Ubiegłoroczni finaliści LFA2 znów skrzyżują rękawice

Już w najbliższą sobotę na Futbolowym Stadionie w Zielonej Górze po raz kolejny dojdzie do starcia Wataha kontra Towers. Ten mecz niesie ze sobą wiele smaczków i reklamowany jest jako „mecz sezonu”. Trudno się dziwić. Wataha chce zrewanżować się za ubiegłoroczny finał LFA2 i powalczyć o fazę play-off. Z kolei Towers chcą udowodnić, że ich wygrana w finale to nie był przypadek, a także celują w przypieczętowanie fazy postseason dla Opola. Początek widowiska zaplanowano na godzinę 12:00.

Zielonogórzanie nie są już tą samą drużyną, którą widzieliśmy na początku sezonu. Wśród zawodników i działaczy słyszy się, że mecz z Armią był wypadkiem przy pracy i efektem nieco chaotycznych przygotowań do sezonu. Niemniej, to już historia. Dziś Wataha jest niczym pociąg, który rozkręca się z każdą kolejką. Solidnie zaprezentowali się we Wrocławiu, tydzień temu wysoko wygrali w łódzkim „wolf bowl” i marzy im się faza play-off. By tego dokonać muszą (tylko i aż) wygrać z Towers i liczyć na szczęście w meczach innych rywali.

„Mecz z Towers Opole to będzie dla nas ciekawe wyzwanie. HC Tim Bishop wykonał gigantyczną pracę, przygotowując swój zespół na mecze wyjazdowe (w tym roku ani razu nie przegrali na wyjeździe), więc spodziewamy się, że będą bardzo dobrze przysposobieni. Ich amerykański rozgrywający Markus Hodges razem ze swoimi RB i WR sprawiają, że przeciwko Wieżom gra się niezwykle ciężko. Jeśli chodzi o presję, ludzki mózg nie jest w stanie wykryć różnicy między strachem a podnieceniem. To jest rodzaj „presji”. Gracze są podekscytowani możliwością osiągnięcia sukcesu na najwyższym poziomie, a czynnik zaufania pozwala im zmylić te emocje ze strachem, co jest kolejnym słowem „ciśnienie”. Moim zadaniem jest umożliwienie im wolności na boisku oraz danie wiary w umiejętności swoje i kolegów. Szczerze mówiąc, dla mnie jest to gra nr 7, taką mam naturę. Chcę po prostu wygrywać wszystkie spotkania i tylko na tym mi zależy. Sprawa jest prosta – jeśli wygramy ten mecz i sprawimy, że nasz przeciwnik zdobędzie mniej niż 25 punktów – jesteśmy w playoffs. Będzie to wymagało od nas nienagannej postawy w defensywie i uważam, że gracze i trenerzy są na to gotowi.” – Mike Sholars, HC Wataha Zielona Góra.

Sezon w wykonaniu Towers to historia, która mogłaby być opisana słowami „jak wejść do ekstraklasy w roli kopciuszka i zaskoczyć wszystkich”. Bilans 4-2, świetna postawa na boisku i solidny poziom organizacji sprawiają, że wszystkie zespoły, które chciałyby zaistnieć w futbolowym świecie lub są po różnego rodzaju fuzjach i zjednoczeniach, mogą inspirować się Wieżami. Reprezentanci Opola mają w Zielonej Górze do udowodnienia dwie kwestie: po pierwsze – pokazać wszystkim pasjonatom futbolu, że wygrana w finale LFA2 nie wzięła się z kapelusza i po drugie – przypieczętować awans do fazy play-off i stać się absolutną rewelacją tegorocznych rozgrywek. Znane przysłowie mówi: dla chcącego, nic trudnego. Jak będzie? Przekonamy się w sobotę.

„Celem Towers Opole na ten rok jest wejście do fazy play-off. Do każdego meczu podchodzimy indywidualnie i w każdym tygodniu tylko ten jeden mecz się liczy. Oczywiście, mecz z Watahą ma swój smaczek dodatkowy, ponieważ Wataha chce rewanżu za finał, a Towers chce udowodnić że ta wygrana w finale jak najbardziej im się należała. W sobotę wychodzimy z myślą tylko o wygranej, ale jednocześnie zachowując zimną głowę ponieważ spotkanie z Rhinos pokazało, że będąc pewnym wygranej, mecz staje się ciężki i popełnia się mnóstwo błędów. Tego w spotkaniu z mocną Watahą chcemy uniknąć. Podejdziemy do meczu z możliwie najsilniejszym składem.” – Łukasz Szelongiewicz, Towers Opole.

Leave a Reply

Translate »
Halftime.pl Kontakt z redakcją
Wyślij