląskich teamów i mogliśmy się przekonać, który klub jest naprawdę mocniejszy. Obyło się bez niespodzianki, „wary zostały sklejone”, ale przez większą część gry spotkanie było naprawdę ciekawe i zacięte. Znowu potwierdziła się stara futbolowa prawda, że kto popełnia mniej błędów ten może liczyć na wygraną. Czuć było atmosferę derbów, napięcie w powietrzu i mimo, że Falcons są póki co lepszą drużyną, to Rebels naprawdę szybko ten dystans zmniejszają. Gdy linia ofensywa polepszy swoją grę i da trochę więcej czasu Bailyemu, a ten nie będzie w ciemno rzucał dwa razy w to samo miejsce na straty, to spotkanie z Archers powinno przynieść wiele emocji.

4. Tychy Falcons: (4) / 2 zwycięstwa – 1 porażka / 58-94

Pewna wygrana z Mets, twarde zwycięstwo z sąsiadem; Sokoły wracają do gry, ale czeka ich jeszcze daleka droga, jeśli chcą zagrać w wymarzonym finale. Póki co nie wyglądają jak team, który mógłby zagrozić Lowlanders, a na drodze są jeszcze Archerso-Seahawksy, które wzmocnione nowymi transferami, będą tylko silniejsze. Co najważniejsze, wszyscy czekamy na spotkanie w którym wszystkie formacje Falcons zagrają na swoim niezłym poziomie: z Mets brawurowo zagrała defensywa (choć trzeba przyznać, że wielkiego wyzwania też nie miała), a z kolei ofensywa zdobywała punkty za punktami w derbach Śląska. Powoli rozkręcają się sprowadzeni imporci, ale to ciągle nie jest ten poziom jaki mógłby być. Po szybkich trzech weekendach ze spotkaniami, czas na wyczekiwany, krótki odpoczynek i zebranie sił, bo zbliżają się najważniejsze spotkania, z potencjalnymi rywalami w playoffach. Gdy polski skład Tychów zagra na swoim prawdziwym poziomie, gdy Niklas Gorny zacznie spoglądać na całe boisko, a nie tylko na jego jedną stronę, i gdy Rashad Still przypomni sobie swoje wyczyny w Big Ten, to wszystko może się wydarzyć!

3. Bydgoszcz Archers: (3) / 1 zwycięstwo – 1 porażka / 41-56

Zarząd Archers mnie posłuchał: wykonał kolejny ciekawy, niezbędny ruch i wymienił swojego podstawowego rozgrywającego. Nie wiadomo, czy to koniec kariery Zetazate (oby chociaż w Polsce), czy tylko mała przerwa, skupmy się jednak bardziej na nowym nabytku Łuczników, bo to prawdziwy obieżyświat. Dustina Hawke Willinghama większość z nas już widziała w akcji wcześniej, gdyż prowadził zespół USA na The World Games we Wrocławiu, gdzie Amerykanie nie zachwycili delikatnie rzecz ujmując. Poza tamtejszym występem, Willingham odwiedził już ligi w Norwegii, Włoszech, na Węgrzech oraz miał występować w lidze LFA… tak, co prawda tylko jako ofensywny koordynator Kraków Kings, ale jednak. Sytuację nie skomplikowała o dziwo pandemia, lecz chęć Dustina do ciągłego, czynnego grania. Opuścił on Kingsów i planował występować w Budapeszcie, gdzie sezon jednak odwołano, rozgrywający przeniósł się więc do Berlina, gdzie sezon też odwołano… aż w końcu znalazł się z powrotem w Polsce, dosłownie na dzień przed meczem z Lowlanders. Dziwna sytuacja, ale najważniejsze, by Archers tym ruchem zanotowali duży progres ofensywny. Co ciekawe, klub z Bydgoszczy polował na inną znajomą twarz, Chrisa Forciera, który zakończył sezon w Finlandii, ale umowa nie doszła do skutku, a szkoda bo Forcier w Skandynawii radził sobie bardzo dobrze, natomiast Willingham przeciwko Lowlanders wypadł blado. Po części nie ma co się dziwić, skoro czasu na poznanie kolegów i zagrywek było tak mało. Dobrze zaprezentował się natomiast Kadel King, świeżo upieczony mistrz z Kuopio Steelers oraz Meril Zero, który w końcu będzie mógł się skupić tylko na ofensywnych zadaniach. Mecz z Lowlanders był ciekawy, ale pokazał jak jeszcze daleko pozostałej stawce do V-ce Mistrzów Polski. Niesamowicie zdominowana została linia ofensywa Archers, która nie trzymała kompletnie pocketu. Defensywa skupiona na powstrzymaniu Glena Toongi zostawiła z tyłu masę miejsca skrzydłowym Lowlanders, którzy biegali swobodnie po całym boisku przez większość spotkania. Coś za coś, wystawiając silnych, ale mniej zwrotnych linebackerów do zabezpieczania przed biegami, Archers narazili się na akcję podaniowe, które Lowlanders, z ciągłą formacją z czterema skrzydłowymi, bezlitośnie wykorzystywali. Przed klubem z Bydgoszczy ciągle jeszcze trzy spotkania, więc czas na poukładanie nowych puzzli, dalsze zgrywanie ze wsparciem z Seahawks i walka o uniknięcie Panthers w półfinałach!

2. Lowlanders Białystok: (2) / 2 zwycięstwa – 0 porażek / 87-38

Nie dość, że w zeszły weekend Archers i Lowlanders mierzyli się przeciwko sobie, to ostatnie tygodnie mieli ogólnie całkiem podobne. Klub z Białegostoku również zaskoczył i zmienił w trakcie sezonu swojego rozgrywającego oraz w końcu do zespołu dołączyły wszystkie,ogłoszone wcześniej wzmocnienia. W przedsezonowym rankingu dziwiłem się, że Lowlanders wybrali quarterbacka z tak niskiego poziomu uniwersyteckiego i choć Jon Mullin nie zagrał źle w debiucie przeciwko Rebels, to jednak szybko mu podziękowano (oficjalnie kontuzja barku, nieoficjalnie nie wytrzymała wątroba, ciągle zalewana duchem puszczy). Ofensywą będzie dowodził Brandon Gwinner, prosto z, a jakże skąd, oczywiście, że z Finlandii. Ogromny rozgrywający (190 cm wzrostu i 100 kg wagi) poprowadził Wasa Royals do półfinału ligi i jest poważnym zagrożeniem na dwóch płaszczyznach, o czym szybko przekonali się Archers. Bardzo mocne ramię używane jest równie często co nogi, którymi Gwinner wybieguje duże ilości jardów, co najważniejsze zdobywając wiele przyłożeń w bliskich sytuacjach w redzone. Gdy dodamy do tego wzmocnienia defensywne, tworzące teraz kompletny roster, to mamy team, który może powalczyć o najwyższe cele. Co prawda Glen Toonga nie biegał już tak spektakularnie, ale skupiał na sobie ogromną ilość defensorów i taktykę trenerów drużyny przeciwnej. Kluczem w całej układance jest linia ofensywna; wiecznie niedoceniana formacja, prezentuje się póki co naprawdę świetnie, robiąc miejsce biegaczom i kupując kupę czasu rozgrywającemu. Lowlanders zapracowali obficie podczas offseasonu, i na treningach i na rynku transferowym, po wymianie rozgrywającego, zarząd zrobił już wszystko co w swojej mocy, by spróbować dogonić Mistrzów Polski. Zobaczymy jednak co z tego wyjdzie ponieważ…

1. Panthers Wrocław: (1) / 2 zwycięstwa – 0 porażek / 103-7

Panthers biją wszystkich na lewo i prawo i to nie tylko na krajowym podwórku. Po dwóch pewnych wygranych ze śląskimi ekipami, przyszedł czas na wyjazd do Drezna i pojedynek z jedną z najlepszych drużyn w Europie. W rankingu portalu American Football International Dresden Monarchs zajmują dwudzieste miejsce, a Pantery są dziewięć pozycji niżej, więc można się było spodziewać zaciętego spotkania, na które zresztą liczyli wszyscy w klubie z Wrocławia. Chęć zaciętego starcia, zastępującego w chociaż pewnym stopniu europejskie puchary, została jednak prędko rozwiana przez moc jaką dysponują Pantery. Deklasacja rywali na każdym polu, o której zresztą możecie obszerniej przeczytać na naszym portalu. W internecie oczywiście od razu głosy niezadowolenia, marudzenia, że nie było importów w Monarchs, że w pełnych składach Pantery byłyby bez szans… Bzdura, co więcej myślę, że gdyby Wrocław wyszedł bez swoich zagranicznych wzmocnień, to też by Niemców ograł z łatwością. Pozostaje nam tylko żałować, że sytuacja jest jaka jest i w tym roku musimy się obejść bez poważnego grania na arenie międzynarodowej. Ale co się odwlecze to nie uciecze… Panthers Wrocław już są gotowi na podbój całego starego kontynentu!

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij