Power Ranking LFA 1 po sezonie 2020

Udało się… Kto by pomyślał, że w 2020 roku uda się rozegrać oraz dokończyć sezon futbolowy? Przy całej obecnej, pandemicznej sytuacji, przy ograniczeniach, trudnościach z nią związanych zarówno na polu organizacyjnym, finansowym jak i czysto sportowym, przy braku jakiejkolwiek pomocy od strony organizatora rozgrywek, przy ogromnych cięciach finansowych od strony partnerów, sponsorów, władz miast, a na końcu: przy oczywistych problemach prywatnych pewnie i każdego z uczestników zaangażowanych w ten sezon w tymże roku.

Wielu wątpiło, bo ku wątpieniu były ogromne przesłanki, zbieg fatalnych okoliczności/decyzji sprawił, że wszystko jest inne i trudniejsze w tym czasie. Przez to należy się jeszcze większy szacunek każdej osobie zaangażowanej w ten sezon, która normalnie poświęca swój czas prywatny by trenować, grać, jeździć, załatwiać, organizować, a w tym sezonie, każdy z nich zdanie miał utrudnione wielokrotnie. Należy się jednocześnie jeszcze większe wiadro pomyj każdej osobie związanej z zarządzaniem LFA, z prezesem na czele oczywiście, którzy przeszli samych siebie i nie dali nic, a wręcz utrudniali działania klubom w tym roku, którzy nie umieli poświęcić czasu nawet na proste posty na FB, nie przyłączyli się do organizacji żadnego z tegorocznych finałów, nie umieli kupić osławionych już „finałowych medali LFA 2”. Ale jest światełko w tunelu, 2020 się kończy, czasy LFA wraz z nim, gorzej już być nie może, a wierzę, że razem z działaniami Związku Futbolu Amerykańskiego w Polsce, razem z ogromną pasją do futbolu żyjącą ciągle w wielu osobach – 2021 będzie ogromnym skokiem w przód. Będzie ciężko, bo bałagan po LFA jest ogromny, a pandemia zostawi po sobie ogromne konsekwencje w sportowym świecie (tym bardziej w amatorskim sporcie). Zostawmy jednak jeszcze przyszłość i wróćmy do niedawno zakończonych rozgrywek wraz z ostatnim Power Rankingiem. Ilość zespołów była skromna, mam nadzieję, że następnym razem do walki o najwyższe laury gotowych i na tyle odważnych klubów będzie dużo więcej.

6. Silesia Rebels: (poprzednie miejsce w rankingu: 5) / 0 zwycięstw – 5 porażek / 95-196 w małych punktach

Beniaminek kończy sezon na ostatnim miejscu zarówno w tabeli jak i w rankingu, jednak Rebelsi nie mają się czego wstydzić. Wspominałem to kilkukrotnie, progres jaki wykonali w ciągu roku (a pamiętajmy jaki to był czas) jest ogromny, zarówno organizacyjnie jak i sportowo. Dali świetne widowiska w spotkaniach z Falcons i Archers, gdzie walczyli przez długi czas jak równy z równym, wylądowali w kinie wraz ze swoim filmem, ugruntowali swoją pozycję wśród najlepszych ekip w Polsce. Odważnie postanowili spróbować swoich sił w LFA 1 i na pewno przekuje się to na mocne efekty w przyszłym roku, w którym będą prowadzeni przez nowego trenera. Mam nadzieję, że zacięte derby Śląska będą nas emocjonować przez wiele lat. Jedyny zarzut jaki można im zarzucić to zaskakująca, wyraźna przegrana w ostatnim spotkaniu z Warsaw Mets oraz średni wybór importowanych zawodników, gdzie poza Devionem Youngiem żaden się nie wybijał i nie był wyraźnym liderem. Głównym celem do poprawy musi być defensywa, która wpuszczała liczne big playe i wraz z ofensywą Mets była najsłabszą formacją w tegorocznych rozgrywkach.

5. Warsaw Mets: (6) / 1 zwycięstwo – 4 porażki / 42-140

Tak jak Rebels zaskoczyli pozytywnie, tak Mets, co do których były dużo większe oczekiwania, po prostu rozczarowali. Atak przebudził się dopiero w ostatnim spotkaniu, dużo za późno, choć i tak wątpię by taka postawa, nawet reprezentowana od początku sezonu, dała szansę na awans do playoffów. Planem minimum była gra w półfinałach, tymczasem złe decyzje kadrowe co do najważniejszej pozycji na boisku sprawiły, że Warszawa przez dużą część sezonu była uważana za najsłabszy sportowo klub. Przyszły rok na pewno nie będzie łatwiejszy, zważając na to, że już na samym początku offseasonu Mets stracili, po zaledwie jednym sezonie, swojego najlepszego gracza – Arkadiusza Cieśloka. Do załatania będzie ogromna dziura, a pamiętajmy, że to właśnie solidna defensywa utrzymywała zespół w grze pomimo fatalnej ofensywy. Klub ma ogromny potencjał ze względu na swoje położenie, czas więc przywrócić blask futbolowej Warszawy.

4. Bydgoszcz Archers: (4) / 2 zwycięstwa – 4 porażki / 70-228

Drugi z debiutantów w LFA 1 sezon zaczął wyśmienicie, jednak plaga kontuzji i fatalny wybór nowego rozgrywającego, sprawił, że w ostatnich trzech meczach drużyna nie zdobyła ani jednego punktu (dwa mecze z Panthers na pewno tej kwestii nie ułatwiły). Ostatecznie jednak awans do półfinału trzeba nazwać sukcesem, a progres jaki robi klub z Bydgoszczy jest jeszcze większy niż u Rebels. Wystarczy przypomnieć, że rok temu przegrali z Warsaw Eagles… Wchłonięcie ogromnej części zawodników Seahawks Gdynia, świetny program juniorski (Mistrzostwo Polski), poważne działania organizacyjne, sprawiają, że Archers mogą na stałe zagościć w czołówce najlepszych drużyn w kraju. Szybkie ruchy, od razu po zakończeniu sezonu, potwierdzają profesjonalne podejście do tematu i chęć walki o najwyższe cele. Nikt do końca nie wie w jakim składzie będzie się odbywała rywalizacja za rok w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale widząc działania „Łuczników”, dla mnie są pewniakiem do półfinałów.

3. Tychy Falcons: (3) / 3 zwycięstwa – 3 porażki / 140-179

Gdyby nie ten punt, gdyby nie te fumble… Mecz sezonu 2020 odbył się 3 października w Tychach, gdzie minimalne zwycięstwo Lowlanders, zapewniło półfinał w Białymstoku. Tam wątpliwości kto jest lepszy już nie było, ale gdyby tak półfinał rozgrywał się na Falcons Field? Sokoły od dłuższego czasu zawsze są blisko występu w finale, jednak ciągle czegoś im brakuje. Ten rok w ich wykonaniu na pewno charakteryzował się nierówną grą, zarówno w ofensywie jak i w defensywie. Do tego by Falcons mogli spełnić swoje marzenie na pewno potrzebny jest świetny rozgrywający, a takim zdecydowanie nie był Niklas Gorny. Ciekawe, czy w przyszłym roku uda się namówić Keitha Ray’a na powrót do Polski, który gdy był zdrowy robił prawdziwą furorę. Sokoły na pewno muszą również ograniczyć własne proste błędy, popełniane nagminnie w kluczowych momentach spotkań. Niewątpliwie należą do Top 3 w Polsce, ale czy to ich satysfakcjonuje? Zdecydowanie nie.

2. Lowlanders Białystok: (2) / 5 zwycięstw – 2 porażki / 222-175

Trzeci finał z rzędu, jednak tym razem zdecydowanie najgorszy rezultat. Lowlanders idą krok po kroku do przodu, mieli najmocniejszy zespół w historii, aczkolwiek to Panthers tak szybko i daleko odskoczyli pozostałym klubom w Polsce, co sprawiło, że tegoroczny Polish Bowl był niestety bardzo jednostronny. Białystok zrobił praktycznie wszystko co mógł w tym sezonie: wzmocnił polski skład, wymienił korzystnie rozgrywającego, wybrał świetnych importów, znakomitego trenera, a tymczasem to starczyło jedynie na srebrny medal, daleko za Panterami, ale równocześnie daleko przed Falcons. Tak jak w przypadku Sokołów, rzucała się w oczy bardzo nierówna postawa wszystkich formacji, a żeby wygrać w finale trzeba było zagrać idealne spotkanie, bez najmniejszych błędów. Przyszły sezon to wielka niewiadoma, głównie ze względu na Mistrzów Polski oraz na to, czy zdecydują się grać o tytuł najlepszych w Polsce. Bez Panthers, Lowlanders mają otwartą drogę do tytuły, ale wszyscy wiedzą, że wtedy mistrzostwo nie będzie już tak samo smakować.

1. Panthers Wrocław: (1) / 7 zwycięstwo – 0 porażek / 364-32

Najlepsi w Polsce, tego już nawet nie ma co powtarzać, bo i tak zaraz „Pasjonaci” odezwą się, że z takimi sponsorami to każdy, by wygrywał… Dla mnie najważniejszym aspektem tegorocznego tytułu jest fakt, że zostało ono zdobyte pod dowództwem trenera głównego i podstawowego rozgrywającego z Polski, co więcej obaj wykonali kawał fantastycznej roboty i były kluczowymi postaciami. Poziom dominacji urósł już do tych rozmiarów, że Pantery rzucają się na Europę i na nowe rozgrywki ELF. Co prawda, póki co cała liga jest bardzo tajemnicza i zawiera w sobie wiele poważnych wątpliwości, ale plany są ogromne i śmiałe. Co z tego wyjdzie w obecnych czasach nikt nie wie, na pewno sukces byłby świetną reklamą dla futbolu w Europie i tym samym w Polsce mógłby zostać tematem napędzającym naszą dyscyplinę w mediach. Jeśli projekt się odbędzie to mam tylko cichą nadzieję, że Pantery, mające tak świetną organizację i szeroki skład, będą wstanie wystawić drugi roster na rozgrywki w Polsce, które dzięki temu stałyby się o wiele bardziej zacięte i ciekawe.

Zostaw komentarz

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij