“Snow Bowl” we Wrocławiu padło łupem Panter

W iście zimowej aurze musieli w sobotę rywalizować futboliści Panthers Wrocław i Lowlanders Białystok. Warunki atmosferyczne panujące w stolicy Dolnego Śląska nie przeszkodziły jednak w rozegraniu bardzo dobrych zawodów. Zwycięsko wyszli z nich gospodarze, pokonując „Ludzi z Nizin” 37:13.

Powrót w wielkim stylu do pierwszej drużyny aktualnych mistrzów zanotował Tomasz Dziedzic. Doświadczony skrzydłowy w ubiegłym roku rywalizował zaledwie w barwach rezerw „Panter”, z którymi sięgnął zresztą po złoto PLFA 2. W tym sezonie natomiast doświadczony wide receiver robi wszystko, by we Wrocławiu długo nie rozpamiętywano odejścia Patryka Matkowskiego do Niemiec. To właśnie Dziedzic został autorem pierwszego w tegorocznej kampanii przyłożenia na Stadionie Olimpijskim. 24-latek wykorzystał około 40-jardowe podanie Timothy’ego Morovicka i wpadł w endzone przyjezdnych. Amerykanin, który został uznany MVP poprzedniego sezonu Topligi nie ustrzegł się jednak błędów. Za najpoważniejszy z nich można uznać akcję z drugiej kwarty, kiedy jego podanie przechwycił nowy nabytek Lowlanders, Marcin Kaim, którego zatrzymano dopiero jeden jard przed polem punktowym gospodarzy. Już w następnej akcji Ryan Kasdorf nie miał żadnych problemów z przepchaniem się w endzone, co w połączeniu z podwyższeniem Bartłomieja Trubaja dało remis. Wcześniej bowiem przy kopnięciu nie pomylił się także Adam Nelip. Panthers odzyskali prowadzenie jeszcze w tej samej części gry. Z błędu przy snapie Ryana Kasdorfa bezlitośnie skorzystał Szymon Adamczyk, powalając nowego rozgrywającego Lowlanders w ich własnym polu punktowym, co dało safety. Dwa „oczka” powędrowały więc na konto wrocławian.

Po przerwie Panthers nie zamierzali już dopuścić do zaledwie minimalnej przewagi. 13-jardową akcję podaniową sfinalizował w trzeciej kwarcie nie kto inny, jak Tomasz Dziedzic. Gospodarze okupili ten mecz poważną stratą. Kontuzji doznał bowiem niezawodny przy kopnięciach Adam Nelip, wobec czego do podwyższenia po tym touchdownie musiał podejść Krzysztof Wis. 30-latek godnie zastąpił najlepszego polskiego kopacza, dodając do dorobku swojej ekipy jedno „oczko”. W akcje punktowe obfitowała ostatnia kwarta. „Przyłożeniowego hat-tricka” skompletował Tomasz Dziedzic, który tym razem złapał na skraju redzone aż 45-jardowe podanie Tima Morovicka. Wydawało się, że skrzydłowy Panthers został powstrzymany, lecz 24-latek nakrył jeszcze ciałem piłkę, która wpadła w pole punktowe i arbitrzy zgodnie ogłosili touchdown, który po raz drugi podwyższył za jeden punkt Krzysztof Wis. Po zaledwie kilku minutach przyłożeniem odpowiedzieli „Ludzie z Nizin”. Wyróżniający się tego dnia Mikołaj Pawlaczyk skutecznie manewrował między defensorami wrocławian i swój 25-jardowy bieg zwieńczył przyłożeniem. Próba podjęcia ryzyka się nie opłaciła i białostoczanie nie dopisali do swojego konta dwóch punktów za podwyższenie. Mistrzowie z Wrocławia w końcówce postanowili jeszcze potwierdzić swoją dominację na tablicy wyników. Efektem tego były touchdowny Wiktora Zięby i debiutującego Damiana Kwiatkowskiego. Krzysztof Wis się tego dnia nie mylił, wobec czego mecz zakończył się przekonującym triumfem Panthers Wrocław 37:13.

SKRÓT SPOTKANIA

statystyki meczowe dostępne na stronie LFA

autor: Mariusz Kańkowski foto: Łukasz Skwiot Fotografia Sportowa

Leave a Reply