Przedsezonowy Power Ranking PFL 1

W końcu czas na start futbolowego sezonu w Polsce! Po długiej przerwie, wielu znakach zapytania, covidowych restrykcjach i utrudnieniach, nadszedł moment rozpoczęcia rozgrywek pod nową egidą, z nowymi organizatorami. Debiut dla Polskiej Futbol Ligi nie należy do najłatwiejszych, ale wygląda na to, że Związek pokonał wszystkie „belki na swojej drodze” i jest gotów tworzyć rozgrywki na najwyższym poziomie. Wyjątkowo nie mogę się doczekać tego sezonu, a to wszystko z jednego powodu: rok w końcu zapowiada się ekstremalnie nieprzewidywalnie! Odejście Panthers do ELF sprawiło, że nie ma już murowanego faworyta, że ilość jednostronnych spotkań powinna zmaleć kilkukrotnie, co więcej, najlepiej zdają sobie sprawę z tego same kluby. Wszyscy wierzą, że teraz jest ich czas, że mistrzostwo jest na wyciągnięcie ręki. Pasjonaci prześcigają się w rankingach, każdy ma trochę odmienne typy, a prawdziwych faworytów do tytułu jest naprawdę kilku. I to jest właśnie najpiękniejsze: ciężko cokolwiek przewidzieć! Skoro wszyscy mają swoje typy, to my oczywiście dorzucamy swoje, zapraszając na pierwszy Power Ranking PFL 1.

7. Warsaw Eagles

Wcześniej chwaliłem Eagles za naprawdę świetne zagraniczne transfery: zarówno Amerykanie jak i gracze ze wschodniej strony Europy mają bardzo bogate doświadczenie, na wysokim, futbolowym poziomie. Ściągnięcie Winstona, który rok temu był podpisany przez Panthers, czy Maksima Kistkina prosto z Moscow Spartans (regularnie grających i wygrywających w CEFL), robi mocne wrażenie. Tu niestety to wrażenie się kończy, bo poza importami, niewiele wiadomo o Eagles. W zeszłym roku grali w LFA 9, gdzie co prawda wygrali wszystkie spotkania fazy zasadniczej, ale trzeba zaznaczyć, że rywali nie mieli za trudnych. Następnie odpadli już w ćwierćfinale z Bielawa Owls. Patrząc na roster Orłów, widzimy wielu młodych zawodników i zaledwie kilku weteranów. Obawiam się, że polski skład będzie mocno odbiegał od składów rywali, dodatkowo myślę, że dłuższe granie w PLFA, a następnie w dziewiątkach, nie wyjdzie Eagles na plus, stąd ostatnie miejsce w naszym rankingu.

6. Kraków Kings

Kolejna duża niewiadoma tego sezonu, być może jeszcze większa niż Warsaw Eagles. A wszystko to z powodu braku Kings w zeszłorocznych rozgrywkach, kiedy to nie zdecydowali się wystawiać swojej drużyny w covidowym sezonie. Dodatkowo Królowie zdecydowali się na podpisanie tylko jednego zawodnika z USA, którego imienia lepiej nie wymieniać bo się może zdenerwować… W 2019 roku, Kraków nie dostał się do playoffow LFA 1, co było jedną z największych niespodzianek sezonu, jednak musimy pamiętać, że tamtejszy system premiował kluby teoretycznie słabsze. Patrząc na roster, trzon zespołu został zachowany, zobaczymy praktycznie wszystkich zawodników z tamtego roku, a o duże braki kadrowe obawiałem się właśnie najbardziej. Ofensywę poprowadzi prawdziwy weteran polskich boisk i jeden z najlepszych rozgrywających w historii naszego kraju – Filip Mościcki. Od jego postawy i tego „ile pozostało mu paliwa” będzie zależeć naprawdę dużo. Podsumowując uważam, że Eagles i Kings będą niestety wyraźnie odstawać od pozostałej piątki klubów oraz stoczą walkę o ostatnie miejsce premiowane awansem do wild cards.

5. Silesia Rebels Katowice

Ciężko mi stawiać Rebels dopiero na piątym miejscu, bo wykonali naprawdę liczne, solidne ruchy transferowe, wyglądają bardzo profesjonalnie od strony organizacyjnej, ale niestety tłok w czołówce jest imponujący. Według mnie cała piątka klubów może się pozamieniać pozycjami we wszystkie strony i wcale nie będę tym zaskoczony. Nieprzewidywalność – coś pięknego! A wracając do Silesii, wrażenie robią zagraniczne transfery, ale przede wszystkim polskie, bo ilość porządnych zawodników, którzy zdecydowali się grać w Katowicach jest ogromna. Na tym tle Rebels wyglądają zdecydowanie najlepiej i wyprzedzili nawet Archers. Najsłabszym elementem w zeszłorocznej układance Silesii była linia ofensywna, teraz wzmocniona siłą i doświadczeniem Daniela Jagodzińskiego, powinna dać dużo więcej czasu oraz swobody nowemu rozgrywającemu – Jonowi Mullinowi, który co ciekawe, w zeszłym roku zagrał jedno spotkanie dla Lowlanders. Czując szansę na mistrzostwo, do składu wrócili praktycznie wszyscy Śląscy weterani, od lat reprezentujący barwy Rebels, czy jeszcze wcześniej Miners. Katowice są dużo mocniejsi niż rok temu i wiem, że spokojnie mogą powalczyć o medale!

4. Warsaw Mets

Mets minimalnie wyprzedzają Rebels, a to za sprawą „bombowych” transferów zagranicznych. Zachary Blair jest świetnie znany wszystkim kibicom i zawodnikom w Polsce, z miejsca staję się faworytem do nagrody najlepszego Linebackera sezonu, natomiast David Ash to kandydat na najlepszego gracza w historii rozgrywek w Polsce, lub na zawód wszech czasów, bo oczekiwania są ogromne. Więcej o nim przeczytacie w naszym Transferowym Power Rankingu. W zeszłym roku Mets wygrali tylko jedno spotkanie, właśnie z Rebels i byli największym rozczarowaniem sezonu. Zła decyzja o postawieniu TJ Richardsona na pozycji rozgrywającego wpłyneła automatycznie na cały atak, doprowadzając do braku jakiejkolwiek skuteczności. Defensywa, mimo swojej siły, sama nie dała rady wygrywać spotkań, więc nic dziwnego, że w tym roku Mets postawili wszystko na jedną kartę i poszukali rozgrywającego z niesamowitym, aczkolwiek burzliwym CV.

3. Bydgoszcz Archers

Dla wielu główny faworyt do wygrania Polskiej Futbol Ligi i oczywiście to bardzo możliwy scenariusz. Dla mnie jednak odrobinę mocniejsze rostery Lowlanders i Falcons (oczywiście tylko na papierze) oraz fakt, że Archers nie maja zbyt dużego zgrania między swoimi zawodnikami, sprawiają, że Bydgoszczanie lądują na trzecim miejscu. Podobnie jak Rebels, Łucznicy imponują profesjonalną organizacją, najszybciej ogłosili swoje transfery, chcąc tak wielu nowych zawodników wprowadzić w swój system jak najwcześniej. Pozyskanie Arkadiusza Cieśloka to jedna z największych transferowych bomb offseasonu, dodatkowo Robbie Wallace, Javier Carraso oraz zeszłoroczny zaciąg z Seahawks (łącznie 18 zawodników) stworzą niesamowicie silną defensywę oraz głębie składu. Podobnie jak w zeszłym roku, jedyne wątpliwości mam co do rozgrywającego. W poprzednim sezonie słabo spisał się tam Luke Zetazate, szybko wymieniony na jeszcze gorszego Dustina Willinghama. Teraz Łucznicy stawiają na Jake’a Schimenza, który doświadczenie zbierał w ligach brazylijskich. Wierzę, że będzie to dużo lepszy gracz niż jego poprzednicy, ale czy wystarczająco dobry, by poprowadzić Bydgoszcz do Mistrzostwa? Przekonamy się już za kilka miesięcy! Archers rok temu, jako beniaminek, odpadli w półfinałach, teraz celują na pewno wyżej.

2. Lowlanders Białystok

Pantery odchodzą, Lowlanders wszystko wygrywają…Jeszcze niedawno, większość z nas tak mogłaby myśleć. Tymczasem rzeczywistość w 2021 roku może być całkiem inna. Odeszło kilku kluczowych graczy defensywy (Tarnawski, Dzioban, Wesołowski), nie wiadomo co z zeszłorocznymi wzmocnieniami z GFL, dodatkowo nie ma już Gwinnera, Toongi, Kaczochy, Podgórskiego… Strata za stratą, a nowych posiłków, aż tylu nie ma. Bardzo ciekawie wygląda nowy QB drużyny, Derrick Evans, który na jednym z najlepszych uniwersytetów Division II, zdobywał masowo jardy górą, a przede wszystkim dołem, ale pozostali zawodnicy już nie robią takiego wrażenia. Lowlanders to oczywiście wciąż, jeden z głównych kandydatów do wygrania ligi, ale pamiętajmy: w zeszłym roku, z o wiele lepszym składem, ledwo wygrali z Falcons, a w 2019 roku, ze zdrowymi Sokołami nie mieli większych szans. Nie zdziwię się jeśli każde spotkanie Białostoczan z drużynami z top 5 będzie ciężką batalią i spotkaniem na styku.

1. Tychy Falcons

Najbardziej tajemniczy zespół offseasonu. W mediach społecznościowych ciągła cisza, ciężko szukać informacji o nowych zawodnikach, transferach; całkowite przeciwieństwo Falcons z 2020 roku, gdzie posty o nowych graczach goniły jeden za drugim. Ale to nie znaczy, że Sokoły próżnowały. Praktycznie cały polski skład z zeszłego sezonu został zachowany, dodatkowo w rosterze widnieją nazwiska weteranów, którzy ostatnio mieli małą przerwę. Wszystkie zagraniczne wzmocnienia zostały podmienione: na QB zobaczymy Jules’a St Ge, mobilnego rozgrywającego z Division II, dla którego będzie to pierwszy sezon w Europie. Niewątpliwie będzie to ogromne wzmocnienie w porównaniu do zeszłego roku, ponieważ Niklas Gorny zawodził prawie na każdej linii. W defensywie zobaczymy dobrze znanego w Tychach Laparisha Lewisa, który zastąpi Davida Izinyiona, prawdziwego wymiatacza z zeszłego roku. Do obrony dodatkowo dokooptowany został Adefami Aina z Wielkiej Brytanii, a skrzydła wzmocni Robert Szmielak, dla którego brakowało snapów w Panthers Wrocław. Skład robi wrażenie, a tak jak wcześniej wspominałem, Sokoły rok temu prawie pokonały dużo silniejszych niż w tym sezonie (na papierze oczywiście) Lowlanders oraz bez żadnych problemów wygrali z osłabionymi Archers. Dla mnie to główny faworyt do tytułu: bardzo mocna polska ekipa, solidne wzmocnienia i znakomity sztab trenerski, współpracujący z zawodnikami od wielu lat. Czy jest to pewniak do wygranej? Oczywiście, że nie, zaskoczeń w tym roku może być co niemiara, zapowiadają nam się mega ekscytujące rozgrywki, gdzie w każdy weekend czeka nas jakiś szlagier. Sprawa mistrzostwa od wielu, wielu lat nie była tak otwarta!

Comments (2)

  1. Cóż – jak zwykł bym mawiać w takich sytuacjach mistrz Zen- zobaczymy 😉

  2. Power Ranking PFL 1 – pierwsza sezonowa edycja – Halftime.pl

    […] Sprawdź naszą przedsezonową predykcję […]

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij